Szkoła Magii i Czarodziejstwa
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Wielki ogród

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
A.D.M.



Liczba postów : 409
Join date : 02/11/2014
Age : 20
Skąd : Ísland, Grímsey.

PisanieTemat: Wielki ogród    Sob Lis 08, 2014 6:14 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wartakus



Liczba postów : 53
Join date : 16/12/2014
Age : 82
Skąd : pochodzą Wiatraki?

PisanieTemat: Re: Wielki ogród    Sob Gru 20, 2014 7:20 pm

Raito wraz z Wolfgangiem weszli do ogrodu. Był tu przyjemny chłodny wiaterek w przeciwieństwie do szklarni, która powoli zmieniała się w saunę. Przeszli krótką alejką wzdłuż dużych lip. Na jej końcu znajdywała się mała fontanna a dokoła niej rosły różne odmiany kwiatów takich jak irysy, piwonie, dzwoneczki i tym podobne. Podeszli obaj do drewnianej ławeczki skrytej w cieniu drzew. Chłopcy siedzieli w ciszy jedyne co było słychać to szum liści uderzających o siebie w wyniku to gwałtowniejszych powiewów wiatru. Raito chcąc przerwać cisze zagadał do swojego nowo poznanego kolegi - Wolfgangku co sądzisz o mojej osobie? Ale powiedz szczerze i nie owijaj bawełnę chce wiedzieć jakie masz o mnie zdanie. Przyjmę nawet najcięższe słowa. - powiedział patrząc na białowłosego kolegę z aż przerażającą powagą. Nie liczyło się w tej chwili dla niego nic innego niż jego odpowiedź.

_________________

Portfelik | Historia
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfgang



Liczba postów : 50
Join date : 05/12/2014

PisanieTemat: Re: Wielki ogród    Sob Gru 20, 2014 8:48 pm

Lexaire została z tyłu, musiała coś jeszcze zrobić z zawiniątkiem, które trzymała w pyszczku. Chłopak zastanawiał się, co też takiego ta kotka musiała zrobić. Z niecierpliwością nasłuchiwał jej odgłosów za sobą, przecież kichała i mówiła, że chyba się uczuliła na wnętrze szklarni. Oby jej się nic tam nie stało i za chwilę dołączyła do nich w pełni okazałości.
Przybył więc Wolfgang z Raito do ogrodu. Niedaleko tematycznie, tu też było pełno pięknej roślinności, choć w nieco innym wydaniu. Tu pełniła ona funkcję estetyczną, a nie była obiektem do nauki.
- Wydajesz się bardzo związany z przeszłością, a to niedobrze - odpowiedział i przejechał sobie dłońmi po kolanach, by wyprostować fałdy spodni. Tak czuł od początku, a dzięki swojej nad wyraz rozwiniętej szczerości, nie musiał kłamać, czy mówić jakichś dziwnych rzeczy naokoło. Oddychał spokojnie, miarowo, niezmiennie. Tu czuł się jeszcze lepiej niż wewnątrz gorącej szklarni. Kątem oka spoglądał na ścieżkę, prowadzącą do poprzedniego miejsca pobytu, szukając wzrokiem Lexaire, ale nadal nie nadchodziła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lexaire



Liczba postów : 53
Join date : 12/12/2014

PisanieTemat: Re: Wielki ogród    Sob Gru 20, 2014 9:40 pm

Szczerze powiedziawszy, to dała im trochę czasu dla siebie. Nie spieszyła się, bo raz, że chciała dobrze przyjrzeć się mijanym obiektom, a dwa - zbyt dużo czasu spędziła w formie chowańca i szybszy chód mógłby się skończyć bliższym spotkaniem jej twarzy z ziemią. Nie mogła sobie na to pozwolić tym bardziej, że dopiero co ubrany strój aż świecił czystością. Szła więc powoli, uważnie stawiając krok za krokiem, a kiedy tylko znalazła się na terenie ogrodu, od razu zaczęła się po nim rozglądać w poszukiwaniu chłopaków. Co prawda zwracała jakąś tam uwagę na otaczającą ją florę, ale nie wzbudzała ona w niej większego zachwytu - teraz liczyło się tylko odnalezienie dwójki kolegów. Napawała się jedynie przyjemnym wiaterkiem, który jednak szybko odszedł w zapomnienie, bo oto jej oczom ukazała się ławeczka, a na niej spokojnie siedzące cele jej poszukiwań. Widząc ich uniosła jedną rękę do góry i z szerokim uśmiechem pomachała im.
- Heeeej! - krzyknęła, by zwrócić na siebie ich uwagę, po czym opuściła rękę wzdłuż ciała i przyspieszyła kroku, pod koniec nawet do nich podbiegając. Zatrzymała się dopiero przed nimi, z wyszczerzonymi ząbkami patrząc to na jednego, to na drugiego.
- Świeże powietrze, ahhh. - Zmrużyła oczy, wciągając spory haust powietrza nosem. Zaraz potem założyła włosy za ucho i schyliła się nieco, by poprawić zakolanówki, które zdążyły jej się ciut zsunąć.
- Znacznie lepiej, prawda? - zagaiła, nie zdając sobie kompletnie sprawy z powagi, jaka jeszcze przed chwilą panowała pomiędzy nimi. Po wyprostowaniu się, znów zaczęła patrzeć to na Raito, to na Wolfganga.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wartakus



Liczba postów : 53
Join date : 16/12/2014
Age : 82
Skąd : pochodzą Wiatraki?

PisanieTemat: Re: Wielki ogród    Sob Gru 20, 2014 10:25 pm


Raito słysząc odpowiedz Wolfganga, uśmiechnął się (^) cieszył się z faktu, iż ma do czynienia ze szczerym człowiekiem - Uff... myślałem, że za mną nie przepadasz. Co do tego, że zbytnio ropamiętuje przeszłość muszę się z tobą zgodzić, ale trudno w moim przypadku o niej zapomnieć...- poklepał go lekko po plecach, gdy wtem dalszy monolog przerwał dobiegający do nich głos dziewczyny idącej w ich stronę. Raito przejechał po niej wzrokiem była troszkę niższa niż Wolf. Spod jej białych gęstych włosów wystawały włochate kocie uszy. Raito zmrużył oczy i pokazał na nią palcem - Kto ty ? - powiedział z lekka dosadnie.

Po czym jeszcze raz przyjrzał się dziewczynie - To ty Lexaire? - dopiero teraz Raito zaczął składać wątki w całość. Nikt poza Wolfgangiem i Lexaire go nie znał, dodatkowo te kocie uszy i sposób mówienia. Mina chłopaka w tej, że chwili była wręcz bezcenna.
- Nie spodziewałem się takiej przemiany - podniósł rękę i zamachał nią -Hej.
I znowu to uczucie. Nie wiedział, jakim cudem dwoje osób może wywoływać u niego tyle emocji, gdyż półtora roku temu był kompletnym wrakiem emocjonalnym jedyne co go ,uratowało to wielogodzinne sesje z psychologiem i kot, którego dostał od matki na "pocieszenie", gdy jego ojciec umarł.

_________________

Portfelik | Historia
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfgang



Liczba postów : 50
Join date : 05/12/2014

PisanieTemat: Re: Wielki ogród    Nie Gru 21, 2014 6:59 pm

Wolfgang nie miał zbyt wiele do powiedzenia Raito. Wysłuchał jego słów, ale jakoś nie wiedział, co mu odpowiedzieć. Dziwnie się czuł w jego towarzystwie, jak gdyby siedzieli na dwóch różnych planetach, zupełnie do siebie nie podobni. Poczuł jego rękę na swoich plecach. Czuł się co najmniej niezręcznie, ale postanowił tym razem zdusić to w sobie i cierpliwie poczekać, aż dołączy do nich Lexaire. Ona jednak nie nadeszła, a przynajmniej nie w takiej postaci, jakiej by się Wolfgang spodziewał.
- Nie myślałem, że możesz być jeszcze piękniejsza - powiedział, zgadując w ciemno, że to musi być Lexaire, a nie jakaś kolejna osoba. Pewnie to po części też dlatego, że miała ona podobne do kocich uszy. Miała bardzo jasne włosy, choć nie tak białe jak chłopak. Były jedynie ociupinę bardziej kremowe, a znowu nie tak bardzo, jak blond włosy Raito. Jakoś dużo wyższa się dziewczyna nie stała, jednak teraz było jej zdecydowanie bliżej do Wolfganga. Nie mógł oderwać wzroku od przybyłej dopiero teraz dziewczyny. Była ślicznie ubrana, a sposób bycia miała podobny do tego kociego, który poznał w szklarni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lexaire



Liczba postów : 53
Join date : 12/12/2014

PisanieTemat: Re: Wielki ogród    Nie Gru 21, 2014 7:27 pm

Przez jakąś chwilę jej wzrok skakał to z jednego to na drugiego, ale kiedy Raito zrobił jedną z tych dziwnych min, Lex aż nie mogła się powstrzymać by na dłużej zawiesić na nim oko. Pominęła już pytanie o to kim jest, skoro nie zabrało mu dużo czasu, by się domyślić. Kiwnęła tylko głową w odpowiedzi, że tak, to ona jest tą Lexaire, która została w tyle, po czym zaśmiała się najszczerszym w świecie śmiechem. Krótkim, ale głośnym.
- Chcesz mi powiedzieć, że wyobrażałeś mnie sobie jako dwustukilogramową górę mięśni? - zapytała iście poważnym tonem, który gryzł się z szerokim uśmiechem wciąż tkwiącym na jej buzi. Zaraz po tym spojrzała na Wolfganga, który się odezwał. Z początku Lex tylko zacisnęła usta, przejeżdżając ząbkami po dolnej wardze, a następnie - czując jak czerwona mgiełka zalewa jej policzki - uniosła spojrzenie w górę, na liście drzewa poruszającego się na wietrze oraz ten skrawek nieba, którego nie przysłaniały.
- He, he. - Tylko tyle z siebie wydukała i opuściła głowę dopiero po dłuższej chwili, kiedy czerwień spłynęła z jej twarzy. Wyciągnęła powoli rękę w stronę białowłosego i poczochrała go lekko. Taka mała zamiana ról, jednak krótkotrwała, bo zaraz zabrała rękę. Obydwie skrzyżowała na piersi.
- Jesteście pewni, że ogród to dobry pomysł? Bo jak zgłodniejecie i będziemy musieli biec... - Pokręciła lekko głową, już sobie wyobrażając, jak co pięć minut zmieniają miejsce pobytu. W sumie to było całkiem w jej stylu!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wartakus



Liczba postów : 53
Join date : 16/12/2014
Age : 82
Skąd : pochodzą Wiatraki?

PisanieTemat: Re: Wielki ogród    Nie Gru 21, 2014 9:30 pm

-He, he, he to nie tak ... po prostu - zaprzestał monologu nie chcąc się dalej pogrążać w odpowiedzi. Przesunął się w stronę jednego z końców ławki ustępując tym miejsca swojej koleżance. Między Lexaire a Wolfgangiem czuł pewien rodzaj uczuć/emocji, mimo iż chłopak był beznadziejny w tych sprawach było to ewidentnie widać zwłaszcza po reakcji dziewczyny na słowa białowłosego.
-Nie wiem. Co do nagłego głodu - tu poklepał torbę - mam ze sobą kanapki - po wypowiedzeniu tych słów odciął się na pewną chwilę od świata rzeczywistego. Spojrzał w stronę rozciągających się daleko wszelakich ogródków, alejek i żywopłotów. Z niewiadomego powodu zaczął nucić cicho piosenkę (po polsku) ~Rozkwitały pąki białych róż. Wróć, Jasieńku, z tej wojenki wróć! Wróć, ucałuj, jak za dawnych lat, dam ci, za to róży najpiękniejszy kwiat. Wróć, ucałuj, jak za dawnych lat, dam ci, za to róży najpiękniejszy kwiat.~ nagle zebrał się mocniejszy powiew wiatru wybudzając go z "transu".
Raito zjechał ręką do kieszeni płaszcza i wyjął telefon. Spojrzał na jego ekran i lekko się skrzywił - Wybaczcie muszę już iść.
Pogrzebał chwilę w trobię i wyjął dwie kanapki zapakowane w hermetycznym opakowaniu o trójkątnym kształcie jedną z dżemem truskawkowym a drugą z Nutellą. Położył je na ławce i odszedł jedną z "lipowych alejek" machając za sobą.
[z/t]

_________________

Portfelik | Historia
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfgang



Liczba postów : 50
Join date : 05/12/2014

PisanieTemat: Re: Wielki ogród    Pon Gru 22, 2014 11:36 pm

Pewnie trochę głupio wyglądał, jak tak wpatrywał się w Lexaire, ale raczej nic nie mógł na to poradzić. Tak działa ten mały, ograniczony mózg chłopaka blisko osiemnastego roku życia. Poszukuje się najpiękniejszego możliwego widoku i na nim się właśnie zawiesza wzrok. Musiał jednak spojrzeć w bok, bo Raito zaczął się pakować.
- Jak często możesz się tak przemieniać? - spytał, mając w pamięci widok puchatej kulki, ukrytej między listkami rośliny. Uśmiechnął się na to, jakże jeszcze ciepłe i żywe wspomnienie.
- Żegnaj, Raito - pożegnał nowego znajomego, który odchodził właśnie od nich. Odkaszlnął i oparł się dwiema rękami o ławkę za plecami. Chyba niechcący zawstydził biedną Lexaire, a on po prostu powiedział, co myślał. Powinien się troszkę hamować z tymi swoimi myślami.
Odgarnął poczochrane przez dziewczynę włosy i spojrzał na nią z dołu, w końcu on siedział, a Lex stała.
- Przysiądziesz się? - zapytał z delikatnym uśmiechem i poklepał ręką dość dużą część wolnej ławki koło siebie. Było na tyle dużo miejsca, że zmieściłyby się jeszcze dwie takie Lex, a może nawet i trzy. W sumie fajnie by było też pogłaskać Lexaire w takiej formie, a nie tylko w kociej, ale chłopak postanowił po prostu podziwiać... naturę dookoła, a także jej kluczowy punkt, czyli śliczną dziewczynę w swoim bliskim sąsiedztwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lexaire



Liczba postów : 53
Join date : 12/12/2014

PisanieTemat: Re: Wielki ogród    Wto Gru 23, 2014 11:53 pm

Że niby ona zawstydzona? Pft, nie, nigdy, no co wy. Jakiś nikły uśmiech przebiegł po jej ustach, gdy usłyszała o kanapkach, ale zaraz potem teatralnie pociągnęła nosem.
- Wolałabym coś słodkiego... - wychlipiała, pociągnęła nosem raz jeszcze i spojrzała na Raito wzrokiem zbitego pieska. W oka mgnieniu jednak spoważniała, kiedy do jej uszu dotarły słowa w dziwnym, nieznanym jej języku. Patrzyła uważnie na chłopaka, nawet przy tym nie mrugając, stojąc przy tym jak kłoda czy inny kamyk. Dopiero kiedy blondyn wyciągnął telefon, Lex powróciła do rzeczywistości.
- Ale jak to... już idziesz? - Zatrzepotała rzęsami energicznie, nie ukrywając swojego zdziwienia całą tą sytuacją. Obejrzała się za nim, kiedy odchodził, po czym powoli odwróciła głowę w stronę Wolfganga.
- Co tu się właśnie stało...? - zapytała cicho, niby jego, niby samą siebie. Ostatecznie dochodząc do wniosku, że to nie jej sprawa, potrząsnęła głową i uśmiechnęła się szeroko. Na zaproszenie kiwnęła tylko potakująco i nie minęła sekunda, a już zajmowała poklepywane miejsce. W tym rozpędzie może znalazła się zbyt blisko chłopaka, ale jakoś nie przeszkadzało jej delikatne stykanie się z nim ramionami - najwyżej sam od niej odskoczy.
- A, co do tamtego! - wypaliła nagle, jakby olśniło ją coś bardzo ważnego. W istocie tak było, w końcu przypomniała sobie, że białowłosy o coś pytał, a ona to totalnie zignorowała. W myślach skarciła samą siebie za ten niechwalebny czyn, jednocześnie z lekka tęskniąc za głaskaniem. Cóż. Odkaszlnęła, uśmiechnęła się i kontynuowała: - W zasadzie ogranicza mnie tylko moja zachcianka. Chyba nie miałeś wcześniej bliższych kontaktów z chowańcami, co?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfgang



Liczba postów : 50
Join date : 05/12/2014

PisanieTemat: Re: Wielki ogród    Sro Gru 24, 2014 9:38 pm

Ten wielki ogród wydawał się taki pusty, gdy Wolfgang został w nim sam na sam z Lexaire. Byli tylko małymi drobinkami pośród zieleni i kolorów, rozlewających się po całej powierzchni przyszkolnego ogrodu. Chłopak cieszył się, że mógł podziwiać to wszystko, co znajdowało się aktualnie dookoła niego. Zawsze istniała możliwość, że wrzący eliksir wypaliłby mu obydwa oczy i teraz chodziłby o lasce, lub z psem przewodnikiem. Dziękował Bogu i losowi za możliwość podziwiania natury, podziwiania Lexaire, siedzącej już bardzo blisko niego. Czuł mocno ciepło, rozchodzące się od ramienia, o które opierała się dziewczyna. Z jednej strony zastanawiał się, czy to nie przypadek, że tak usiadła, ale szybko wymazał tę myśl jako iż nic nie dzieje się z przypadku, a każde, nawet najmniejsze i najmniej ważne zdarzenie mogło być przyczyną do czegoś większego i ważniejszego.
- No cóż, musiał odejść to i poszedł - stwierdził fakt oczywisty i wzruszył ramionami. Trochę szkoda, że Raito zniknął tak nagle, ale każdy ma swoje zajęcia, swoje życie, nie mógł go przecież zatrzymać przez własne widzi mi się.
- To bardzo przydatna właściwość, takie zmiany w koto-liska. I to prawda, pierwszy raz rozmawiam i mam taki bliski kontakt z chowańcem. Wcześniej widziałem tylko wampira, ale z innymi rasami mam bardzo rzadko do czynienia - powiedział i pokiwał głową. Niezbyt dobrze wspominał ostatnie spotkanie z blondynem-nauczycielem i bibliotekarką. To było dość straszne i nawet niebezpieczne, jednak już jest wszystko w jak najlepszym porządku. Przekrzywił głowę i spojrzał na profil Lex. Aż mu się przypomniała myśl ze szklarni, co go lekko zakłopotało, jednak nie dawał tego po sobie poznać żadną czerwienią na polikach, czy unikaniem kontaktu wzrokowego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lexaire



Liczba postów : 53
Join date : 12/12/2014

PisanieTemat: Re: Wielki ogród    Sob Gru 27, 2014 11:08 pm

Na słowa Wolfa odnośnie tego, że skoro Raito musiał odejść to odszedł, Lex zdążyła jeszcze wzruszyć ramionami. Temat uznała za zakończony i bardzo dobrze, bo już dawno postanowiła, by nie analizować tego, co się stało - nieważne, jak daleko w tył by to nie sięgało. Zwłaszcza, że zaraz został narzucony inny temat i niespodziewane odejście nowo poznanego blondynka przestało być tak pasjonujące.
- Czy ja wiem, czy aż tak przydatne... - Wydęła usta w podkówkę, zastanawiając się chwilkę nad tym. Owszem, miało to swoje plusy, ale jakby nie patrzeć - minuty także. Nie chciała jednak kłócić się w tej kwestii i postanowiła nie odwodzić Wolfganga od jego przekonań. Na słowa o spotkanym wampirze tylko wzdrygnęła się lekko, co chłopak bez problemu - ze względu na ich bliskość - mógł poczuć. Nie skomentowała tego nijak, za to uczepiła się innej sprawy.
- Z innymi rasami? Chcesz powiedzieć, że spotykasz się tylko z... hm, ludźmi? - Nie kryła nawet swojego zdziwienia, które dobitnie podkreślały uniesione brwi. Dodatkowo, czując jego spojrzenie na sobie, Lexaire postanowiła pogimnastykować się trochę i także przekrzywiła głowę, racząc chłopaka spojrzeniem prosto w jego oczy. Oko, znaczy się.
- Bo jesteś człowiekiem, prawda? - wypaliła zaraz, czując, że nie jest w stanie zbyt długo utrzymywać kontaktu wzrokowego. W jakiś dziwny sposób zawsze ją to peszyło, z tego też względu znów zaczęła wertować wzrokiem jego całą twarz, a potem szyję i ramiona. Przez krótką chwilę zupełnie nie przejmowała się tym, iż może to być wielce niegrzeczne i wprawiać chłopaka w bardzo niefajne odczucia, ale kiedy tylko się zreflektowała, znów zerknęła w to jego oko. A potem w stronę drugiego, na opaskę. I już unosiła rękę, już sięgała drobną dłonią ku temu tajemniczemu oku, gdy zagryzła dolną wargę i skarciła samą siebie w myślach, cofając ruch. Musiała trzymać swoje emocje na wodzy! Wyszczerzyła zatem ząbki, jak gdyby wcale nie miała niecnego zamiaru, jak gdyby nigdy nic.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfgang



Liczba postów : 50
Join date : 05/12/2014

PisanieTemat: Re: Wielki ogród    Nie Gru 28, 2014 12:39 am

To prawda, wszelkie myśli o tajemniczym odejściu chłopaka o blond włosach mogli już puścić w niepamięć. Czuł na swojej ciepłej, wręcz gorącej ręce wszystkie ruchy Lexaire. Każde wzruszenie ramionami, każde wzdrygnięcie. Nie miał jednak zamiaru odsuwać się od dziewczyny, potrafiącej przybrać zwierzęcą, chowańcową formę. To było nawet całkiem przyjemne uczucie.
- No, możesz się na przykład schować w szklarni i udawać roślinkę - dał przykład użyteczności zamiany w chowańca Wolfgang, uśmiechając się. Czasami żałował, że urodził się czarodziejem, a nie jakimś elfem, czy chowańcem. Bycie zwykłym uczniem Francesy nie było tak ekscytujące jak wysysanie komuś krwi, czy... elfowanie. Nie wiedział w sumie, co robią na co dzień elfy, ale pewnie było to bardzo ciekawe. Chłopak wyczuł, jak ciało jasnowłosej zadrżało, gdy wspomniał o wampirze, lecz nie wiedział, czym to było spowodowane. Wolał też z tego nie żartować, bo kto wie, co skrywa przeszłość. Może jakieś fobie? Cokolwiek.
- Nie, oczywiście że nie. Pewnie maskują się na tyle dobrze, że moje jedyne oko nie dostrzega z kim ma do czynienia - zażartował, zauważywszy podniesione brwi Lexaire. W tej szkole niemożliwym było uniknięcie kontaktu z innymi rasami, a on sam nie miał jakichkolwiek zahamowań. Rasistą w żadnym stopniu nie był, co zresztą byłoby dziwne dla kogokolwiek we Francesie.
Zawiesił na dłużej wzrok swojego oka na będącym na przeciwko siebie oczku dziewczyny. Latało na wszystkie strony, biegało po jego ciele, odczuwał lekkim dreszczykiem to, że Lexaire spoglądała na niego. Co dziwne, to jego jedyne oczko było dość bystre. Rekompensowało w pełni brak drugiego i potrafiło widzieć zastanawiająco dużo. Toteż zarówno poczuł jak i przyuważył lekki ruch ręki dziewczyny.
- Co to za uśmiech? Jak gdybyś szykowała jakiś niecny plan - zapytał pół żartem pół serio. Taki uśmiech dodawał jej uroku, ale czuł, że to był jeden z tych mrocznych uśmieszków, które zwiastowały choćby maleńkie i przyjemne, a przynajmniej nie dostarczających zmartwień problemów.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lexaire



Liczba postów : 53
Join date : 12/12/2014

PisanieTemat: Re: Wielki ogród    Nie Gru 28, 2014 3:43 pm

Słysząc o chowaniu się w szklarni i udawaniu roślinki, przez jej myśli przebiegła cała masa podobnych możliwości. Między innymi wkradnięcie się do gabinetu dyrektorki i przespanie całego dnia na jednej z szaf, by pozostać niezauważonym. Albo pod biurkiem, o! Jedno było pewne - musiała to później na poważniej rozważyć.
- W sumie... tak, to ma sens. - Pokiwała lekko głową, trochę zawstydzona faktem, że tak bez zbędnych ceregieli uwierzyła w dosłowne przesłanie "nie spotykania się z innymi rasami", nawet nie zastanawiając się nad fizyczną możliwością tego.
Szczerząc się dalej, już praktycznie zapomniała, że była o krok od tyknięcia jego opaski, kiedy wraz z jego słowami po jej plecach przebiegł zimny, choć na swój sposób przyjemny dreszcz. Poczuła się jak przyłapany na gorącym uczynku zbir mimo, że tak naprawdę ledwo się za owy niecny plan wzięła!
- Ja? Niiijeee. - Mówiąc to leniwie pokręciła głową na boki, nieco szerzej otwierając oczy. Taka tam teatralna mimika sugerująca najprawdziwsze w świecie zdziwienie, niewinność i szczerość jednocześnie. Chwilę tak jeszcze trwała, jako że postanowiła grać głupią do samego końca - udając, że nie wie o co mu chodzi - ale zaraz, wraz z upływem kolejnych sekund, na jej ustach zaczął gościć znów ten sam szeroki uśmiech.
- Może... może jednak jakiś plan miałam - powiedziała powoli, dokładnie wymawiając każdą sylabę. Po chwili znów unosiła dłoń i początkowo także mogło się wydawać, że w kierunku jego opaski. Niestety, a może i stety, zatrzymała ją tuż na wysokości jego szyi i delikatnie przejechała opuszkami po jego skórze zaraz pod żuchwą. Ot, by sprawdzić, czy ma łaskotki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfgang



Liczba postów : 50
Join date : 05/12/2014

PisanieTemat: Re: Wielki ogród    Nie Gru 28, 2014 5:34 pm

Wolfgang stwierdził jednak, że nie nadawałby się na chowańca, odczuwał, że jego natura była za mało figlarna i psotliwa. Może i miał trochę pomysłów, ale raczej nie potrafiłby wprowadzić ich w życie. Był spokojniejszym człowiekiem, który przecież cenił sobie książki, aromatyczną szklarnię, ciepły napój przy kominku. Nie znaczyło to jednak, że nie lubił innych rzeczy. Przebywanie w pobliżu Lexaire sprawiało mu przyjemność, z każdą upływającą sekundą wręcz coraz większą.
- A Ty się wydałaś, że nie jesteś zwykłą czarodziejką, tylko chowańcem. Masz pana, lub panią? - spytał, przypominając sobie informacje o innych rasach, które wyczytał. Również postanowił wzrokiem przejechać dalej, niż tylko wgłąb oczu dziewczyny. Miała na sobie spódniczkę, z której dolnej części wystawały dwie, piękne, zgrabne nogi w zakolanówkach. Szybko wrócił wzrokiem na twarz dziewczyny, mając nadzieję, że nie obserwowała w tym momencie jego oka.
- Nie wierzę - powiedział, kręcąc lekko głową. Mimo, że znał ją tylko kilka chwil, już wiedział, że taki ton głosu, taka minka i taki gest, jaki wcześniej wykonała, nie były tylko na pokaz. No i po chwili dowiedział się, że jednak miał rację.
Wzdrygnął się lekko pod delikatnym, subtelnym dotykiem zwinnych paluszków Lexaire. Tak go zafrasował plan jasnowłosej, że aż mu się zrobiło cieplej na twarzy.
- A czy można wiedzieć, jaki to plan? - dopytał na wszelki wypadek i przełknął ślin, ze wzrokiem wpatrzonym, mimowolnie, w usta Lexaire, jakby chcąc wyłapać jej słowa zanim dotrą do jego uszu. A może po prostu nie chciał, by jej wzrok przewiercił go na wylot?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lexaire



Liczba postów : 53
Join date : 12/12/2014

PisanieTemat: Re: Wielki ogród    Nie Gru 28, 2014 8:44 pm

Gdyby tylko Wolfgang wiedział, że przecież bycie chowańcem to niekoniecznie psoty i zabawy, to może zmieniłby zdanie o swoim nadawaniu się na niego, humh. Z drugiej też strony Lex trochę mu zazdrościła tego, że jest czarodziejem - w sumie to zazdrościła każdemu, kto mógł bawić się magią na każdy dowolny sposób. Zaśmiała się cicho na pytanie, czy ma właściciela. W jej własnym odczuciu brzmiało to co najmniej tak, jakby była czyjąś niezaprzeczalną własnością.
- Raczej nie ma osoby, która by ze mną wytrzymała jeden dzień, a co dopiero całe życie - odpowiedziała i zaraz ponownie się zaśmiała. Może i w tej chwili podchodziła do tego żartobliwie, ale tak naprawdę niezbyt jej było do śmiechu jeśli chodziło o Mistrza. W końcu marzeniem każdego puchacza było znalezienie kogoś, komu można oddać całe swoje niewielkie serduszko i wesołą duszę. No, a przynajmniej było to marzeniem Lexaire, która powoli czuła, jak gorąca fala zalewa jej policzki - a wszystko to wywołane przez Wolfganga, którego cały czas uważnie obserwowała i trudno by nie widziała, jak jego spojrzenie zjeżdża w dół.
- To zależy... - Wzruszyła ramionami w odpowiedzi na pytanie o plan. Zwilżyła usta czubkiem języka i przeniosła oczy na miejsce, którego dotykały jej palce. Skoro nijak nie skomentował jej ruchów ani też nie uciekł na drugi koniec ławki, to poczuła się w obowiązku kontynuować badanie jego ciała, a jakoż! Zaraz przesunęła opuszkami palców nieco w dół, niczym rasowy wampir napawając się wyczuwaniem pulsu Wolfganga.
- Czy wolisz bym Ci powiedziała czy pokazała - dodała zaraz, zjeżdżając jeszcze ciut niżej, prawie do obojczyka. Ciekawiło ją to, że chłopak nie reagował na tak delikatne "łaskotki" i jeszcze bardziej ciekawiło ją to, czy udawał i w środku się skręcał czy faktycznie nie miał gilgotek. Oto była zagadka!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfgang



Liczba postów : 50
Join date : 05/12/2014

PisanieTemat: Re: Wielki ogród    Sro Gru 31, 2014 4:55 pm

To właśnie jedna z gaf, jakie mógł popełnić laik, jeśli chodzi o tematy chowańców, ich relacji z czarodziejami i tym podobnych. Osoba związana z chowańcem nie nazywała się przecież jego, czy też jej, właścicielem, lecz Panem, a panowały między nimi warunku zbliżone do partnerskich, a nie własnościowych, czy też niewolniczych. Co jednak nie zmieniło faktu, że Wolfgang bardzo się zdziwił na słowa dziewczyny. Chyba po prostu nie znalazła nikogo, kto byłby jej wart. Jednak to właśnie było piękne, że chowaniec mógł mieć jednego pana, panią i musiał też się trochę natrudzić, by go odnaleźć i zawrzeć z nim umowę.
- Dla mnie przyjemnością byłoby móc spędzać z Tobą wolne chwile - powiedział po chwili zastanowienia. Znowu ta jego szczerość, nie potrafił jakoś ugryźć się w język, lub ubrać w łagodniejsze słowa takich wyznań. Uznawał to za swój minus i wadę, taka bezpośredniość mogła go wplątać w niewygodne, dziwne sytuacje.
Będąc pod wpływem paluszków Lex, czuł coraz mocniejsze mrowienie w miejscu, gdzie był dotykany, jednak nie były to łaskotki jak w różnych miejscach typu brzuch, czy stopy. To był takie bardzo przyjemne uczucie, takie, że próżna natura chłopaka nie chciała ich przerwać. Chyba zbyt długo wpatrywał się w usta jasnowłosej, bowiem ta aż przejechała po nich językiem. Skrytykował w duszy swój zaczynający szaleć testosteron, na szczęście jednak nie wszystkie szczegóły da się łatwo zauważyć.
- Pokaż, na słowo Ci nie uwierzę - powiedział i aż uniósł odruchowo rękę, by powstrzymać ruch Lexaire, ale po chwili bezradnie ją opuścił i aż zmrużył swoje sprawne oczko. Pomyślał, że po zmianie w ludzką postać chyba role chowańca i osoby, wyglądającej jak pan się zamieniły, jednak szybko i ta myśl została z jego głowy wyparta.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lexaire



Liczba postów : 53
Join date : 12/12/2014

PisanieTemat: Re: Wielki ogród    Czw Sty 01, 2015 8:55 pm

Akurat relacje między chowańcami a ich Mistrzami mogły być najróżniejsze! Poczynając od typowo partnerskich, a na czysto niewolniczych kończąc. Wszystko zależało bowiem od charakterów obu stron i tego, jakie stosunki między nimi panowały. A że Lexaire nie była dość uległą osobą... cóż, nie wyobrażała sobie siebie jako posłusznego zwierzaczka swojego Pana i Władcy. Nie, nie, nie. Pokochanie Mistrza to jedno, oddawanie mu życia to drugie, ale całkowite podporządkowanie się to zupełnie co innego, czego Lex nie potrafiłaby nigdy, przenigdy zaakceptować. Brr. Aż jej się włos jeżył na głowie na samą myśl o tym! Słysząc wyznanie Wolfganga, jej oczy aż błysnęły jakimś dziwnym blaskiem, a ona sama przeniosła swój wzrok w górę, na jego jedyne oczko. Zastygła na chwilę w takiej pozycji, z ręką wciąż na jego szyi.
- N-naprawdę? - zapytała po dłuższej chwili prób przewiercenia go wzrokiem na wskroś. Zdawało jej się, że był szczery, ale Lex doświadczona podobnymi zachowaniami wolała być czujna i upewnić się, pytając. Na zewnątrz może wydawała się dziwnie spokojna (no, może poza tymi oczyma, które błyszczały jak miliony monet), w środku jednak toczyła najprawdziwszą walkę nad pohamowaniem własnego entuzjazmu. Najchętniej to rzuciłaby mu się na szyję i zaproponowała, żeby wzięli ślub aka zawarli umowę i byli ze sobą aż do końca dni, no ale mając jeszcze trochę tego oleju w głowie Lex wiedziała, że tym sposobem tylko by go do siebie zraziła, a może i gorzej. Siedziała więc i siedziała, wpatrując się w jego oko, słysząc bicie własnego serca, którego miała nadzieję on z kolei już nie słyszy. Po chwili przełknęła głośno ślinę.
- Uhm... ja też... Znaczy! Dla mnie też... - wybąkała cicho, choć też nie tak, by nie mógł zrozumieć co mówi. Przez krótki moment miała ochotę zapaść się pod ziemię albo wsadzić głowę w kubeł zimnej wody, byleby tylko pozbyć się tego gorąca z twarzy. Kilka sekund tak jeszcze nad tym dumała w głowie, aż wreszcie głos Wolfganga przywrócił ją z powrotem do świata żywych. Zamrugała nieprzytomnie, spoglądając na jego uniesioną rękę, która zaraz znów znalazła się niżej. Gdyby była taka możliwość, to najpewniej nad jej głową zaświeciłby się teraz znak zapytania, bo tak zaabsorbowana wcześniejszym wyznaniem Lex kompletnie przestała ogarniać co się wokół niej działo.  
- A, tak. Gotowy? - Kiwnęła lekko głową, jak tylko przyswoiła sobie to co wypowiedział. Pokazać. Zaprezentować. Żeby uwierzył. Zgodnie z jego wolą, Lex przekręciła się nieco bardziej przodem do niego i uniosła drugą rękę, napierając swoim drobnym ciałkiem lekko na jego. Jej palce pierw delikatnie i powoli poruszały się po wolfgangowej szyi, jednak z każdą kolejną mijaną sekundą łaskotki nabierały tempa i intensywności - tak, że w pewnym momencie sama Lex zaczęła chłopakowi współczuć, bo na jego miejscu chyba umarłaby ze śmiechu. Miała też nadzieję, że Wolfgang nie wpadnie na żaden szarlatański pomysł zrewanżowania się jej, bo to by zdecydowanie oznaczało łaskotkową wojnę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfgang



Liczba postów : 50
Join date : 05/12/2014

PisanieTemat: Re: Wielki ogród    Pią Sty 02, 2015 4:01 pm

Tak, stanowczo nie był specjalistą od chowańców. Mimo, że w tej szkole spędził już nie jeden rok, dalej fascynowały i zastanawiały go inne rasy, żyjące w domu Queersów. Bo tam było ich najwięcej. Zresztą jego wybrane przedmioty nawet nie dotykały zagadnienia czy to wampirów, czy elfów, czy chowańców. Interesował się tą bardziej mistyczną, tajemniczą stroną magii. Przez głowę przeleciała mu myśl, że powinien niedługo udać się do pracowni alchemicznej i nawarzyć mikstur na zapas, bowiem teraz miał przy sobie tylko puste fiolki. Po krótkiej chwili wrócił jednak do siebie, siedzącego przy pięknej dziewczynie, na ławce w ogrodzie przy szkole.
- Oczywiście - odpowiedział, bo przecież nie miał już co udawać, że nie chciał tego w ten sposób powiedzieć i zwiesił wzrok na czubki swoich butów. Nic dziwnego, że Lex w ten sposób zareagowała na jego słowa. Były zbyt gwałtowne.
Uśmiechnął się słabo, nie odrywając oczka od podłoża.
- Cieszy mnie to, Lexaire - powiedział już powracając z błyskiem w oku na twarz jasnowłosej. Teraz jednak, jako że łaskotki zaczynały go przytłaczać, chciał zmienić temat. Wygiął szyję by zmiażdżyć lekko palce Lex i uniemożliwić jej łaskotanie go, po czym szybkim jak na siebie ruchem wcisnął rękę pod odsłoniętą paszkę chowańca i rozpoczął kontratak! Póki jeszcze był w pełni sił nie mógł sobie pozwolić na takie owładnięcie i bycie łaskotanym, o nie. Dopóki miał siły, dopóty nie da się załaskotać na śmierć.
- Zawsze jestem gotowy na łaskotanie - zaśmiał się, nie przestając łaskotać dziewczyny w jednym z tak czułych przecież punktów dla wielu osób. Ryzykował co najwyżej, że to złe miejsce i zmasowany atak Lexaire, ale to nie była jakaś tragiczna wizja.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lexaire



Liczba postów : 53
Join date : 12/12/2014

PisanieTemat: Re: Wielki ogród    Pią Sty 02, 2015 10:49 pm

Lexie czasami żałowała, że znajduje się w Queers. Owszem, byli najliczniejsi pod względem różnorodności rasowej, aaale z drugiej strony był to taki kocioł misz maszu, że strasznie łatwo było się w nim pogubić. Może na to nie wyglądało, ale Lex - choć samej będąc iście roztrzepaną i niezorganizowaną - nie lubiła chaosu. Zdecydowanie bardziej odnajdywała się w świecie uporządkowanym, stąd dużo bardziej ciągnęło ją ku domom czarodziejów. Właśnie! Ciekawość sprawiła, że Lex zerknęła na sekundkę na charakterystyczny element mundurka chłopaka, zdradzający jego "przynależność domową". Niby wcześniej już się Wolfgangowi przyglądała, ale aż do teraz nie zwracała na to takiej uwagi - ot, było to było, bez zbędnego rozwodzenia się nad tym. Zauważając fioletowy kolorek, aż uśmiechnęła się do siebie w myślach. Co prawda nie pamiętała nazwy domu i cech dominujących u podopiecznych, ale kojarzyło jej się to ze Szwajcarią. Może chodziło o to, że byli neutralni? Cóż, Lexiu nie wiedziała do końca i chwilowo niezbyt chciała się w to wgłębiać. Tym bardziej, że łaskotanie Wolfganga naprawdę pochłaniało jej energię! Wbrew obiegowej opinii ta mistyczna sztuka gilgotania nie była taka łatwa i hop siup, jak mogłoby się wydawać. Oczywiście były osoby, których nie trzeba było nawet dotykać a jedynie wykazać chęć pogilgotania ich, by zaczęły się turlać ze śmiechu (i do takich Lexaire należała), ale z drugiej strony były bardziej wytrwałe persony (do których wg. mniemania dziewczyny Wolf się zaliczał). A na takie cośki trzeba było mieć sposób! I już się do tego zabierała, już już castowała spelle i miała na Wolfgangu zaprezentować tajemne łopsa łopsa skille, kiedy poczuła na sobie jego odwet. Momentalnie podskoczyła na ławce.
- Ty... Ty... Ty... - i tylko tyle była w stanie z siebie wydobyć, bo zaraz jedyne co dało się słyszeć to jej gromki śmiech. Automatycznie zaprzestała łaskotania go, za to zaczęła się wiercić byleby tylko złagodzić efekt łaskotek, jednocześnie rękoma próbując jakoś zahamować jego własne. Kiepsko jej to szło, bo bądź co bądź dziwne uczucie gilgotek dość ją... zaabsorbowało.
- To... podłe...! - wyjęczała w przerwie śmiechu, po czym przymknęła oczy i aż z bezsilności oparła głowę o jego ramię. I na powrót jedynym co dało się usłyszeć było połączenie "hahaha" z "hehehe", gdzieniegdzie przeplatane z "hihihi". Oczywiście w międzyczasie piszczała coś w stylu "przestań" bądź inne błagania, no ale... Nie chcąc się tak łatwo poddawać, zebrała w sobie całą siłę i wyciągnęła rękę, by znów go połaskotać. Po brzuchu, a co!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfgang



Liczba postów : 50
Join date : 05/12/2014

PisanieTemat: Re: Wielki ogród    Nie Sty 04, 2015 6:29 pm

- Queers, co nie? - spytał jeszcze jak gdyby sam siebie, myśląc o podziale na domy. Dziwiło go to, że wielu czarodziejów było negatywnie nastawionych do członków tego domu. Może i to prawda, że członkowie większości innych ras byli silniejsi, żyli dłużej i mieli wiele cech, dzięki którym przewyższali zwykłych uczniów, ale czy ten w sumie strach przed lepszymi był powodem do jakiejkolwiek niechęci, czy, co gorsza, nienawiści? Po nim było wręcz z daleka widać, że był członkiem Veneficus, chociaż nawet gdyby był nagi, z jego cech charakteru też łatwo by było wyczytać do jakiego domu należy. Nigdy nawet nie pomyślał, że mógłby być w Saevie, Diligens czy Ordinarium. Nie pasowałby tam. A przynajmniej nie tak bardzo jak do Fioletowych. Spojrzał odruchowo na swój krawat. To był ten zdrajca. Po chwili jednakże nie miał już możliwości, by skupiać się na takich szczegółach, bo Lexaire zamierzała wyprowadzić kolejny atak na jego ciało!
- O nie nie, nie tam - odskoczył jak oparzony, gdy łapka dziewczyny zamierzała powędrować w stronę jego brzucha. Bardzo szybko byłby rozbrojony, jakby Lex udało się rękoma połaskotać go po brzuchu i po bokach. Nie mógł do tego dopuścić. Chwycił jasnowłosą za rękę, drugą schodząc na jej boczek, tam się ciężej obronić, a przecież Wolfgang miał nad nią przewagę długości rąk, był przecież wyższy.
- Co jest podłe? Śmiech to zdrowie - uśmiechnął się złowieszczo, choć pokłosie tych wszystkich gwałtownych ruchów dopiero miało nadejść. Na razie był jeszcze w pełni sił, ale czuł, że z każdą sekundą walki o łaskotkową hegemonię i dominację słabł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lexaire



Liczba postów : 53
Join date : 12/12/2014

PisanieTemat: Re: Wielki ogród    Wto Sty 06, 2015 6:07 pm

Lex musiała przyznać, że takie opieranie się o wolfgangowe ramię miało swoje plusy. Było jej wygodnie i cieplutko, a to przecież było najważniejsze! Gdyby tylko zniwelować te łaskotki, to kto wie... może nawet by na nim usnęła? Przekręcając nieco głowę na bok, Lex wciąż cała się chichrała. Nie potrafiła pohamować śmiechu, który był reakcją na czyny jedno-ale-dwuokiego. I choć wydawało się, że jest cała zaabsorbowana śmianiem się, to doskonale poczuła jak ten odskakuje. Ba! W porę się nawet zorientowała i nim przywaliła głową w ławkę albo a kolana chłopaka (w zależności jak daleko odskoczył), wolną ręką oparła się i przytrzymała swoje ciałko w jako tako siedzącej pozycji. Przynajmniej na chwilę, bo w taki sposób była całkowicie nastawiona na jego kontratak, czego on - ku jej niby niezadowoleniu - nie zaprzepaścił. Z tak ujętym przez niego nadgarstkiem oraz szerokim uśmiechem na buzi Lex zaczęła na powrót się wiercić. Już to jej nie robiło żadnej różnicy, czy siedziała na ławce, czy leżała na ziemi. Mrużąc oczy, próbowała między kolejnymi chichami łapać spore hausty powietrza do buzi. Mogło się wydawać, że biedna i mała, pokrzywdzona kontratakiem Lex poddała się i zaraz wzniesie do góry białą flagę błagając o rozejm, ale nic bardziej mylnego. Chwilę dała mu się ponapawać wygraną, po czym zacisnęła mocno usta i tym razem to ona chwyciła go za nadgarstek. Oczywiście tej ręki, która ją łaskotała.
- Jeszcze zobaczymy. - Mówiąc to, Lexaire zwilżyła czubkiem języka wargi i ponownie naparła na chłopaka całą sobą. Nie na tyle mocno, by go zrzucić z ławki, ale też na tyle, by móc znaleźć się dostatecznie blisko niego i wykonać ruch, który wedle jej mniemania miał jej przynieść zwycięstwo. Czym prędzej więc przybliżyła do Wolfganga swoją twarz, spojrzała mu prosto w oczy i uśmiechnęła się, po czym  pochyliła jeszcze bardziej i wpiła wargami w jego szyję. Naturalnie, nie miało być słodko i romantycznie, o czym chłopak zaraz się musiał przekonać, czując jak na jego skórze zaciskają się drobne ząbki. Nie dotkliwie, ale jednak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfgang



Liczba postów : 50
Join date : 05/12/2014

PisanieTemat: Re: Wielki ogród    Wto Sty 06, 2015 8:16 pm

W takich właśnie momentach Wolfgang jeszcze głębiej wierzył i miał w głowie myśl o tym, że nie ma różnicy, jakiej się jest rasy, są sobie równi. W tym momencie nawet nie odróżniłby, czy o jego ramię opierała się czarodziejka, czy elfka, czy chowaniec w ludzkiej formie. Była równie miła i ciepła w dotyku. Jak można było w ogóle sądzić ludzi i inne humanoidy na podstawie ich rasy? Nie mógł tego zrozumieć, jednak może to ta jego wrodzona neutralność nie pozwalała mu myśleć inaczej o Lexaire, niż po prostu jak o pięknej dziewczynie.
Co do odsunięcia to nie zrobił tego aż tak drastycznie, to był leciutki odskok, dzięki któremu mógł zdążyć z obroną swojego brzucha i chwytem za rękę jasnowłosej. Nie pozwalał jej jednak spaść na ziemię, więc łaskocząc po brzuszku dziewczyny zachowywał pewien umiar. Słysząc śmiech chwilowo bezbronnej Lexaire, aż sam się uśmiechnął, oddychając nieco głębiej niż zazwyczaj. Jej ciało było tak przyjemne w dotyku, że najchętniej by się zatrzymał i jedynie delikatnym ruchem pomasował ją po bokach, ale teraz była wojna, a jej Wolfgang nie zamierzał przegrać. Lekceważenie kochanej przeciwniczki jednak było błędem ze strony chłopaka, choć na takie błędy i takie konsekwencje mógł sobie Wolf pozwalać całe dnie. Poczuł, jak malutka rączka Lex zaciska się na jego nadgarstku. To zwiastowało wielkie kłopoty. Nagle poczuł falę ciepła i delikatne mrowienie w karku, gdy twarz Lexaire znalazła się tuż przed jego okiem. Przełknął gorączkowo ślinę, a już po chwili wręcz w dziwny sposób jęknął. Taka jest wada jednego oka, dużo mniej rzeczy widać i jedynie czucie, które teraz uruchomiło się w jego szyi, wskazywało mu na to, co dziewczyna robi.
- C-co Ty - powiedział, automatycznie odginając lekko szyję do tyłu. Ręce miał teraz jak z waty, bowiem na jego szyi zaciskały się lekko ostre, lecz zadziwiająco przyjemne zęby dziewczyny. Nie wiedział, czemu tak wręcz osłabł, jeszcze chwilę temu mógł łaskotać Lexaire w nieskończoność, a teraz? Jakby się poddał. Z całych sił podniósł rękę i oparł ją na ramieniu dziewczyny, lekko zaciskając palce. Jeśli tak zamierzała wygrać, to to było strasznie nie fair!





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lexaire



Liczba postów : 53
Join date : 12/12/2014

PisanieTemat: Re: Wielki ogród    Wto Sty 06, 2015 10:45 pm

W zasadzie, jeśli już być całkiem szczerym i poważnym, to Lexaire w swojej humanoidalnej postaci nie różniła się niemalże niczym od typowych ludzi. Niemalże, bo jednak był jeden szkopuł, który zdradzał jej przynależność do rasy typowo nie-człowieczej. Uszy. Kocie, prawie że białe uszy, które tkwiły na jej łbie i wystawały spod jej równie jasnych włosów. Teraz także, choć na całe szczęście Wolfgang nie robił wokół nich żadnego szumu, przez co Lex mogła udawać, jakoby nie zdawała sobie sprawy z ich istnienia. Gdyby jednak chłopak odkrył tajemnicę, która się wraz z ich posiadaniem kryła, to... brr! Lex nawet nie chciała o tym myśleć. To było zbyt straszne, zbyt bardzo napawało ją czarnymi scenariuszami. Aż lekko wzdrygnęła. Wbijając ząbki ciut mocniej w Wolfganga, oddała się gryzieniu go w całości, pozwalając by czynność ta pochłonęła jej umysł i ciało. Tym bardziej, że dał jej swoiste pozwolenie na to! A tak, tak. Nie odepchnął jej, a to według małego umysłu Lex można było zaliczyć jako niezaprzeczalną zgodę. Ba, z lekkim naciągnięciem mogła uznać, że mu się to podoba... I tak chyba zrobiła, bo ani myśląc się od niego odklejać, rozluźniła uścisk dłoni wokół jego nadgarstka i uniosła ją, by zacisnąć ją na jego fioletowym krawacie. Dłuższą chwilę tak trwała, po czym powoli, stopniowo zmniejszała i tak nieduży nacisk na jego szyi, aż w końcu Wolf mógł na powrót czuć jedynie jej usta. W ramach jakiejkolwiek rekompensaty za ten czyn, Lex przejechała czubkiem języka po dopiero co gryzionym miejscu i leniwie odchyliła głowę.
- Jak to co? - Zamrugała ewidentnie zaskoczona jego pytaniem, które i tak sobie w głowie dokończyła, skoro on nie był w stanie tego zrobić. Czy to nie było oczywiste? Rany, rany. Znów patrzyła mu prosto w oko, czasami - być może z przyzwyczajenia do rozmówców posiadających widoczne obydwa oczy - zerkając na opaskę. Wciąż kusiła, ale nie tak jak wcześniej, dlatego Lexie nawet nie musiała się powstrzymywać, by ją odsunąć. Dopiero teraz też poczuła uścisk na ramieniu i na moment łypnęła w tamtym kierunku, po czym wróciła do obserwowania jego tęczówki.
- Wygrywam - dodała automatycznie i wzruszyła lekko ramionami. Nie odsuwając się choćby o milimetr, przechyliła głowę w stronę jego ręki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfgang



Liczba postów : 50
Join date : 05/12/2014

PisanieTemat: Re: Wielki ogród    Pią Sty 09, 2015 3:45 pm

No tak, uszka, to odróżniało z wyglądu Lexaire od czarodziejek. Jednak zapewne były zaklęcia, pozwalające paradować z takimi uszami i nawet nie były takie trudne. To Wolfgang wywnioskował ze swojej nauki zaklęć, znał trudniejsze zaklęcia, a nie uczył się ich jakoś specjalnie długo. Chłopakowi jednak wcale uszy Lex nie przeszkadzały, choć w obecnej chwili został przez jasnowłosą rozbrojony doszczętnie. Nawet nie wiedział, że przez zwykłe gryzienie może tak osłabnąć. Dodatkowo poczuł lekkie ciągnięcie za krawat, przez króciutką chwilę poczuł się jak wyłączna własność dziewczyny, ale szybko wygnał tę myśl z głowy. Jakby tego było mało, gdy tylko przestał odczuwać przyjemne ugryzienie, poczuł coś wilgotnego, a to mógł być tylko język chowańca. Aż zamknął usta i przez dobrą chwilę nie wiedział, co powiedzieć. Usłyszał słowa Lex jak przez mgłę. Widział jej oczy, choć na raz tylko w jedno mógł się wpatrywać. Poczuł, jak hormony w nim lekko wezbrały, oczywiście wiadomo, gdzie i w jaki sposób.
- Bitwę, ale nie wojnę - odpowiedział, po czym przeniósł rękę z ramienia chowańca na jaj buzię i pogłaskał ją po poliku. Była naprawdę piękna i potrafiła walczyć o swoje. Nie wiedział jednak, na ile może sobie w tej walce pozwolić. Z drugiej strony nie chciał być też zbyt pasywny, bo dziewczynie szybko by się znudziło. Nie chciał jednak powracać do takich standardowych łaskotek, choć śmiech nowej koleżanki wciąż rozbrzmiewał w jego uszach, wciąż widział jej roześmianą twarz. Lewą rękę wsunął jej pod bluzę, lekko masując i co jakiś czas przejeżdżając pazurkami po boczku Lex. Jeśli będzie mu to dane, oczywiście. Wtedy na pewno poczuje delikatną, aksamitną skórę, której dotykanie na pewno będzie czystą przyjemnością.
- Zazwyczaj nie walczę z nikim na łaskotki, więc nawet nie wiedziałem, że szyja jest tak wrażliwa - powiedział cicho, spoglądając w dół, na uda Lexaire. Teraz jakoś zjechał jego wzrok z oczu dziewczyny, wiedział, że jej piękne, brązowe oczy zniszczyłyby w proch resztki jego pewności siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wielki ogród    Today at 1:45 pm

Powrót do góry Go down
 
Wielki ogród
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
St. Francesa :: St. Francesa :: Tereny przyszkolne-
Skocz do: