Szkoła Magii i Czarodziejstwa
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sekretariat - pomieszczenie nr. 1

Go down 
AutorWiadomość
Léa Blanchard



Liczba postów : 33
Join date : 28/11/2014
Age : 24
Skąd : Darłowo

PisanieTemat: Re: Sekretariat - pomieszczenie nr. 1   Nie Gru 14, 2014 7:55 pm

Korytarz był pusty, jak widać godziny lekcyjne nie sprzyjały tłumom uczniów. W sumie to dosyć oczywiste... Żadnej zabłąkanej duszy, wagarowicza czy nawet kogoś idącego "namoczyć gąbki". Z drugiej strony Zoe było to na rękę. Nie lubiła tłumów więc pusty korytarz był przyjazny i przytulny - na swój dziwny sposób.
Ze względu na nadmiar krwi na odzieży, nabyty podczas spotkania w czytelni, zwanego luźnie integracyjnym, musiała zmienić ulubiony ubiór na wersję bardziej "casual". Czarne leginsy zamieniła na granatowe jeansy, sweter i koszulkę na bordową bluzkę z długim rękawem, odsłaniającą ramiona, zaś kozaki na zwyczajne, czerwone trampki. Nieco wilgotne na końcówkach, brązowe włosy rozpuściła, żeby szybciej wyschły, z kolei okulary nadal pozostawały te same, ot przetarte ściereczką. W dłoni trzymała kilka kartek, które szeleściły cicho wskutek szybkiego marszu dziewczyny.
Podeszła do drzwi sekretariatu i zapukała cicho. Nie czekając na odpowiedź wkroczyła do środka z radosnym uśmiechem na twarzy.
Jak tu ładnie! Ile książek... pomyślała z zachwytem, szybkim spojrzeniem omiatając pomieszczenie. Ale ten bałagan na biurku... dodała w myślach, zaciskając usta z niezadowoleniem. Jej perfekcjonizm niemal zmuszał ją do zrobienia porządku w miejscu pracy sekretarki. Właśnie, gdzie to ona jest? A, tu stoi.
- Dzień dobry - powiedziała z sympatią, zamykając za sobą drzwi i stając gdzieś na środku pokoju. - Doniosłam ostatnie dokumenty odnośnie biblioteki... - Spojrzeniem poszukała twarzy kobiety i... zamarła. Uśmiech, jak za machnięciem ręki, zniknął.
Włosy, oczy, rysy twarzy, nawet ubiór i postawa... Wszystko było identyczne i zgodne z opisami. Z ręki wypadły jej kartki, rozsypując się po podłodze. Na twarz Zoe wstąpił zachwyt pomieszany z przerażeniem. Zgubiła też pióro, które cicho opadło obok.
- Bellona...? - wydukała półszeptem. Było dużo książek, w których opisywano dzieje starej Francesy i mnóstwo razy mówiono w nich o - aktualnie - sekretarce. Była traktowana jak legenda albo opowieść, której postępkami straszy się niegrzeczne dzieci. Chyba wspominali też coś o jaguarze. Poszukała go wzrokiem. Nie ma. Uff, jaka ulga. Czyli nic nie skoczy jej do gardła (chyba).
- Ty naprawdę istniejesz? - to było bardziej jak stwierdzenie niż pytanie. Jeśli to pomyłka - cóż. Raczej mało osób o niej słyszało. Z racji, że Léa jako zwierzołak miała swoje lata to co nieco obiło jej się o uszy.
Chociaż nie przypominała sobie żeby ktokolwiek pisał coś o okularach. Pogorszył jej się wzrok?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Léa Blanchard



Liczba postów : 33
Join date : 28/11/2014
Age : 24
Skąd : Darłowo

PisanieTemat: Re: Sekretariat - pomieszczenie nr. 1   Sob Gru 20, 2014 3:48 pm

Zoe z ogromną chęcią pooglądałaby wszystkie groteskowe rzeczy znajdujące się na półkach lub w ogóle zwróciła większą uwagę na szczegóły ale jak widać nie miała jakiejkolwiek możliwości. Zanim zdążyła w ogóle wyciągnąć rękę żeby podać papiery zostały jej one brutalnie wyrwane z ręki, wręcz wyszarpane. Léę przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Poczuła niepokój. Tak jakby przez pomyłkę wkroczyła do jaskini bestii. W sumie było w tym sporo prawdy. Na dalsze słowa kobiety uniosła tylko wysoko brwi w zdumieniu. Co to jest fejsbuk? I ta reszta... Miała prawo nie wiedzieć, nie miała odwagi zapytać. Nie umiała obsługiwać komputera i nic nie wskazywało na to żeby kiedykolwiek chciała zmienić ten stan rzeczy. Od technologii wolała raczej stare rozwiązania i towarzystwo książek.
Śmiech powinien wzbudzić pozytywne emocje ale zamiast tego Zoe oblał zimny pot. To nie był chichot człowieka o zdrowych zmysłach. Jak na razie wszystko, co niegdyś czytała, było prawdziwe i stało przed jej oczami w postaci Bellony, (nie)żywej legendy. Zanim zdążyła chociażby wysilić się na słaby uśmiech została popchnięta do drzwi. Jej dłoń odruchowo powędrowała w stronę głowy jednak zawisła w powietrzu kiedy Léa poczuła na gardle chłodną stal ostrza.
Strach to nie jest słowo, które dobrze opisałoby aktualnie odczucia dziewczyny. To było przerażenie, wręcz zwierzęce poczucie zaszczucia. Zapragnęła uciec gdzieś na wysoki punkt, poza zasięgiem morderczyni i obserwować ją z bezpiecznej odległości. Nawet nie zwróciła uwagi na to, że zgubiła pióro, tym razem czarne, które powoli opadło pod nogi napastniczki.
Zacisnęła mocno powieki. Otworzyła usta ale jedyne co się z nich wydobyło to cichy jęk. Spróbowała ponownie, tym razem krzycząc.
- NIE JESTEM ANI Z FBI ANI Z INTERPOLU JESTEM ZWYKŁĄ BIBLIOTEKARKĄ - wyrzuciła z prędkością karabinu maszynowego. Nóż nie zniknął więc i ona nie otwierała oczu. W głębi duszy szykowała szyję na cięcie i ból. W umyśle kołatała wizja nieuchronnej śmierci.
- Znam... Z książek znam - bąknęła, powoli unosząc powieki i ostrożnie obserwując Bellonę. Miała wrażenie, że jeden nieostrożny ruch przyspieszy jej zgon. Na zadane pytanie przełknęła ślinę, co było dosyć trudne zważywszy na ostrze.
- Mogę sobie tylko wyobrażać, nie jestem mordercą - zaczęła, nabierając nieco pewności siebie. Skoro i tak zginie to po co się martwić? - Trzeba mieć umysł stratega i stalowe nerwy żeby móc w taki sposób zapisać się w historii Francesy i świata w ogóle - dodała. Fakt, przerażała ją stojąca przed nią postać ale z drugiej strony wzbudzała w Zoe podziw. Jak dobry łeb trzeba mieć żeby dokonać tego wszystkiego?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Léa Blanchard



Liczba postów : 33
Join date : 28/11/2014
Age : 24
Skąd : Darłowo

PisanieTemat: Re: Sekretariat - pomieszczenie nr. 1   Czw Gru 25, 2014 1:31 am

Nóż opadł bezgłośnie a wraz z nim ręka Zoe. Zaczynała już nawet odczuwać ulgę i niejaką swobodę kiedy ponownie stal przylgnęła do jej szyi. Znowu drgnęła, tym razem jednak obie dłonie zacisnęła kurczowo na swoich spodniach. Ot taki odruch, wynik strachu. W umyśle kołatało jej tak dużo rzeczy, że nie miała pojęcia jak je pozbierać do kupy. Jak mogła wiedzieć za dużo? Gdyby ktoś w książce napisał zbyt wiele Bellona na pewno by go dorwała i publikacja nie ujrzałaby światła dziennego. Tak przynajmniej sądziła Léa. Wszelką próbę jedynej możliwej formy ucieczki poprzez omdlenie czy nawet zaśnięcie skutecznie powstrzymywała napastniczka, odwracając jej uwagę od będącego na wyciągnięcie ręki stanu błogiej nieświadomości chociażby przez proste oblizanie ust. Albo dosyć dobitne dźganie w biust. Uciekła spojrzeniem w bok, starając się nie wyobrażać sobie jak nóż przez przypadek wylatuje z ręki Bellony i zmienia  Léę w amazonkę. Bez obaw, nie zamierzała nawet próbować pyskowania czy buntu.
Bibliotekarka była chyba jedyną na tyle głupią osobą, która zamiast zignorować monolog kobiety postanowiła go... przeanalizować.
- Anarchia to ślepe podążanie za wolnością. Można to nazwać upośledzoną formą władzy. - Urwała na moment, rozważając jedną z kwestii. Chwilowo zapomniała o nożu na gardle. - Świat już jest zniszczony. Polityka nie ma tu raczej wiele do gadania. Technologia nas zabija, jak seryjny morderca - powoli i po cichu.
Zamknęła usta i je otworzyła - jak ryba wyjęta z wody i rzucona na piasek. Jej ciałem wstrząsnął tak gwałtowny skurcz mięśni, że Bellona na pewno go poczuła. Co poradzić, była tchórzem, a dosłownie moment temu poczuła jak nagrzana ciepłem z jej skóry stal tnie delikatną skórę szyi. Krew spłynęła w dół, Zoe miała wrażenie, że ją pali jak żywy ogień. Ponownie zacisnęła oczy, wszelaka chęć na rozmowę zniknęła.
Pewnie wrócę jako duch, mam niedokończone sprawy... W sumie jakie sprawy? Zaskoczona uniosła powieki, dźgnięta nagłą myślą. A jaki ja mam cel w życiu? W gruncie rzeczy nigdy tego jakoś dokładniej nie rozważała, zbyt dużo czasu spędzała czytając by rozmyślać nad swoją nudną egzystencją.
Nie miała sposobności lepiej tego przeanalizować. Jej świadomość błyskawicznie powróciła gdzieś z tyłów głowy kiedy nagle, jakimś dziwnym sposobem, przeleciała przez pół pokoju i opadła na coś twardego. W dodatku to coś złapało ją w pasie. Przynajmniej ręce miała wolne. Odruchowo przetarła rękawem krwawiącą szyję. Język "wrócił" na swoje miejsce. Zwłaszcza, że po raz pierwszy od nagłej napaści zostało jej zadane pytanie.
- W co wierzę...? - powtórzyła głucho, wbijając nieobecne spojrzenie w drewnianą podłogę gabinetu. Dobre pytanie, przemknęło jej przez głowę. Nie mogła jednak milczeć, na szali leżało jej życie. - Chyba w nic nie wierzę. Wszystko niedługo szlag trafi, sami na to pracujemy - powiedziała zgodnie z prawdą.. Gdzieś głęboko w środku umysłu odezwała jej się iskierka nadziei. Na logikę - jesteś przydatny to żyjesz. Schwyciła tę myśl.
- Mogę ci pomóc... - usłyszała swój głos. Zebrała wszystkie resztki odwagi jakie miała w sobie i wbiła spojrzenie w martwe, bezdenne oczy Bellony. W oczach Zoe błyszczała determinacja. - Mam dane personalne wszystkich ludzi w szkole. Każdego ucznia, nauczyciela, nawet woźnego. Poza tym moja biblioteka, składzik i czytelnia mogą być twoją bazą, kryjówką, lochem... Czym tylko zechcesz. Ty się bawisz, ja sprzątam. Co ty na to?
Propozycja nie do odrzucenia?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Léa Blanchard



Liczba postów : 33
Join date : 28/11/2014
Age : 24
Skąd : Darłowo

PisanieTemat: Re: Sekretariat - pomieszczenie nr. 1   Nie Sty 04, 2015 5:30 pm

Odruchowo powiodła wzrokiem za lecącą w dół (prawdopodobnie) szklanką. W jej oczach leciała w iście zwolnionym tempie. Szkło rozprysło na podłogę, jeden z odłamków lekko uderzył w jej stopę. Nawet nie poczuła. Była zbyt zaabsorbowana emocjami - czy raczej ich brakiem - na twarzy Bellony. Nic, kompletnie nic, nawet błysku w oczach, jakiejś postawy ciała, która chociażby określała jej zamiary czy humor. Z przestrachem przełknęła ślinę. Jak śmierć. Wzbudzało w niej to mieszane uczucia. Fascynację, przerażenie i jakiś dziwny rodzaj sympatii na raz. Lubiła inteligentnych ludzi a ona miała - jak to się mówi - "łeb jak sklep".
Podeszła do niej. Zoe odruchowo zacisnęła oczy widząc zmierzającą w kierunku swojej twarzy dłoń. Całe szczęście nie było to uderzenie ale też dotyk do przyjemnych nie należał. Paznokcie kobiety przyległy szczelnie do jej skóry, pozostawiając czerwone ślady. Będzie pamiątka po tym spotkaniu chociaż w głębi duszy miała wrażenie, że nie tylko jedna. Nie patrzyła w jej oczy, nie miała na tyle odwagi. Uciekła spojrzeniem w bok. Miała ochotę zaprzeczyć słowom sekretarki ale jedynie zacisnęła usta. Po co się przeciwstawiać? W tym przypadku opór prowadził donikąd, chyba że pod ścianę na rozstrzał i gruntowną sekcję zwłok. Bo po wyposażeniu gabinetu Léa miała wrażenie, że właśnie truchło niejako stanowiło pasję czy też obiekt fascynacji potencjalnej napastniczki.
Cisza. Coraz dłuższa. Bynajmniej nie krępująca. Była taka... ciężka. Przytłaczała ją coraz bardziej i bardziej. Bellona milczała, krocząc pozornie bez celu w kółko, po całym gabinecie. Zoe, chcąc zająć czymś umysł, w którym błądził nadmiar myśli, obróciła ostrożnie głowę, przyglądając się kościotrupowi. Zastanawiało ją czy ma w sobie jakiejkolwiek pokłady życia. Wcześniej ruszał rękoma. Szarpnęła lekko ciałem. Trzymał mocno. Czyli jednak coś tam jest. Przełknęła ślinę. Przerażające. Zresztą jak wszystko tutaj.
Ledwo spojrzała na sekretarkę ta doskoczyła do niej zwinnie jak kuna i chwyciła ją gwałtownie za włosy, szarpiąc. Zacisnęła zęby i syknęła z bólu. Czy ta kobieta ma jakiekolwiek skrupuły? Co to w ogóle za pytanie? Odpowiedź była aż nadto oczywista. Zacisnęła powieki, próbując skupić się na dolatujących do jej uszu słowach. Niewiele doń docierało. Ból na krótką chwilę trochę otępił. Drgnęła lekko, z przestrachem.
- Mogę... Poukładać... - zaoferowała cicho odnośnie papierów, mając niewielką nadzieję na to, że w jakiś sposób ją to ocali. Pewnie nie ale warto próbować. Odruchowo poprawiła okulary, które nieco zsunęły jej się z nosa.
- Tak, ptakiem. W tej formie mam kości pneumatyczne...odparła ostrożnie. Kompletnie nie wiedziała czego ma się spodziewać. Oskubie ją? Połamie?
Każda opcja była równie przerażająca.
Ukradkiem spojrzała na pióro, które znikąd pojawiło się koło jej dłoni. Złapała je palcem wskazującym i kciukiem, obracając w dłoni. Trochę ją to uspokajało.
Już jestem trupem, przemknęło jej przez myśl.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sekretariat - pomieszczenie nr. 1   

Powrót do góry Go down
 
Sekretariat - pomieszczenie nr. 1
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
St. Francesa :: St. Francesa :: Parter-
Skocz do: