Szkoła Magii i Czarodziejstwa
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Magiczny staw

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
A.D.M.



Liczba postów : 409
Join date : 02/11/2014
Age : 20
Skąd : Ísland, Grímsey.

PisanieTemat: Magiczny staw   Sob Lis 08, 2014 6:17 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
A.D.M.



Liczba postów : 409
Join date : 02/11/2014
Age : 20
Skąd : Ísland, Grímsey.

PisanieTemat: Re: Magiczny staw   Pon Gru 01, 2014 6:10 pm

Och, mój Boże. Och, mój Boże. Co za Bóg, co za Bóg tu przybył. Oparł się swobodnie o jakieś drzewo, spoglądając w górę. Słońce ledwie przebijało się przez liście wierzby. Było tu cicho i spokojnie. Uwielbiał takie klimaty. Zastanawiał się długo nad przybyciem do szkoły. Jeszcze się nie zaaklimatyzował, ale jest czas. Jeszcze jest. Włochy są takie cudne. Westchnął. Chciał z kimś porozmawiać, ale nie miał zupełnie z kim... taki samotny. Taki pogrążony w smutnych myślach. Nie na temat przeszłości. Ją zostawił za siebie. O przyszłości. Co mogła ze sobą nieść? Bał się, ale tylko tak trochę. Bardziej elementów, czy też elementarnych czynników, składających się na mankamenty jego życia. Skutek był jasny. W końcu każdy umrze.

_________________
You're just an animal that I caught
You know I'm yours, so rip my clothes off
Just come inside my cage, you bad dog
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sara



Liczba postów : 263
Join date : 30/11/2014
Age : 19
Skąd : Głogów

PisanieTemat: Re: Magiczny staw   Pon Gru 01, 2014 6:24 pm

Od początku roku szkolnego Sarci ciężko jest połączyć wszystkie obowiązki. Zapisała się na tyle zajęć dodatkowych, że ciężko jej było znaleźć czas na prace dorywczą. Dlatego też wyrzucono ją z niej. Nie mogła wiele na to poradzić, w końcu była tam nielegalnie. Aktualnie przechodziła obok stawu, nie widząc nic poza czubkiem własnego nosa i gazetą, którą zawzięcie przeglądała dziesiąty raz z rzędu. Jakby mając nadzieje, że nagle pojawi się w niej coś, czego wcześniej nie było. Tak się skupiła na szukaniu roboty, że nie zauważyła mężczyzny stojącego przy drzewie. Idąc dalej przed siebie po prostu potknęła się o jego nogi i wyrżnęła do przodu lądując na twarzy.
- Ale będę miała siniaka.. jęknęła zażenowana własną niezdarnością. - Czuję się jakby był pierdzielony piątek trzynastego. - burknęła pod nosem, podnosząc się na rękach i wycierając brudną od ziemi twarz w rękaw mundurka szkolnego.
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, że nie potknęła się o własne nogi, odwróciła się gwałtownie i wbiła ślepia w przystojnego mężczyznę.
- Przepraszam. - pisnęła krótko, niczym przestraszona mysz.
Kojarzyła mężczyznę ze szkoły, choć nie uczył jej żadnego przedmiotu. Może jest kimś z personelu? Może zaraz zadźga ją miotłą za pobrudzenie mu butów? Albo zamknie w podziemiach szkoły i będzie karmił sproszkowanym spirytusem? Przystojniacy zazwyczaj są dziwakami.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
A.D.M.



Liczba postów : 409
Join date : 02/11/2014
Age : 20
Skąd : Ísland, Grímsey.

PisanieTemat: Re: Magiczny staw   Pon Gru 01, 2014 6:36 pm

Och, co za niewiasta się pojawiła. Normalnie każdy facet stałby już na baczność, wedle praw instynktu męsko-zwierzęcego. Nie, nie... Abyss był kulturalnym zboczeńcem. Uśmiechnął się szeroko do dziewczyny, wyrażając przy tym jak najbardziej szczere oraz... bezpieczne zamiary. Co za tym się kryło? Cóż... może i zamierzał ją poderwać. Nie wiązało się z tym, że jakoś szczególnie pragnął ją posiąść na stałe. Nie... poza tym... szanował zdanie kobiet. Lubił też się z nimi przyjaźnić, a nie tylko pieprzyć. Znaczy... to ostatnie było i tak najfajniejsze. Dziwił się, że Lora mu nie przeszkadza. Ostatnimi czasy tak mu dopiekła, że jak jej odpyskował, to zamknęła się na tydzień. No to przejebane. Jak Abyss powie: "Cześć, głosy w mojej głowie powiedziały, żebym do ciebie zagadał." to raczej wtedy nie przejdzie, bo nie zwali winy na Lorę. Z drugiej strony... komu on się miał spowiadać, co siedzi w jego głowie?
Była chyba uczennicą. Lecz co to zmienia? Jego momentalnym odruchem było to, że pomógł jej błyskawicznie wstać.
- Proszę cię... - szepnął jej do ucha. - Pojmuję cel wymawiania takich słów, lecz po co je słyszeć z ust pięknej kobiety? - posłał jej szelmowskie spojrzenie. On wcale nie grał. On też wcale nie kłamał, jak z nut. Był swobodny, naturalny. Zawsze był skory do pomocy. To, że miał słabość do kobiet, wcale nie oznaczało, że je pozbawia szacunku. Nie. - Nie masz za co przepraszać. - dodał. Miał bardzo melodyjny głos. Mógłby bez problemu zostać piosenkarzem, ale wolał bawić się w gotowanie. Akurat miał pecha, bo ostatnio szef narzekał na brak osób na zmywak, bądź do ogólnej pomocy. Przecież Abyss się nie rozdwoi.
Był dosyć wyższy od dziewczyny, dlatego wydawała się dla niego taka drobna i słodziutka. Nie mógł się powstrzymać. Oparł się o drzewo, nachylając wprost do jej twarzy, recytując jakiś wierszyk, zmyślony na poczekaniu.
- Gdy w cichy wieczór i w cichą noc, rozbłyśnie księżyc i gwiazdek moc, serce me płacze, serce się rwie, a usta szepczą... - przerwał, a następnie dodał powoli. - P o r w ę c i ę. - widząc jej zdezorientowaną minę, zaśmiał się serdecznie dla rozluźnienia atmosfery.
- Spokojnie, nie jestem porywaczem. Nazywam się Abyss, a ty? - przyglądał się jej uważnie. Miał nadzieję, że nie zdenerwował jej. Gniew i płacz dziewczyny były najgorszymi rzeczami. Jak na nauczyciela, był również za bardzo otwarty. Pozwalał sobie, aby każdy mówił mu po imieniu.

_________________
You're just an animal that I caught
You know I'm yours, so rip my clothes off
Just come inside my cage, you bad dog
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sara



Liczba postów : 263
Join date : 30/11/2014
Age : 19
Skąd : Głogów

PisanieTemat: Re: Magiczny staw   Pon Gru 01, 2014 7:14 pm

Odetchnęła z ulgą, zauważywszy, że mężczyzna wcale nie będzie lał ją żadną miotłą. Ponadto jest dla niej miły. Cóż, posiadanie ładnej buzi ma często swoje plusy. Gdyby była brzydka, zapewne nawet by na nią nie popatrzył. Ewentualnie zmierzył chłodnym spojrzeniem i zignorował. Panience Chansworth raczej się to nie przydarzało, na jej szczęście. Szkoda tylko, że jest zbyt dziecinna, by wykorzystywać swoją figurę przeciwko niedopieszczonym facetom. Po prostu ją to nie kręciła i zawsze liczyła na swój uśmiech - do tej pory się udawało. Aktualnie może nieco gorzej, ponieważ jest bezrobotna, potrzebuje pieniędzy aby kupić jedzenie dla Fizza, a uśmiech na nikogo nie działa.
Po tym jak mężczyzna pomógł podnieść jej się z ziemi i Sarcia zdążyła już otrzepać swoje zakolanówki, nagle spod jej włosów wyszło małe, niebieskie stworzenie. Usiadł jej na ramieniu i przetarł swoje zmęczone oczy.
- Fizz, obudziłeś się, przepraszam. - mruknęła niemalże szeptem. Dziwnie się czuła kiedy w towarzystwie ludzi rozmawiała ze swoim zwierzątkiem. Inni nie rozumieli go, większość nawet nie wiedziała czym jest i uznając go za groźnego osobnika próbowali zadźgać widelcem. Nic z tych rzeczy. Fizz to tylko leniwe, magiczne stworzenie, które potrafi tylko latać, marudzić i przytula dobrze. Sara sięgnęła po pasmo włosów i wysunęła je do przodu chcąc tym samym zasłonić zwierzątko. Gdyby taki facet rzucił się na Fizza i chciał go zmiażdżyć, różanowłosa panienka miałaby małą szanse na powstrzymanie go. Może uda, że po prostu nic nie widział, nie zareaguje na Fizza.
Zmarszczyła brwi, słysząc jak mężczyzna recytuje jakiś wiersz. Wydawał się jej taki inny, interesujący. Jakby słysząc jego słowa ciągle czuła niedosyt, chciała usłyszeć więcej, poznać go lepiej. Nie rozumiała skąd się bierze to uczucie, co je powoduje. Może to jakaś magia. Odruchowo przyłożyła rękę do serca i uciekła wzrokiem na dół.
- Właściwie porwanie brzmi ciekawie. - odparła niepewnie, wracając do niego wzrokiem. Przyglądała się jego reakcji, na to co mówi. - Gdyby Twoje życie było nudne, monotonne, nie działo się w nim nic interesującego. Wolałbyś żeby tak było zawsze, czy chciałbyś żeby ktoś Cię porwał, żebyś coś przeżył? Porwanie zawsze ma złe zakończenie? Jest czymś gorszym od wszystkiego? Jak myślisz? - zawaliła go tonem pytań, po czym ugryzła się w język. Może nie powinna się tak zachowywać, w każdej chwili może odwrócić się na pięcie i odejść, a tak przyjemnie się na niego patrzy.
- Mówią mi Sara. Nie powinnam zwracać się do Ciebie per "Pan"? - odpowiedziała krótko. Poczuła uszczypnięcie w ucho, ugryzła się w wargę. To Fizz ugryzł ją, chcąc tym uświadomić co właśnie zrobiła. Brawo Chansworth, zadałaś facetowi dodatkowe pytanie. Czy Ty kiedykolwiek zamkniesz tą swoją jadaczkę porządnie?
Przewróciła teatralnie oczami, nie rozumiejąc do końca własnego zdenerwowania towarzystwem tego mężczyzny. Kątem oka dostrzegła swoją gazetę, która leżała mu pod nogami. Westchnęła głośno, po czym przykucnęła i sięgnęła po skrawek papieru.
Poczuła lekki ból kolana, złapała się za nie po czym syknęła. Delikatnie zsunęła z nogi zakolanówkę i jej oczom ukazał się ogromny siniak. Choć widuje takie średnio trzy razy w tygodniu, to i tym razem jak za każdym skrzywiła się. Jej ciało było bardzo podatne na siniaki, które niekoniecznie bolały ale wizualnie wyglądały strasznie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
A.D.M.



Liczba postów : 409
Join date : 02/11/2014
Age : 20
Skąd : Ísland, Grímsey.

PisanieTemat: Re: Magiczny staw   Pon Gru 01, 2014 7:37 pm


Abyss lekko zaintrygował się faktem, dziwnego zwierzęcia. Wcale nie czuł żadnej chęci zmiażdżenia istoty. Uważał, że to barbarzyństwo zabijać. Wiedział to z własnej autopsji.
- Och.. to twój towarzysz? - spytał zaciekawiony. - Daruj, jeżeli jestem zbyt wścibski. Po prostu rzadko miewam okazję spotkania magicznych istot. Częściej podróżuję i zwiedzam... a jedne zwierzęta jakie widuje to są te, normalne... z ludzkiego świata. - no tak. Zwiedził prawie cały świat. Miał na to czas. Mógł o tym opowiadać godzinami. Poznał historię każdego zakamarka, do którego przybył. Dostrzegł, że dziewczyna skrywa swojego niebieskiego towarzysza, zwanego Fizz. Postanowił nie drążyć tematu, jeżeli nie chciała. Nie naciskał. Ani razu nie wyglądał na znudzonego, wpatrywaniem się w nią. Miała duże oczy.
- Czyż nie? - uśmiechnął się na słowa o porwaniu, jeszcze szerzej. Na jej słowa, aż zapragnął dla żartu podnieść ją i zanieść parę metrów dalej, rzecz jasna nie zrobił tego. Nie byli jeszcze ze sobą na tyle blisko. Ale... czy ryzyko nie jest pociągające? - Masz na myśli... syndrom Sztokholmski? - zaimponowała mu swoimi postrzeżeniami. - To prawda. - przytaknął. - Jeżeli coś się zdarzy, nie zawsze wiąże się to z czymś złym. - parsknął śmiechem. - Doprawdy, jesteś intrygująca. Jeszcze żadnej nie powiedziałem, że bym ją porwał, a ty zareagowałaś na to zdumiewająco pozytywnie. Daruj mi mój śmiech, ale jestem zszokowany. - miał bardzo sexowny śmiech. Przeczesał swoje rudo-czerwone włosy.
Gdy tylko usłyszał jej jęk bólu, nie czekał. Gwałtownie podniósł ją, trzymając na rękach. Ona mogła zawiesić ręce na jego szyi. Wpatrywał się na nią z uradowaną miną.
- Pan? Czy jestem, aż tak stary? - zażartował. - W takim razie, módl się, aby nie wpadł mi dysk. - skwitował. - Pozwól natomiast, że ci pomogę. - ruszył z Sarą na rękach, w stronę ławki. Nie mógł przecież patrzeć na to, jak dziewczyna cierpi z powodu siniaka. W końcu przyczynił się do jej upadku. Męska duma nie pozwalała mu tego zostawić. O nie! - Niestety nie mam bandaży. Jeżeli tego pragniesz, jako twój stróż bezpieczeństwa, mogę zanieść cię do pielęgniarki i tam uzdrowić. - zaoferował. Usiadł tuż obok niej na ławeczce, klepiąc po głowie. - Nie przejmuj się. Do wesela się zagoi.

_________________
You're just an animal that I caught
You know I'm yours, so rip my clothes off
Just come inside my cage, you bad dog
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sara



Liczba postów : 263
Join date : 30/11/2014
Age : 19
Skąd : Głogów

PisanieTemat: Re: Magiczny staw   Pon Gru 01, 2014 8:07 pm

Skinęła głową, słysząc pytanie o swojego towarzysza.
- Nie szkodzi, ludzie różnie na niego reagują więc boję się pokazywać go nieznajomym. Dostałam go dawno temu od babci, to mój przyjaciel. Mój dziadek był elfem, który ciągle przesiadywał w lesie z innymi zwierzętami. Zapewne tam znalazł Fizza. Nigdy nie widziałam istoty podobnej do niego, choć chciałabym. Czasami mam wrażenie, że czuje się strasznie samotny mimo mojego towarzystwa. - odpowiedziała grzecznie, pod koniec zarzucając nonszalancko ramionami . Fizz nawet nie drgnął, mimo że dyskutowali właśnie o nim. Normalnie w takich chwilach oburzał się, potrafił wylecieć jej spod czupryny i zasłonić usta swoją małą łapką. Zdecydowanie nie lubił być w centrum uwagi. Ludzie, którzy ciągle na niego patrzą jak na dziwoląga. Trzy razy nie, dziękujemy.
- Intrygująca? Imponuje Ci to, że lubię wyzwania? Nie boję się nowych przygód? To, że jestem ciekawa prawdziwego, szalonego życia? Staram się, choć najczęściej pakuje przypadkiem ze sobą ludzi w różne kłopoty. Rzecz jasna później się z tego śmieje, ale niektórzy traktują przeciętne sytuacje za zbyt poważne. - zakończyła swoją wypowiedź długim wdechem i wydechem.
Nie protestowała, kiedy wziął ją na ręce. Właściwie stało się to tak szybko, że zabrakło jej powietrza aby cokolwiek z siebie wydusić. Dopiero po chwili, kiedy przyswoiła sobie myśl, że ten przystojny facet właśnie niesie ją na rękach, oddech jej się uspokoił, a ona uśmiechnęła się życzliwie. Nadal kurczowo trzymała gazetę w swojej prawej ręce.
- Oczywiście, że nie Abyssie. Wyglądasz na dorosłego, przystojnego faceta, na którego lecą wszystkie laski w okolicy. A Tobie zapewne się to podoba, prawda? - twarz panienki Sary numer dwa pt:"Wścibska mądrala".
Domyślała się, że Abyss nie będzie zachwycony tym pytaniem. Starała się jednak myśleć trzeźwo, patrząc w jego hipnotyzujące oczy. Może mieć wszystkie panienki w okolicy. Dlaczego pozwala na to, aby ludzie widzieli, jak nosi uczennicę szkoły na rękach? Odruchowo rozglądnęła się. Właściwie nikt nie zwracał na nich uwagi, w okolicy było bardzo mało osób, bardziej oddaleni na kilkanaście metrów zajęci sobą nawzajem. "Stop! To wcale nie oznacza, że możesz mu pozwolić na zbyt wiele. Aktualnie jest tylko życzliwy, ale wiadomo co Ci w głowie siedzi i ani mi się waż flirtować!" W głowie Sara nagle usłyszała piskliwy głosik Fizza. Jest jedyną osobą która może z nim rozmawiać, więc nie musi się martwić, że Abyss cokolwiek z tego usłyszy. Wiedziała, że zwierzątko troszczy się o nią, ale to jest Sara, która wcale nie zamierzała na tym zakończyć ich spotkanie. Czuła niedosyt, pragnęła więcej jego towarzystwa, otóż to.
Uśmiechnęła się jeszcze bardziej słodko, słysząc jego wzmiankę o pielęgniarce. - Mamy dzisiaj jakieś wesele? Wiesz Abyssie, jeszcze wiele o mnie nie wiesz. - odparła uroczo, po czym przyłożyła swoją dłoń do kolana. Zamknęła oczy aby lepiej się skupić. Wymówiła cichutko pod nosem jakieś zdanie, po czym wokół jej dłoni ukazała się zielona poświata, która wprost wpływała w jej kolano. Dwadzieścia sekund później było po wszystkim. Otworzyła oczy i spojrzała na niego z szerokim uśmiechem. - Zaklęcie lecznicze. Masz gdzieś jakieś siniaki? Chętnie pomogę!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
A.D.M.



Liczba postów : 409
Join date : 02/11/2014
Age : 20
Skąd : Ísland, Grímsey.

PisanieTemat: Re: Magiczny staw   Pon Gru 01, 2014 8:35 pm


Na słowa o samotności A.D.M. wydał się lekko zadumany. On doskonale rozumiał ów stworzenie. Młodzieniec stracił wszystkich cennych mu ludzi w swoim życiu. Gdzieś tam po świecie chodziła ostatnia osoba z jego rodziny, nie chcąca go najwyraźniej znać. No i Lora. Chowaniec, który żył w Abyssie. Śliska sprawa. Zwłaszcza wtedy, kiedy Lora przejmowała nad nim kontrolę. Jak to dobrze, że się obraziła. A była równie to sexowną kobietą, co przystojność Abyssa. Jak lustro. Odbiciem. Miała te cechy, których nauczyciel nie miał.
- Można go nazwać wręcz chowańcem. - spostrzegł. Niestety nie mógł powiedzieć nikomu o Lorze. Ona była okrutna. Mieszała w życiu.
- Owszem. Intrygująca. - zdziwił się, na jej zdziwienie. Kobiety bywały takie skromne. Ale jak tu ich nie kochać? Chłopak znowu rozpromieniał. - Och, przecież to co mówisz jest jak najbardziej dobre. - cenił sobie bowiem osoby, które nie traktowały wszystkiego na poważnie, z dystansem do siebie oraz lubujące w przygodach. - A właśnie szczęście odchodzi najczęściej, gdy pada deszcz. I biegniesz za nim z mokrymi myślami, bo pada deszcz... bo pada deszcz... - zanucił. - Bruk lśnił jak lustro, i było dosyć pusto, bo padał deszcz... - posłał jej jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów, tak czystych i ciepłych, jak słońce. - Więc jeśli miało by padać całą wieczność, a przez to miałabyś się smucić, oczywistym jest faktem, że nie ma powodu aby to robić. Chwycisz kolorowy parasol, odganiający złowrogie chmury. - możliwe i że miał duszę poety. Uwielbiał recytować piosenki, wiersze, wmyślać własne. Zresztą - kobiety to uwielbiały. Gdy ją niósł na słowa o tym, jak bardzo jest popularny i dumny z tego, ledwie powstrzymał wybuch śmiechu.
- Och, czyż to po mnie widać? - nic nie ukrywał. W końcu nie kłamał. - Kobiety są doprawdy cudownymi istotami. Mnie zadziwia fakt, że ktoś taki jak ja jest w centrum ich uwagi. - to prawda, bo miał się za kawała sukinsyna z ogromnymi problemami, na które nie chciał nikogo narażać. Ku zdziwieniu właśnie Sary, nie zareagował na to negatywnie. Nie ona pierwsza zauważyła, że jest rozchwytywany. Lecz co on na to poradzi? Nigdy nie ranił kobiet. Ba! Bowiem to jego pierwsza kobieta zraniła - i nigdy na żadnej innej się nie odegrał. Szanował je, oczywiście kochał wszystkie po równo. Nie mógł wybierać z pośród wszystkich, bo było by to niesprawiedliwe wobec innych. Dzielił się sobą. Nawet nigdy nie myślał o tym, że mógłby być z jedną. Chyba za bardzo bał się powtórki z przeszłości. Nie wątpił w szlachetność serc damskich, ale jaka by go wzięła, wiedząc, że ma roztrojenie jaźni? Prócz czułego, to jeszcze czasem stawał się sadystą. Dobrze, że tylko po pijaku. Aczkolwiek nawet wtedy nie potrafiły wyrządzić krzywdy jakiejkolwiek kobiecie. Nie ważne, jakby wyglądała. Nie ważne, jak bardzo by irytowała. No i Lora, która przejmowała ciało Abyssa. Wtedy nabierała mężczyzn w postaci kobiety, zaciągała do łóżka. I potem wielkie zdziwienie rano, czemu śpią z rudzielcem.
To, że był nauczycielem - wcale mu nie przeszkadzało. Uważał, że nie robi nic złego. Nie zamierzał przecież spać z Sarą. No chyba, że jasno wyraziłaby chęci. Niepełnoletnich nie podpuszczał na romanse, aczkolwiek tylko filtrował. To fakt. Jeżeli jednak uczennica godziła się na to? To czemu nie? Nie był idiotą. Wiedział, że są różni ludzie. Każdy inaczej postrzegał sprawę relacji uczennica-nauczyciel. To, że hobbym (jednym z wielu, bo uwielbiał też wędkować) był sex, nie znaczy że wykorzystywał swoje stanowisko. Absolutnie! Nigdy! Ale to nigdy, nie zmuszał do niczego kobiet. Rozpoczynał ruch, ale czekał cierpliwie na odpowiedź.
- To prawda. - przytaknął. - Ale wielbię poznawać ludzi dogłębnie. - ostatnie słowo mogło zabrzmieć nawet dwuznacznie! Abyss hamuj się ty tu troszkę! Nie tak perwersyjnie! - Rozumiem, w takim razie chyba się wygłupiłem? - zauważył, gdy Sara użyła mocy leczniczej. - Ja i siniaki? Och... to takie... nie chce wyjść na jakiegoś maczo, ale żeby kobieta musiała się trudzić z leczeniem mnie? To niewybaczalne. - i nawet ani razu jego głos nie zabrzmiał surowo, czy zbyt poważnie. Na luzie. Rzetelnie.
- Czy twój towarzysz mnie nie lubi? - spytał, widząc wiercącego się niebieskiego Fizz, który coś piszczał, acz przecież Abyss nie mógł tego zrozumieć. - Mam nadzieję, że nie sprawiam jakiegoś kłopotu... - urwał w połowie zdania, zbliżając rękę do włosów Sary. Chwycił mały kosmyk jej włosów, zahaczając o ucho. - Jesteś bardzo urokliwa.- oznajmił wesoło.







_________________
You're just an animal that I caught
You know I'm yours, so rip my clothes off
Just come inside my cage, you bad dog
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sara



Liczba postów : 263
Join date : 30/11/2014
Age : 19
Skąd : Głogów

PisanieTemat: Re: Magiczny staw   Pon Gru 01, 2014 9:18 pm

Kiedy nucił, miała ochotę robić to samo. Jako, że jednak nie miała pojęcia o melodii, którą z siebie wydobywał, ograniczyła się zaledwie do kołysania to w jedną i drugą stronę. Sara uwielbiała muzykę, często śpiewała sama dla siebie, lub anonimowo publikowała swoje covery. Jednak nigdy nie ujawniała się z głosem przy innych. Dlaczego? Bała się krytyki, którą zawsze brała do siebie i przeżywała zbyt poważnie. Nie lubi, kiedy komuś nie podoba się to co ona robi. Zwłaszcza kiedy są to takie rzeczy, na które praktycznie nie ma wpływu. Skoro ktoś jej powie, że ma brzydki głos, to przecież nie dopracuje go, ani nie zmieni na inny, ponieważ to tylko głos. Gdyby ktoś jej powiedział, że strzela z pistoletu jakby trzymała ją w ręce pierwszy raz - nie rozstawałaby się z wiatrówką do ostatnich potów byle żeby tylko być lepszą, udowodnić ludziom, że potrafi.
- Ciągle recytujesz, podśpiewujesz, nucisz. Jakbyś był jakimś romantykiem. Zachowujesz się bardziej na nauczyciela literatury, może historii. Ale nie jesteś nim, bo zapisałam się na te przedmioty. Kim jesteś, Abyss? Wiem, tylko że pracujesz w szkole. - odparła spokojnie.
Powoli zaczynała już przyzwyczajać się do jego obecności. Otwierała się, czuła spokojniej, nie była już taka spięta. Jakby strach, że chłopak zaraz odejdzie minął. Inaczej - jakby przywiązała go niewidzialnym łańcuchem do tej ławki i była pewna, że teraz na pewno jej nie porzuci. Doprawdy przyjemne uczucie, panienko Chansworth.
Parsknęła śmiechem, nie mogąc uwierzyć w to co właśnie usłyszała.
- Seks bomba dziwi się, że kobiety na niego lecą. To jakby naga Pamela Anderson dziwiła się, że wszyscy patrzą tylko na jej cycki. Wiesz, przyciągasz je wzrokiem. Tylko ze mną Ci troszkę nie wyszło, Twój blask mnie nie dotknął. Zauważyłam Cie dopiero wtedy, kiedy niemalże się nie połamałam o Twoje nogi. - wyszczerzyła się do niego uroczo.
Złapała ponownie za gazetę i otworzyła ją szeroko. Postanowiła dzisiaj, że znajdzie sobie pracę. Nie planowała spotkania z żadnym przystojnym pracownikiem szkoły, do której uczęszcza. W gazecie którą trzymała były pozaznaczane długopisem w kółko wszystkie ciekawe prace dorywcze. Większość z nich jest przekreślona, ponieważ Sara zdążyła je już sprawdzić.
Może nawet poprosiłaby Abyssa o pomoc, jednak jest on pracownikiem szkoły, a zabronione jest znajdowanie sobie prac dorywczych. Mógłby na nią donieść, a nie święciło jej się lądować na dywaniku dyrektorki. Znała ten kawałek materiału aż za dobrze, pamiętając na nim wszystkie wzorki łącznie z ich kolorami.
- Jak wolisz, chciałam Ciebie podotykać. - wzruszyła ramionami z miną nieco zbitego psa. Oczywiście po chwili nie mogła już się powstrzymać i wydobyła z siebie krótkie parsknięcie śmiechu.
Zmarszczyła brwi, słysząc wzmiankę o Fizzie. Zwierzak słysząc o sobie także zaciekawiony wychylił nieco pyszczek spod jej włosów. Kiedy Abyss odgarniał jej włosy za ucho, spanikowana złapała za jego dłoń jednocześnie zasłaniając swoje ucho. Teraz już nie tyle chodziło o to, że ten gest jest mega słodki. Aktualnie zżerał ją stres, ponieważ Abyss trzymał rękę zdecydowanie za blisko jej lekko spiczastych uszy, których cholernie się wstydziła. Sam nie wyglądał na kogoś więcej niż czarodzieja, nie miał ogona ani kocich uszu. Dużo osób cechy wyglądu przypominające te zwierzęce, uważało za odpychające. Sara nie chciała nagle wydać mu się odpychająca, a sama swoich uszu po prostu nie lubiła, więc wolałaby żeby ten na nie nie patrzył. Co robić?!
Fizz nieco rozumiejąc co się dzieje w głowie Chansworth, zrobił coś do czego normalnie by się nie posunął, ale było to dla dobra jego właścicielki. Ugryzł Abyssa w palec wskazujący, aby jak najszybciej zabrał rękę. Rzecz jasna Fizz nie ma jakiejś wielkiej siły. Było to zaledwie uszczypnięcie, co najwięcej będą z tego dwie krople krwi. Żadnego szału.
- Boże! - wytrzeszczyła oczy widząc, co jej mały towarzysz wyprawia. Szybko wyciągnęła w jego stronę dłoń, aby usiadł na niej. Tak też zrobił, wysunęła go przed siebie, przytrzymując obydwoma rękami. Posłała mu zdezorientowane spojrzenie, po czym przerzuciła wzrok na Abyssa. - To nie tak, nie jest jakiś wybredny. Po prostu dopóki ktoś nie udowodni mu, że przy nim może być bezpieczny, to jest strasznie nieufny i zachowuje się jak zachowuje. Nie nie lubi Cie, nie ufa Ci.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
A.D.M.



Liczba postów : 409
Join date : 02/11/2014
Age : 20
Skąd : Ísland, Grímsey.

PisanieTemat: Re: Magiczny staw   Pon Gru 01, 2014 10:04 pm

Siedział sobie tuż obok niej. Z czasem granica między nimi była niewielka. Jakby to on się przysuwał? A może to ona? Kto wie.
- Ja? Romantykiem? - uniósł jedną brew pytająco. - Ach... gdyby był przedmiot romantyczności? Cóż... chyba byłbym bardzo popularnym nauczycielem, czyż nie?
- Chyba największym idiotą. - mruknęła, ziewająca Lora w jego głowie. Postarał się tego nie skomentować. Nawet nie wyrażał po sobie żadnych emocji, gdy ta się uaktywniła. - Jeszcze mnie ignoruje idiota. - nim wreszcie się uspokoiła i umilkła, musiała wyrzucić z siebie milion bluzg pod jego adres w języku islandzkim, aby to go jeszcze zdezorientować. Abyss uśmiechał się dalej. Był bardzo cierpliwy. Lora zirytowała się jeszcze bardziej.
- Rozszyfrowałaś mnie od razu, moja droga. - zaczął. - Otóż... kim ja jestem? Powinienem zrywać się i odrzec, że jeszcze tego nie wiem. Że wciąż poszukuje celu w życiu. Odkrywam swoje sacrum, ale wtedy to cię nie usatysfakcjonuje. Chcesz pełnej odpowiedzi. Otóż tak. Uczę historii. Uczę jeszcze alchemii i astronomii. Nie mam cię w spisie moich uczniów, ale cóż... możesz kiedyś się wybrać na jakąś lekcje? - zaproponował, puszczając jej oczko.
- Och proszę, nie porównuj mnie do niej. Jest taka różnica, iż ja jestem mężczyzną. - wzruszył ramionami. - Wiesz...? Skoro mnie nie zauważyłaś od razu... do intrygujesz jeszcze bardziej. - powiedział półszeptem. Ciekawe co miał na myśli? Czyżby fakt, że faceci lubią odkrywać kobiety warstwami? Te niedostępne? Och, z pewnością tak! - Z drugiej strony fakt, że potknęłaś się właśnie o te moje nogi, może świadczyć o jakimś przeznaczeniu? Jakiś magnes przyciągnął mnie akurat dzisiaj pod to drzewo. Jakiś magnez przyciągnął akurat ciebie w to miejsce, no i masz! Wielki wybuch! - wyszczerzył ząbki z zadowoleniem. Nawet jeżeli był nauczycielem, zachowywał się zupełnie jak jakiś licealista.
Spostrzegłszy gazetę w rękach uczennicy, zajrzał jej przez ramię. Teraz mogła wyczuć jego wodę kolońską. Nie była mocna, ale przyjemna. Mogła wyczuć też jego ciepły męski oddech. Usłyszeć jak oddycha. Widzieć każdy jego kosmyk. Spojrzeć w jego szmaragdowe oczy, niczym wiosenne liście, albo drogie szlachetne kamienie.
- Szukasz pracy? - zapytał nagle, wnioskując po wielu zakreśleniach. - O ile się nie mylę, niepełnoletni uczniowie nie mogą pracować dorywczo, nie licząc szkolnych zleceń. - westchnął, drapiąc się po podbródku. Rozciągnął się, a jego ręka nagle znalazła się na oparciu ławki, za plecami Sary. Tak niby przypadkiem? Nachylił się jeszcze bliżej, szepcząc. - Może pomogę? - zaoferował. Oczy błyszczały mu z podekscytowania. On nie był kapusiem. Nie łamał też za bardzo regulaminu, ale... służył pomocą. Trochę pokręcone. Był doprawdy łagodny. Można mu było ufać.
- Dotknąć? - spojrzał na nią zaciekawiony, zakrywając speszony swoje usta. Zastanawiał się, czy rzeczywiście żartowała? Natomiast gdy chwycił jej włosów, zrobiła się strasznie czerwona. Och Boże! Jaka ona była urocza! Nie mógł się wręcz opanować.
- Wybacz, jeżeli cię zraniłem. - zrobił skruszoną minę. - Z natury jestem ciekawski... i również dosyć bezpośredni. Nie chciałem zrobić ci krzywdy... - zagryzł wargę, spoglądając na swój palec wskazujący. Nie bolało. Nie do takiego bólu już przywykł. - Chyba miałem rację, że mnie nie lubi. - zaśmiał się delikatnie, z nutką niepewności. - Ale skoro twierdzisz, że jest inaczej... uwierzę. Wystarczy zaufanie tak? - zastanowił się. - To może powinienem... - spoglądał na ukrywające się zwierzątko. Wyciągnął do niego powoli dwa palce, na znak pojednania. Chciał dać się obwąchać. Żeby Fizz wyczuł, że nie ma złych intencji. Gorzej jeżeli wyczułby Lorę. Wtedy plan spaliłby się na panewce.
Abyss posłał Sarze kolejny uśmiech.
- Co do twoich włosów... jeszcze raz przepraszam.


_________________
You're just an animal that I caught
You know I'm yours, so rip my clothes off
Just come inside my cage, you bad dog
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sara



Liczba postów : 263
Join date : 30/11/2014
Age : 19
Skąd : Głogów

PisanieTemat: Re: Magiczny staw   Wto Gru 02, 2014 8:13 am

Wyprostowała się, znacznie odchylając ramiona oraz podbródek do tyłu. Założyła nogę na nogę i spojrzała na niego, zadzierając przy tym nosa do góry.
- Może i stwierdzenie, że wszyscy faceci są tacy sami nie jest prawdą. Ale macie bardzo wiele tych samych cech, jak na przykład pociąg do wyzwań. Ściślej mówiąc kobiet, które zgrywają niedostępne. - mówiąc to pokiwała zniesmaczona głową na boki.
Podrapała się po głowie i zamyśliła na chwilę, analizując przedmioty, które wymienił mężczyzna.
- Cholerka, fakt. Miałam zapisać się na historię, ale stwierdziłam, że będę miała za dużo przedmiotów. Praktycznie nie wychodziłabym z tej szkoły. Choć może czasami znajdę nieco czasu. Można przychodzić na zajęcia, na które nie jest się zapisanym? Nie wiedziałam. - zmierzyła Abyssa wzrokiem, z góry na dół. - Pewnie gdyby ktoś mnie uprzedził o wyglądzie i charakterze nauczyciela historii, to nie darowałabym sobie tego przedmiotu. Ale trudno. - wzruszyła ramionami, po czym uśmiechnęła się do niego uroczo.
Widząc, że zainteresował się jej gazetą, zamknęła ją pośpiesznie. Może i nauczyciel wydawał jej się bardzo zaufanym, wyluzowanym człowiekiem, to nadal pozostawał nauczycielem, którego zadaniem jest pilnowanie, aby uczniowie przestrzegali regulaminu. Sarcia wiedziała o tym aż za dobrze, więc nie wkopałaby się pierwszej lepszej osobie, która jest dla niej miła. W takich sytuacjach po prostu kłamała, co wychodzi jej wręcz doskonale. Często kłamie odnośnie swojego samopoczucia, więc przyzwyczaiła się już do wypowiadania głośno tego, co zaistniało tylko i wyłącznie w jej głowie. Tak więc posłuchajcie jej dzisiejszej bajeczki.
- Przestrzegam regulaminu szkoły. No, przynajmniej staram się. Owszem, szukam pracy. Ale nie dla siebie, tylko swojego starszego brata. Przejrzałam już większość ofert z okolicy i wszystkie są strasznie badziewne albo już zajęte. Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała szukać tak roboty dla siebie. - odparła przekonująco, po czym ponownie schowała nosa do gazety.
Warto pamiętać, że Sarcia zawsze miała plan awaryjny. Już aktualnie powstawał w jej scenariusz, w którym to Abyss załatwia jej prace dorywczą u jakiegoś swojego znajomego, a ona przebiera się za faceta, ubierając za szerokie spodnie i chowając włosy pod jakąś starą czapką. Ciekawe czy ktoś by ją rozpoznał. Pewnie uważaliby ją za jakiegoś lalusia. Całkiem zabawna sprawa.
- Jeżeli możesz, chętnie przyjmę Twoją pomoc. - zniżyła gazetę tak, że widział tylko jej duże, różowe oczy, które teraz spoglądały na niego szczęśliwe.
Właściwie była podekscytowana. Ładne dziewczynki zawsze dostają to, co chcą. Bonus jest wtedy, gdy dają to im najprzystojniejsi faceci w okolicy. Euforia!
Fizz widząc, jak mężczyzna wysuwa w jego kierunku dłoń zareagował nieco inaczej, niż zwykłe zwierzaki. Otóż odchylił nieco głowę w tył, wysunął przed siebie jedną łapkę i zatrzymał nią dłoń Abyssa, aby bliżej się nie przysuwał. Owy gest rozśmieszył Sarę.
- Wiesz, on jest zbyt inteligentny aby tak to wyglądało. Kiedy chcesz, żeby zaufał Ci drugi człowiek, wysuwasz w jego kierunku dłoń, aby Cie obwąchał? - wyszczerzyła się, naprawdę rozbawiona.
Po chwili jednak uspokoiła się, zdając sprawę z tego, że niekoniecznie jej podejście do sytuacji może się spodobać Abyssowi. Jako, że chce on jej pomóc z pracą, powinna być aktualnie dla niego milutka. Byle żeby nic nie spaprać, a będzie dobrze.
- To ja przepraszam.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
A.D.M.



Liczba postów : 409
Join date : 02/11/2014
Age : 20
Skąd : Ísland, Grímsey.

PisanieTemat: Re: Magiczny staw   Wto Gru 02, 2014 2:35 pm

Abyss słuchał uważnie każdego słowa dziewczyny. Był doskonałym mówcą oraz słuchaczem.
- Uważam, że to tylko kwestia umowna. Facet to facet, kobieta to kobieta. Każde z nas działa jednakowo i jednocześnie inaczej. W końcu ludzie są też wyjątkowi? Indywidualni? To chyba pisze się pod wszystkie rasy magiczne, czyż nie? - wzruszył ramionami, spoglądając w niebo. - Zawsze będzie tak, że zraniona kobieta będzie mieć żal do wszystkich mężczyzn. Jeden ją zranił, nie uwierzy już żadnemu. Tak samo mogą postępować mężczyźni. Ale wyjątek potwierdza regułę. Każdy jest inny. Czy to nie jest niesamowite?- zmrużył oczy, rażony przez światło. Wciął głęboki wdech. On doskonale pamiętał ten dzień, kiedy ona zostawiła mu list i opuściła go. Wiedział od początku, że nic z tego nie będzie, ale zrobił sobie nadzieję. Niestety tak bywało, że mężczyzn zawsze ciągnęło nie tyle, co do tych niedostępnych, które później można okiełznać, ale do tych wrednych, wykorzystujących i łamiących serca. Sprawiedliwe? Oczywiście, że nie. Kiedy taki koleś zostaje zraniony, nie szuka już prawdziwej miłości. A potem inne dobre kandydatki, narzekają na brak panów. Czyja to wina? - Stosunkowo wobec wszechświata, jak mali jesteśmy... mniejsi od tych gwiazd, wydających się to nam maciupeńkich. Jeżeli porównywać istoty ziemskie, właśnie do tych kul gazowych... to tak. Jesteśmy tak samo wyjątkowi. Jedyni w swoim rodzaju. Każdy ma swój blask. I nie trzeba się z nim kryć. - spojrzał nagle na nią. - Należy być pewnym siebie, aby później w życiu nie żałować.- życie ma swój smak. Powinno się go próbować. Czy to łyżką, czy widelcem.
- Osiem, które się wybiera jest obowiązkowych. Nikt nie powiedział, że nie można chodzić na dodatkowe.- sprostował. Przecież każdy uczeń mógł się też zapisać na dodatkowe kółka, indywidualne. A.D.M. był nawet skory do nauki islandzkiego, ale kto interesował się tym językiem? To był jego rodowity. Znał jeszcze trochę francuski i jakiś tam inny. - Teraz nie masz co żałować. I tak mnie poznałaś. - zauważył. Chciał coś jeszcze dodać, ale zamknął się momentalnie.
- Kretyn z ciebie wiesz?- wtrąciła się Lora.
- Tak... i co jeszcze?- skomentował w myślach Abyss.
- Po co bawisz się w takie gierki? Powiedz jej wprost, że chcesz ją przelecieć i tyle. Dodaj, że nie musi to być jednorazowe, ale podkreśl, że bez zobowiązań.- proponowała chyba jak najlepsze wyjście z sytuacji. Dla niej. Możliwe, że się nudziła. - No dalej! Na co czekasz? - irytowała się. - Rzuć się na nią... pocałuj i dalej wiadomo. Przecież widać, że się jej podobasz...
- Nie jestem tobą. To prawda sypiam z wieloma, ale szanuje swoje potencjalne partnerki.
- Chciałeś powiedzieć kochanki, Abyś. - zacmokała.
- Och, przestań.
- No spróbuj. Dotknij jej. Wymacaj! Daję słowo! Jestem kobietą, więc możesz mi wierzyć! Wymacasz odpowiednio, a zrobi się mo...- nim dokończyła, Abyss zrobił się czerwony na twarzy. To, że toczył wewnętrzny spór, nie znaczyło, że tego po nim nie widać.
- Zamknij ty się!- warknął. Lora parsknęła śmiechem. O to jej właśnie chodziło. Zdezorientowała chłopaka. Młodzieniec podrapał się z tyłu głowy, lekko zmieszany. Próbował szybko odnaleźć wątek rozmowy.
- Jest taka robota...  - podrapał się teraz po szyi, przeczesując włosy. Na szczęście miał podzielną uwagę. Zamrugał parę razy dość szybko i uśmiechnął się do Sary. - Tylko... to bardziej praca na zmywak. Ale skoro to brat... nie powinien narzekać. - machnął ręką. - Pracuje dodatkowo w pewnej knajpce. Mój szef właśnie szuka kogoś do pomocy. Zmywak, sprzątanie, kelnerowanie. Te sprawy. Jeżeli jesteś zainteresowana, aby zaoferować tę pracę swojemu bratu... to polecam.  - chwycił dłoń dziewczyny, przyglądając się jej przez chwilę. - Masz bardzo delikatne dłonie. Gdybyś to ty chciała taką pracę, nie zaoferowałbym ci jej. - nie to, że Abyss był szowinistą, ale uważał, że kobieta mogła już zmywać przy własnym zlewie. Dlaczego miała to robić po obcych? A najlepiej jakby miała zmywarkę. I po kłopocie. Ale jego szef był facetem... knajpa dopiero się rozwijała, to jeszcze zarobki nie były wysokie.
Puścił dłoń dziewczyny, aby nie przekraczać granicy. Choć i tak siedział obok niej dosyć blisko. W dodatku przypomniał sobie słowa Lory. To nie tak, że nie miała racji, ale przez kurwa przesadyzmu. W dodatku nie byli sami. Siedział z nimi Fizz. Nawet gdyby A.D.M. spróbował "bardziej" oczarować dziewczynę, mógł zostać "zaatakowany" przez jej kompana. Strzegł dziewicę, dzielnie niczym smok.
- Cóż... wydaje mi się, że nie każdy chce się zadawać z osobą, która może potencjalnie śmierdzieć.- zażartował. - Ale to nic. Na siłę nic nie zrobię. - podkreślił. Czy to też miało jakieś odniesienie wobec Sary?
- Cóż... wracając do tematu przedmiotów zemną... - ponowił, zerkając na jej zielone elementy czarne mundurka. - To są pewne fakty, które jednak kierują nas do siebie. Powtórzę. Może to przeznaczenie? - zniżył się w jej kierunku, szepcząc uwodzicielsko do ucha. - Ale wpadłaś do mojego domu Ordinarium, moja droga Saro, gdzie jestem opiekunem. Czyli... mogę się zwać nawet twoim stróże? - to ostatnie brzmiało bardziej jak pytanie retoryczne.

 

_________________
You're just an animal that I caught
You know I'm yours, so rip my clothes off
Just come inside my cage, you bad dog
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sara



Liczba postów : 263
Join date : 30/11/2014
Age : 19
Skąd : Głogów

PisanieTemat: Re: Magiczny staw   Wto Gru 02, 2014 7:53 pm

Przewróciła oczami i pokiwała głową na boki, nadal nie przestając się do niego uśmiechać. Rozumiała, co Abyss ma na myśli. Właściwie uważała, że powtórzył on nieco to co powiedziała ona, tylko lepiej to ubrał w słowa. Choć nie wypowiadał słów, których by nie rozumiała, to jego język ciągle wydawał jej się taki bogaty. Być może jest to ciężkie do zrozumienia, różanowłosa sama tego nie rozumiała, jednak nie przeszkadzało jej to zbytnio. Może trochę. Starała się nie myśleć, że rozmawia z kimś dużo starszym i mądrzejszym. Nie chciała czuć się przy nim jak małolata, którą w rzeczywistości nadal była.
- Poruszyłeś temat gwiazd.. - westchnęła podekscytowana. W jej oczach wprost zaświeciły się dwa małe diamenciki.
Sara uwielbiała, uwielbia gwiazdy. Jeżeli widzisz ją w nocy spacerującą po ulicach, to na niebie na pewno znajdują się gwiazdy. Uwielbia je podziwiać, uważa za piękne. Często wprost błaga o niebo, aby pokazało jej te świecące błyskotki. Sara zwróciła oczy ku niebu. Dopiero zaczynało się ściemniać. Nadchodziły zimowe dni, więc noc nastawała szybciej.
- Wierzysz w to, że kiedy ludzie odchodzą z tego świata, to zamieniają się w gwiazdy i czuwają nad Tobą? - spojrzała na niego przelotnie, sprawdzając czy nie patrzy na nią jak na dziwaczkę, po czym wróciła wzrokiem do nieba. - Ja wierzę, że babcia tam jest. Czuwa nade mną i dziadkiem, który nawet nie wiem gdzie aktualnie jest. - nagle zrobiła się jakby ponura. To zapewne przez tą falę wspomnień, która aktualnie zalewała jej głowę.
Na chwilę zatonęła w nich, siedząc tak w ciszy, której nikt nie przerywał. Po minucie jednak odwróciła wzrok na Abyssa i zmarszczyła nieco brwi, widząc jego minę. Wyglądał jakby z czymś walczył. Samym sobą?
- Jaki jest Twój sekret, Abyss? - zapytała spokojnie po zauważeniu, że jego wyraz twarzy złagodniał. Ciągle uciekała od niego wzrokiem, jakby bojąc się, że dłuższy kontakt wzrokowy może się źle dla niej skończyć.
- Tak, uczęszczam na jakieś dziesięć przedmiotów, o ile się nie mylę. Na więcej nie miałabym czasu. Więc.. Dasz mi swój numer telefonu abyśmy byli w kontakcie odnośnie tej pracy? - uśmiechnęła się życzliwie, po czym wyciągnęła swoją komórkę z kieszeni. Wybiła na nim kilka cyferek po czym odwróciła ekran w stronę Abyssa.
- Przepisz sobie i skontaktuj się ze mną, kiedy tylko zechcesz. Zawsze mam go przy sobie. - mówiła, kiedy to nagle gwałtownie przerwała.
Zastygła pod wpływem dotyku jego dłoni. Fizz jakby oburzony zeskoczył jej na kolana po czym uciekł gdzieś za nią. Wskoczył do torby, zapewne przykrył sobie uszy łapkami i pozwolił na małą drzemkę. Dzisiaj miał wyjątkowo jakiś totalny brak humoru, ponieważ normalnie często zaczepiał ludzi, którzy byli sympatyczni wobec Sary.
Odsunęła się, może nawet odskoczyła od niego na kilka centymetrów, kiedy oznajmił, że jest patronem Ordinarium. Odruchowo spojrzała na swój zielony mundurek.
- No tak, Ejdiem. Patron Ordinarium. Już pamiętam, że była mowa o kimś takim, jednak nie wiedziałam, że to Ty. - odparła cicho, choć nadal nieco piskliwie. Spłoszyła się? - Babcia chciała, abym poszła do Diligens, jednak wiem, że nie nadaje się tam. Ona sama również się tam nie nadawała. Ponoć grozili jej przeniesieniem do Saevy dzień w dzień. W Ordi mi to nie grozi, dlatego tu jestem. A Ty co tutaj robisz? - rozglądnęła się na boki, przygarbiła nieco i ściszyła głos. - Jeżeli ktoś nas zobaczy, że siedzimy sobie w parku i gawędzimy. Czy nie będziemy mieli przez to kłopotów? Dziwnie się czuję.


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
A.D.M.



Liczba postów : 409
Join date : 02/11/2014
Age : 20
Skąd : Ísland, Grímsey.

PisanieTemat: Re: Magiczny staw   Wto Gru 02, 2014 8:56 pm

Czy był taki stary? Czy fakt bycia nauczyciele dyskwalifikował go w wielu rzeczach? Och, zaraz! Czy sam nie wpadł w swoją własną pułapkę? A mianowicie pętlę, która ciągle się powtarzała. Jakiś odcisk to zrobiło. I nie na szyi, lecz na sercu. Abyss przecież... przecież był z kobietą. Tak... był z nauczycielką i to wiele starszą, niż on był teraz obecnie od Sary. O wieku kobiety mówić się nie powinno. On miał ile? Z piętnaście? Szesnaście lat? Ona... piękna francuska... mężatka. Te słowo brzmiało tak boleśnie i ciężko. Jak stalowe wrota zamykające się, za machającą do niego na pożegnanie kobietą.
- Widać, że lubisz gwiazdy. Ja je kocham.- odrzekł, spoglądając w błękitne niebo. - Może kiedyś wypadłabyś zemną na jakieś wzgórze, poobserwować gwiazdy przez teleskop?- poprawił kołnierz swojej koszuli, rozluźniając go trochę. Odsłonił przy tym skrawek swojego torsu.
- Nie chce wyjść na jeszcze większego ignoranta, bo pewnie za takiego mnie masz już...- miał na myśli, zbyt obcesowe nastawienie wobec Fizz'a. - Chciałbym w to wierzyć. Bo wiesz? Myślenie, że człowiek umarł i stał się chociażby taką gwiazdą, obserwującą i opiekującą się z odległości nami... jest o wiele lepsza, niż to... że trafimy do jakiejś pustki. Że nasze cząsteczki rozniosą się po kosmosie, rozrywając nie tyle, co nasze ciało, które już dawno zgnije... ale i umysł. Nasze wspomnienia. To wręcz niegodziwe życzyć komuś takiej śmierci. Pragnę więc wierzyć w to co ty. Bądź cokolwiek, co okaże się prawdą. Wiara czyni cuda, nie?- teraz pytanie, jakie wyznania był chłopak, gdy mówił to wszystko? Czuł jak serce go kłuje. Ciekawe co z jego rodzicami? Czy też go obserwowali? Abyss właśnie spostrzegł, że i Sara pogrążyła się w wspomnieniach. Ach... czyżby poruszyli zbyt ponury temat? Chciał ją pocieszyć, lecz jeszcze nie wymyślił niczego odpowiedniego. Chciał ją pogłaskać już po głowie ale... ona powiedziała to...
- Sekret...?- powtórzył otwierając lekko usta. Siedział tak wpatrując się w nią, pierwszy raz lekko zdezorientowany. Zapomniał, że Lora ma na niego taki wpływ. Cholerny chowaniec, który nie słucha właściciela.
- Kretyn! Kretyn! Kretyn! A mówiłam zostań żigolakiem, to nie chciałeś... - wybuchła śmiechem Lora.
Ejdiem złapał się za głowę, ukrywając zmieszanie pod burzą swoich włosów. Wreszcie spojrzał na nią, głębokim i cierpiącym wzrokiem. Człowieka samotnego.
- Powiesz o mnie? - zaciekawiła się Lora. - Doskonale wiesz, że to sekret rodzinny. Z rodzica na dziecko i tak dalej. - wspomniała. - Przez ostatnie wieki nikt nie wierzył w połączenie czarodzieja i Chowańca w jeden umysł. Dlatego byliśmy traktowani jak wariaci. JAK WARIACI. - czym takim denerwowała się Lora? Czyżby sprawiało to jej kłopot? - Pamiętasz? Pamiętasz?! Ile osób z twojej rodziny popełniło samobójstwo, nie mogąc znieść szyderstw innych ludzi?! ILU DO CHOLERY MOICH BRACI I SIÓSTR ZGINĘŁO?! Bo wy... nędzni czarodzieje nie mogliście się pogodzić z faktem, drugiego istnienia w waszej głowie. - Loro... do czego kurwa zmierzałaś? - Twoja matka zwariowała... miała tego dość... - mówiła dalej. - Abyś... ty też miewasz często psychiczne odchyły, że stajesz się brutalny. Wręcz nie do poznania. Sądzisz, że ona uwierzy ci? Dobrze... rozumiem. Czasy się zmieniają. Może i uwierzy... ale nigdy nie zrozumie... jaki to ciężar i obowiązek.
- Mówisz, że jest ci zemną ciężko?
- Rusz głową. Ile osób z twojego drzewa rodzinnego, dożyło pięćdziesiątki? Nie dlatego, że byli słabymi czarodziejami z hybrydą w głowie, a dlatego, że oba byty nigdy nie chciały się akceptować.
- Przecież moja matka mówiła, że nigdy nie miała sporów ze swoim chowańcem.
- Brak sporów, nie oznacza WCALE współgranie. - prychnęła.
- Och, Loro... nie rozumiem cię. A może...- nagle coś go oświeciło.
- Co palancie?.
- Jesteś zazdrosna? - zaśmiał się złośliwie.
- COOOOO?! - oburzyła się. - JA? O CIEBIE?! KRETYN! IDIOTA! - albo się wydawało, albo Lora była tsundere lvl hard.
- Tss.. żartuję. - prychnął. - W odpowiedzi na twoje pytanie... około dziesięciu osobom w mojej rodzinie udało się żyć w symbiozie. Z czego ja jestem tym dziesiątym. Jak śmiesz twierdzić, że zwariuję od tego, gdy zacznę się zwierzać z naszych problemów?
- Cóż... sądzisz, że poznawanie czyiś sekretów jest bezpieczne?- spytał szeptem, lekko zadziornym głosem. Przyjemnym, ale złośliwym i zaczepnym. - A co jeśli kryję w sobie coś absurdalnego? Zmierzysz się z tym?- nawet gdyby Sara się zgodziła, Lora niechętnie zamieniłaby się ciałem, aby udowodnić to wszystko.
- Mój numer telefonu? - zabłysły mu oczy z podekscytowania. - Oczywiście!- cieszył się, jak jakiś gówniarz. Momentalnie podał jej swój numer, spisując jej. Gdy Fizz schował się, Ejdiem zrobił totalnie zaskoczoną minę.
- Że diabli mnie w piekle nie chcieli to zdaję sobie sprawę, lecz czemu on tak bardzo darzy mnie brakiem sympatii? Nie pojmuję.- pokręcił głową. Widząc też zaskoczenie siedemnastolatki, spróbował się roześmiać, aby atmosfera nie pogrążała się. Zrobił minę, jak słynny posąg myśliciela.
- Co ja tu robię?- westchnął głęboko. - Przyznam szczerze, że nie pragnąłem być nauczycielem... ale chce dzielić się swoją wiedzą. Tylko tyle. Nie mam i tak nic do roboty w swoim życiu. Lepiej korzystnie to wykorzystać...- wzruszył ramionami. Właśnie poczuł, że stykają się ramionami. Widząc jak rozgląda się, zmarszczył czoło. Obawiała się? Czy rozmawianie na ławce z nauczycielem jest złe? Z logicznego punktu widzenia nie. W takim razie, dlaczego się denerwuje? Dlaczego się dziwnie czuje? Wniosek był prosty. Lora miała rację. Jeżeli miałaby czyste intencje, nie obawiałaby się konsekwencji. Skoro reagowała nerwowo... coś skrywała. Ha!
- Dlaczego?- byli teraz sami. Sami. Lora gdzieś poszła. Znalazła jakiś pokój i się w nim zamknęła. Szkoda, że nie na klucz. Abyss nachylił się bliżej do Sary. - Czy rozmawianie jest złe?- spytał ją, chwytając delikatnie za podbródek, patrząc w jej duże oczy. - Cokolwiek jest cechą ludzką... miłość, zauroczenie, pożądanie, gniew, rozpacz, szczęście... wszystko to określa nas mianem istoty żyjącej. Każdy z nas pragnie kontaktu. Dlaczego to miałoby być złe?- zbliżał się. Jeżeli się denerwowała... to czy nie lepiej wyładować napięcie? - Och, tyś piękna, jak ten księżyc nocą, rzucający się w oczy od tych wszystkich małych gwiazd. Och, tyś piękna, jak to słońce za dnia, bo ocieplasz moją duszę jeszcze mocniej.- rzekł. Mieli i tak szczęście, że zasłaniały ich drzewa i krzewy. - Powiedz mi... czym jest ta moralność, której tak się boimy? Czym się charakteryzuje? Co jest dobre, a co złe? Jak zrobić coś odpowiedniego, aby wszyscy byli zadowoleni? Przyzwoitość?- jego usta były, coraz bliżej. Hipnotyzował swoim spojrzeniem. - Powiedz proszę... czym ona jest?- i wtedy jego usta znalazły się na jej. Tych delikatnych, słodkich jak miód. Ach, młodość. Abyss miał wyglądem zaledwie dwadzieścia lat. Czy był taki stary? Jego proces starzenia zachodził wolniej. Czuł się jak szczeniak! Pocałunek był delikatny. Ledwie wyczuwalny i krótki.
- HAHAHAHAHA Zrobił to... choć nie o to, co prosiłam. - zaśmiała się Lora. WON DO POKOJU. - tak wtedy rzucił jej Abyss.
- Wybacz.- oderwał się, wstając nagle. Poprawił swoją czarną opaskę na prawym oku. - Jestem podły. Zagalopowałem się... ale trudno się przy tobie hamować... ach, wybacz... znowu szukam wymówki.- zacmokał zirytowany. - Jesteś damą, a ja zachowałem się nieszlachetnie...- szykował się na liścia.
- No i zjebałeś. Było ją zgwałcić w krzakach. - westchnęła Lora, znudzona obrotem spraw.

_________________
You're just an animal that I caught
You know I'm yours, so rip my clothes off
Just come inside my cage, you bad dog
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sara



Liczba postów : 263
Join date : 30/11/2014
Age : 19
Skąd : Głogów

PisanieTemat: Re: Magiczny staw   Wto Gru 02, 2014 10:26 pm

Sara miłość znała tylko z opowiadań, bajek, filmów, a przede wszystkim książek. Jednak pytanie brzmi, czy w kawałku papieru da się zawrzeć wszystko co czujemy, kiedy się zakochamy? Najpiękniejsza historia miłosna jaką usłyszała to ta, którą przeżyli jej dziadkowie. Virtus i Sarah. Właściwie to zabawne, ale tamta dwójka także poznała się przy drzewie. Dziewczyna nagle doznała ataku i straciła wzrok, a chłopak jej pomógł. Zaczęli rozmawiać, poznawać się. Choć pojawiały się w ich życiu rzeczy, sytuacje, ludzie, którzy stawali między nimi - oni zawsze rujnowali najwyższe mury. Choć w ich życiu działo się tak dużo, często pojawiały się uśmiechy na ich twarzach. Nigdzie nie czuli takiej ulgi jak w swoich ramionach nawzajem. Nawet wtedy, kiedy jedno prawie zabiło drugie. Nawet wtedy, kiedy jedno płakało przez drugie. Nawet wtedy, kiedy jedno budziło się, a drugiego nie było już obok. Stracili siebie nawzajem średnio w połowie swojego wieku, a babcia Sary i tak nigdy nie znalazła sobie nikogo innego. Ogrzewała swoje serce wspomnieniami swojego męża i cichutko marzyła, że jeżeli nie mogą już spotkać się na tym świecie, to spotkają się na następnym. Sarami Elise Vayne Chansworth oddałaby wszystko, żeby przeżyć taką miłość. Jest już dwa lata starsza, niż jej babcia kiedy poznała dziadka. Czy była niecierpliwa? Być może. Powoli w błahych gestach innych kolegów dostrzegała wielkie zainteresowanie ją, robiła sobie jakieś mylne nadzieje. To coś, jakby chciała zakochać się na siłę. Babcia mówiła jej, że jeżeli naprawdę się zakocha, będzie wiedziała jakie to uczucie. Pozostawało jej mieć nadzieje, że nic z tego co czuła do tej pory nie było tym uczuciem. Ponieważ wszystko, co przeżyła do teraz było niczym, nawet w porównaniu z jakimś słabym romansidłem.
- Wiesz co jest jeszcze piękne w niebie poza tym, że być może są tam nasi najbliżsi? Wszyscy widzimy je takie samo. Nieważne, że Ty jesteś tu, a ktoś kogo kochasz na drugim końcu państwa. Niebo widzicie to samo. -mówiąc, zaczęła przebierać swoimi dłońmi. Jakby nie wiedziała co ma z nimi zrobić. - A najgorzej jest wtedy. Kiedy nie wiesz, czy ktoś jest w gwiazdach, czy patrzy na nie tak samo jak Ty. Nawet nie wiesz ile oddałabym aby wiedzieć, gdzie jest mój dziadek. - ściszyła głos, po czym przetarła oko jakby bojąc się, że zaraz coś z niego może polecieć.
Faktem jest to, że gdyby nie Fizz, Sara czułaby się najsamotniejszym człowiekiem na świecie odkąd odeszła jej babcia. Swoich rodziców właściwie nie zna. Są zbyt zajęci życiem w wielkim świecie, żeby zawracać sobie głowę przypadkowym dzieckiem. Czasami tylko podsyłają jej pieniądze, jakby chcąc tym nadrobić miłość, którą powinni jej okazywać.
Więc teraz pada pytanie - po co ona pracuje, skoro dostaje od nich pieniądze? Otóż nie korzysta z nich. Stara się tego nie robić, ponieważ brzydzi się nimi. Czasami woli głodować cały dzień, niż zamówić sobie pizzę za ich gotówkę. Brzmi strasznie, ale to po prostu jej bunt, którego i tak nikt nie zauważa.
- Sarciu? Tylko mam takie wrażenie, czy Ty naprawdę myślisz, że z dziesięć lat starszy facet interesuje się Tobą z powodów uczuciowych, a nie łóżkowych? - usłyszała za sobą piskliwy głos Fizza.
Nawet się nie odwróciła, nie mogła mu też odpowiedzieć, ponieważ usłyszałby to też wtedy Abyss. Właściwie to nie jest jedyne usprawiedliwienie. Ona nie wiedziałaby co chce odpowiedzieć. Cóż, beznadziejna sytuacja miała jakiś swój plus.
Aktualnie może już nawet nie chodzi o to, że Sara może robić sobie jakieś niepotrzebne nadzieje. Stara się nie być na tyle głupia, żeby udawać, że związek uczennicy z patronem jej domu, nauczycielem w jej szkole jest czymś normalnym, co zdarza się każdej uczennicy. Cholera, o czym my właściwie mówimy. Ona dopiero co go poznała, a już po głowie chodzą jej takie rzeczy.
- Mówiłam Ci już, jestem odważna. Owszem, są rzeczy których się boję. Nie ma jednak takiego lęku, którego nie próbowałabym pokonać. Nie jestem płochliwa, nie uciekam kiedy dzieje się coś strasznego. Nie zawsze jest to dobre, ale taka jestem. Może kiedyś mi w to uwierzysz, jeżeli nie potrafisz jeszcze dzisiaj. - odparła spokojnie, choć było widać, że już nie ma tak dobrego samopoczucia jak dziesięć minut temu.
Fizz zignorował kolejną wzmiankę o nim. Pewnie z łapkami na uszach zasnął kilka minut temu. Nauczył się tego, kiedy Sara zaczęła go prosić o trochę własnej przestrzeni. To taki ludzki paradoks. Choć zawsze narzekają na samotność, to kiedy są przytłoczeni wprost potrafią błagać o tą chwile ciszy, zostania sam na sam z własnymi myślami.
- Nie mam zielonego pojęcia kim będę w przyszłości. Nie wiem gdzie się podzieje, kiedy skończę tą szkołę i będę musiała opuścić akademik. Z jednej strony uwielbiam misje, przygody. Choć są ryzykowne, przez potknięcie się często można na nich umrzeć więc wiem, że jestem na to za słaba. Lubię także pomagać, choć nie mogłabym zostać kimś typu pielęgniarką. Nie lubię uczyć się o chemii, czy biologii. Pomagać można też wspierając duchowo. Psychologia? W dzisiejszych czasach każdy chce być psychologiem, a sami najbardziej ich potrzebują. Wprost powinni umawiać się na wizyty sami ze sobą nawzajem. - wyraziła swoje zdanie, po czym zapadła cisza, jej wzrok utknął gdzieś daleko przed nią.
Sara nie chciała jej przerywać. Była miła, przyjemna. Siedzieć w ciszy, słuchać tylko swoich myśli, ale nie będąc samemu tylko z kimś obok. Kiedy Abyss się odezwał, słuchała go, choć wzrok odwróciła w jego kierunku dopiero kiedy zadał jej pytanie.
Zmarszczyła delikatnie brwi, analizując to co powiedział. Oczywiste jest, że odpowiedź na to pytanie dla niej także było oznaczone znakiem zapytania.
- Nie da się uszczęśliwić wszystkich.. - szepnęła tak cichutko, że chłopak zapewne ledwo mógł to usłyszeć.
Widząc, co robi choć przez myśl przeszedł jej protest, nie odepchnęła go. Zamknęła oczy, odchyliła nieco głowę do góry.
- Mgła. - szepnęła, nim zbliżył się dostatecznie, tylko samym uruchamiając swoje zaklęcie rangi C. Wokół nich rozniosła się gęsta mgła, spod której nic nie było widać.
Poza rudzielcem, ławką i nią wszędzie było biało. Nic poza nimi nie było widać, nic poza nimi nie liczyło się. Tylko ta chwila.
Kiedy ich usta złączyły się, poczuła przyjemne ciepło. Miała ochotę zarzucić mu ręce na szyję i całować bez końca.
Oh, zaczerwieniła się, zdając sprawę z tego o czym właśnie pomyślała. Przegryzła wargę, nadal nie otwierając oczu.
Zrobiła to dopiero wtedy, kiedy przeprosił ją i wstał. Witamy w świecie żywych, panienko Chansworth. Na szczęście nie było Ciebie tylko kilka sekund, choć i tak w ich ciągu zdążyłaś zrobić coś głupiego, czego zapewne nie zapomnisz do końca życia.
Spojrzała na niego, uniosła lekko jeden kącik ust po czym opuściła. Przygarbiła się,opierając na łokciach o kolana. Uciekła wzrokiem gdzieś na bok, kiedy kontynuował swoją gadkę. Nie miała na czym zawiesić oka, ponieważ wszędzie było widać tylko biel. Był tylko on.
A jego się bała. Niekoniecznie chodzi o strach przed tym, że zaraz ją porwie gdzieś i zgwałci w piwnicy. Ona bała się, że pozwoli mu się zranić. Skoro pozwoliła mu się pocałować, to będzie mu pozwalać na wszystko? To by był absurd. Nie wiedziała do czego on właściwie zmierza i to ją przerażało. Dlatego czuła się dziwnie. Czuła, że jest za słaba na przebywanie w jego towarzystwie.
- Chciałabym wiedzieć, co Ci siedzi w głowie, Abyss. - powiedziała nadal na niego nie patrząc.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
A.D.M.



Liczba postów : 409
Join date : 02/11/2014
Age : 20
Skąd : Ísland, Grímsey.

PisanieTemat: Re: Magiczny staw   Wto Gru 02, 2014 11:57 pm

To prawda. O miłości wie się najwięcej z bajek i to wieku jeszcze przedszkolnym. Wszystko wydaje się wtedy takie proste, banalne. Nie ma się czym przejmować. Nikogo nie można zranić. Nikogo nie można zniszczyć. Śmierć jest czymś absurdalnym! Och, młodości! Czemu tak szybko od nas odchodzisz? Po co to całe dojrzewanie? Po co, te całe zmartwienia? Czy nie łatwiej jest wtedy, gdy wszyscy żyją w szczęściu i zgodzie? Ale los zgotował się taki i już będzie tak do końca. Ewa... Adam? Czy teraz trzeba na nich zwalić winę?
- Śmierć to doprawdy najbardziej zagadkowa sprawa. Tak tajemnicza, że aż wywołuje dreszcze. Boimy się jej, ale i też spodziewamy.- postanowił nie drążyć tego tematu. Widział, że Sara cierpi z powodu braku babci. Była samotna. Ona i Fizz... trochę im zazdrościł. Mieli siebie nawzajem. Zaraz... czemu im zazdrościł? Czy nie powinien cieszyć się z obecności Lory? Co by było, gdyby odeszła?
- Te zjawo, a kysz! - zaczepił po raz pierwszy dzisiaj Lorę.
- Kyrr! Hálfviti! - odrzekła mu zbulwersowana. I co teraz? Gdyby zniknęła? Czy życie nie byłoby łatwiejsze? Może wtedy mógłby się ustatkować.
Och, gdyby Abyss wiedział co mówił Fizz. Może by się wytłumaczył? Seksualność, jeżeli chodzi o jej cielesne pożądanie... dotyczyła niestety każdego mężczyzny. Nie chciał oczywiście wykorzystywać Sary! Broń Boże! Jakby to łatwiej wyjaśnić? Abyss nie potrafił kochać tej jednej, jak to już było powiedziane, bo bał się powtórki z rozrywki. Wolał sam dawać całego siebie, bez zobowiązań, nie z jedną, lecz z wieloma. Co nie oznaczało, że wszystkie kobiety traktował tak samo. Traktował - ale po równo. Jednak - każdą uznawał za wyjątkowo. Jednocześnie równo i indywidualnie. Można rzecz, że jest świnią. Że jest zwyczajnie niezdecydowany, bo chce mieć jak najwięcej.
Absolutnie! On nie wiązał nikogo wokół siebie. Nie rozdawał obroży. Nie. Każdą damę kochał na swój sposób. I cielesny i duchowy. Może i rzeczywiście nie tak, jakby dana pani chciała. Każda pragnęła go na własność. Ale czy to nie czyni go również najbardziej poszkodowanym? Bo nie potrafi się odnaleźć? Bo po prostu kocha na swój chory sposób? To przykre. A  może to tylko kwestia czasu? Taki test? Może po poznaniu jak największej ilości pan, wreszcie jakąś wybierze? Ostateczny wybór, który może kiedyś nastąpi? Kobieta, za którą będzie szalał. Kobieta, za którą odda życie? Praktycznie teraz za każdą damą poszedłby w ogień, ale to nie to samo. To wciąż nie to samo. Dzielił się sobą. Nie chciał jeszcze ograniczać nikogo, jak i siebie. Czy to źle? Czy był z tego powodu złą istotą? Złym czarodziejem? Złym mężczyzną?
- Wierzę. I to jest moja największa wada.- uśmiechnął się przepraszająco. - Przez swoją łatwowierność i naiwność, często wpadałem w kłopoty.- i to nie było tak, że po swoim nieudanym romansie, nie wpadał w sidła kobiet. One jeszcze bardziej go wykorzystywały! A on... nie potrafił odmawiać. Był zbyt uprzejmy. Za bardzo się starał.
Nie da się uszczęśliwić wszystkich. - ale usłyszał to, choć Sara rzekła to szeptem.
Nie da się uszczęśliwić wszystkich. - odbijało mi się w głowie, echem.
Nie da się uszczęśliwić wszystkich.
Nie da się uszczęśliwić wszystkich. - nie skomentował tego. Czy on właśnie podejmował się takiej próby? Próbował wszystkich uszczęśliwić? Każdą kobietę, oddając siebie. Wierny przyjaciołom, którzy go zdradzali... Cały czas nic z tego nie miał. Nic nie zyskiwał. Tylko cierpiał. Mimo to, podnosił się i szedł dalej. Robił to samo, do skutku.  
- Co mi chodzi po głowie?- powtórzył. Kucnął przed siedzącą dziewczyną. Położył ręce na jej kolanach, spoglądając w jej oczy. Co miał jej odpowiedzieć prawdę? Nie kłamał, ale czasami lepiej było coś zataić. Niektórzy gorzej śpią, gdy wiedzą o wszystkim. - Hugfanginn. Zafascynowanie. - odparł. Co miało to znaczyć? Ano... zamierzał powoli tłumaczyć. - Są pewne rzeczy, których nie mogę mówić. Nie dlatego, że się boję. I nie dlatego, że ci nie ufam. Ze względu... a bo ja wiem, jakich? Wiesz o co mi chodzi... prawda? To się czuje, gdy wiesz, że możesz coś komuś powiedzieć, w jakimś danym momencie. Czujesz to... wiesz, że to ta chwila...- przełknął ślinę. Chwycił ją znowu za podbródek, aby nie uciekała od niego wzrokiem. - Tak samo ten pocałunek. Wiedziałem, że tego chce. Czułem to. Wierzyłem, że nie jest to złe. Jedyne o co się martwię, to że zraniłem cię tym. Resztą się nie martwię.- zrobił minę zbesztanego pieska. - Jak sądzisz, jak zareagujesz, jeżeli powiem ci, że coś... co siedzi w mojej głowie... to naprawdę coś strasznego? Paskudnego, przez co możesz mnie znienawidzić? Choć znasz mnie tak krótko... Bo ta rzecz... a osoba... to ciężka sprawa.- chciał jej powiedzieć, ale musiał usłyszeć czy ona się na to deklaruje. - Zafascynowanie.- powtórzył. - Nie wykorzystałem cię. Nawet tak nie myśl. Dobrze wiesz, że jestem mężczyzną, który spał z wieloma kobietami. Ale... każdą traktuje jak bóstwo. Każda. Bez wyjątku.- postanowił jakoś wyjawić swoje zamiary. - Nigdy nikogo do niczego nie zmuszam. Są kobiety, z którymi śpię często... nasze relacje opierają się na przyjaźni. Takie więzi się nie pogłębiają... nie przeradzają w "miłość". Pewnie uznasz mnie za chama, ale nie uważam, że robię coś złego. Nie daję jasnych odpowiedzi. Nie wysyłam konkretnych znaków. - złapał się za głowę, spuszczając ją. Zaczął ją trzymać mocno zażenowany. - Ach, nie miej mnie proszę za egoistycznego dupka, który śpi z każdą, chce mieć każdą. Nie robię licznika. Jasne... sex, a nawet nie tylko... pocałunki, rozmowy z kobietami, flirty. Lubię to.- doprawdy gubił się sam w tym wszystkim. Abyss... powiedz to jaśniej...  
- Jeżeli przez to wszystko, co powiedziałem, co zrobiłem... poczułaś się w jakiś sposób dotknięta, zdziel mnie i odejdź.- rzekł stanowczo. - Jeżeli pomyślałaś przez chwilę o mnie poważnie... wiesz w jakim sensie, to poczekaj.- na cóż miała czekać? - Muszę być sprawiedliwy i szczery wobec każdej kobiety, która chce zemną być... czy nawet tylko spać. Na razie nie mam nikogo komu powiem słowa "kocham". Dopóki ten dzień nie nadejdzie. - nie wiedział, czy może spojrzeć jej teraz w oczy. Nie zdarzyło mu się jeszcze nigdy, żeby tak się tłumaczyć ze swoich romansów. Cóż... to Sara była pierwsza. - Jestem jeszcze wolnym strzelcem. Strzelam do każdej, każda strzela do mnie.- wydał z siebie dziwny jęki, a po wysłuchaniu go można było wywnioskować, że Abyss nie wytrzymuje już sam ze sobą. Opadł bezradnie obok ławki.
- Wy kobiety jesteście straszne. Piękne, wdzięczne i cudowne. Jak tu was nie kochać?- spoglądał w niebo. - Ledwie można się przy was opanować. Gadam to co mi ślina na język przyniesie. - zakrył swoje oczy całą ręką. - Saro, jestem czarodziejem. Człowiekiem. Czymkolwiek. Potworem. Ale mam też i zalety...- spróbował załagodzić sprawę. Uważał, że bardzo zagmatwał. - Lubię... wędkować? Gotować?- wymienił. - Nie miej mnie za bez serca. Jedyne, co mogę zrobić oddając ci szacunek to nie zaciągać cię do łóżka. Jesteś bardzo wrażliwa. Nie mógłbym ci tego zrobić...- usiadł nagle po turecku, tuż obok niej. Przyłożył jej palca do ust, aby jeszcze mu nie przerwała. - Ten pocałunek możesz zapamiętać jako przygodę. Ale... jeżeli liczysz na ciąg dalszy... to wiedz, że ni zamykam drzwi. Mówię o tym tyle, ponieważ widzę twoje zakłopotanie na twarzy... bywały takie damy, które za samo mrugnięcie do nich oczkiem, pragnęły za mnie wyjść... nie znając mnie... całkowicie.- oznajmił ostatecznie.  Wyszło na to, że Abyss spał głównie z kobietami, które nic o nim nie wiedziały, flirtował z każdą, a gdzieś tam bezwiednie zbierał kandydatki, na może tę potencjalną z kluczem do jego serca?
- Matko! Tak ci o wszystko powiedziałem, jakbyśmy tu sobie zadeklarowali jakieś ważne rzeczy! Ach... ale zależy mi abyś wszystko wiedziała! - w jego oczach płonęło. Całkowite zagubienie.
 

_________________
You're just an animal that I caught
You know I'm yours, so rip my clothes off
Just come inside my cage, you bad dog
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sara



Liczba postów : 263
Join date : 30/11/2014
Age : 19
Skąd : Głogów

PisanieTemat: Re: Magiczny staw   Sro Gru 03, 2014 2:29 pm

Mgła powolutku zaczynała opadać, odsłaniając powoli kolory wszystkiego, co jest w okolicy. Podczas, gdy chłopak się usprawiedliwiał Sara nie przeszkodziła mu ani razu. Siedziała tylko, patrzyła na niego i słuchała. Kiedy skończył, zapadła grobowa cisza. Ta jednak była nieznośnie długa, wciąż błagająca o to, aby ktokolwiek krzyknął coś głośno.
- Ciekawe, czy to tylko gra żeby mnie przelecieć, czy naprawdę zależy Ci na tym, żebym miała o Tobie dobre zdanie. - odpowiedziała mu spokojnie, po czym odchrząknęła.
Zaczęła czuć się po prostu niekomfortowo. Podniosła się z ławki, skrzyżowała na piersi i spojrzała w górę; jak, że był wyższy, aby przyglądnąć się jego twarzy.
- Nie sądzę, że potrafię myśleć poważnie o kimś, kogo znam może z godzinę, dwie. - uciekła od niego wzrokiem mówiąc to, jakby wstydząc się. Szybko jednak odnalazła ponownie jego wzrok. - Ale to nie tak, że nie widzę nic dobrego w tym, co mi dzisiaj powiedziałeś. Musisz przyznać, że niecodziennie przydarzają się takie sytuacje. Nie wiem jak zareagowałabym, gdybyś wyjaśnił mi o co dokładnie chodzi z paskudnym czymś, kimś w Tobie. Mogę tylko się domyślać. - westchnęła ciężko, jakby mówienie sprawiało jej więcej wysiłku niż zazwyczaj. - I wiedz, że będę o tym myśleć. Może nawet więcej niż o czymkolwiek innym. Będę myśleć o Tobie. Wydaje mi się, że Ty również powinieneś przemyśleć sobie trochę spraw.
Zrobiła krok w jego stronę, wspięła się na palcach i wargami musnęła jego policzek. Sama nie wie, czy zrobiła to bardziej po to, żeby mu podziękować za wszystko co jej powiedział, czy może ten gest miał mu służyć jako wsparcie.
- Nie traktuj tego jak pożegnanie. Jeszcze o mnie usłyszysz, jeszcze się zobaczymy. Jeżeli bardzo się stęsknisz, zawsze masz mój numer.
Mogło się tylko wydawać, ale jej głos co któreś słowo nieco się łamał. Podeszła do ławki, wzięła swoją torbę wcześniej upewniając się, że Fizz jest w środku. Nawet nie odwracając się po prostu poszła przed siebie, zostawiając Abyssa samego. No, jakby się uparł, to by zauważył, że z ławki spadła jej gazeta, ale nie potrzebowała już jej; znalazła jego.

z/t Sara
Spoiler:
 

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
A.D.M.



Liczba postów : 409
Join date : 02/11/2014
Age : 20
Skąd : Ísland, Grímsey.

PisanieTemat: Re: Magiczny staw   Sro Gru 03, 2014 3:39 pm


- Cóż. Ja ci zaufałem. Nie oczekuję tego samego, lecz proszę o zrozumienie.- odparł na odchodne. Cóż mógł dodać? Nie brał pod uwagę, że potraktuje go w tak łagodny sposób. Obawiał się, że ją zdenerwował... Możliwe, że było jej przykro. Rozumiał to. Ale nie mógł jeszcze myśleć o wszystkim na poważnie. - Też będę myślał. A gdy nadejdzie pora, odpowiem na każde pytanie, bez wahania.- więcej nic nie dodał. Gdy go ucałowała w policzek, zmieszał się lekko. Ni to jak dzieciak, ale bardziej swoim zachowaniem. Zawsze później mocno wszystko przeżywał.
- Ech...- złapał się za głowę.
- Mogło być gorzej. - pocieszyła go Lora. Gdyby mógł, spojrzałby na nią spode łba. Abyss nagle ruszył, bez zapowiedzi gdzie i po co. - Hej! Gdzie idziemy? Nie prowadź się tak, bo to też i moje ciało... - zdziwiła się kobieta.
- Idę tam, gdzie i ty byś chciała, Lora.- odparł jej. Jeszcze spotka się z Sarą. A może właśnie wtedy, będzie miał już wszystko uporządkowane? Kto wie. Jeszcze długa droga przed nim.

z/t



BUM:
 



_________________
You're just an animal that I caught
You know I'm yours, so rip my clothes off
Just come inside my cage, you bad dog
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Magiczny staw   

Powrót do góry Go down
 
Magiczny staw
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
St. Francesa :: St. Francesa :: Tereny przyszkolne-
Skocz do: