Szkoła Magii i Czarodziejstwa
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 What a pityful destiny...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Ash Ezra

avatar

Liczba postów : 18
Join date : 30/11/2014
Age : 21

PisanieTemat: What a pityful destiny...   Sob Gru 06, 2014 12:49 am

Plotki głoszą, że w okresie, gdy trwała wojna magów w wyniku zetknięcia się z nieznaną wcześniej mocą, powstało właśnie Akai no Namida o obecnych właściwościach. Podobno pierwsza użytkowniczka z osoby spokojnej i niezwykle pomocnej względem innych zmieniła się w istnego demona pragnącego jedynie zabijać. (tak, pierwszym wcieleniem Asha była kobieta...). Mówi się również, że każdy mag używający tej odmiany magii stał się zły i poza jedną czy dwiema osobami, Ezra jest jedyny, który pozostał tak długo dobry. Gdy o genezie powstania magii mowa, można również wspomnieć o tym, jak chłopak „nauczył” się tych zgubnych umiejętności. Już wcześniej miewał ataki gniewu i następowały one nawet przed odkryciem magii. Od zawsze posiadał jakieś drobinki zła w sercu, przez wielu określane czarną magią, która powodowała to wszystko. W pełni odkrył swoją magię w wieku siedmiu lat, kiedy zaatakowano jego ojca z użyciem mocy. Zakończyło się to tym, że jedna magia zanegowała drugą, jednocześnie odblokowując, a może raczej ujawniając zasoby energii Asha. Chłopak doznał dotkliwych poparzeń. A z napastnika zostały kawałki. Małe kawałki. Przylepione do sufitu i ścian. To oczywiście sprawiło, że niedługo później w trybie natychmiastowym został przeniesiony do szkoły by nauczyć się panowania nad swoja mocą i kiełznania narastającej w jej skutek agresji. Jedną najważniejszą zasadą tej magii jest: „Dobroć niszczy użytkowników Akai no Namida”. W jakimś stopniu się to sprawdza…

- Cholera, to Zguba Bogów! Stać!
Grupka magów która szarżowała na postać przed nimi zatrzymała się w miejscu, jakby nagle skuta lodem. Kilku z nich cofnęło się nawet o parę kroków. Wszyscy znali ten pseudonim, osoba która go nosiła była chodzącą legendą. I niestety była po tej złej stronie barykady. Złej dla nich, bo teraz musieli stawić jej czoła. Samotna postać stojąca na niewielkim wzgórzu westchnęła cicho. Za jej plecami łuna palącego się miasteczka zaczynała już dogasać. Dało się zauważyć trupy zaścielające ulice.
- No dalej chłopcy, nie chcecie się zabawić~? - odrzuciła kaptur skrywający jej twarz. Była to dosyć młoda, ładna dziewczyna, jeszcze przed 30. Pogodna, wesoła twarz i piękne, głębokie, niebieskie oczy. Jej długie srebrnobiałe włosy powiewały na wietrze. - Was jest dziesięciu, a ja jednaaaaa~. Nie każcie mi czekać, chcę się pobawić z wami wszystkimi~<3.
Słysząc te słowa kilku mężczyzn cofnęło się jeszcze bardziej. Paru nawet obejrzało się za siebie, oceniając czy jeszcze istnieje możliwość bezpiecznego odwrotu. Nagle jeden z nich nie wytrzymał presji i w panice, potykając się o własne nogi, obrócił się i zaczął uciekać.
- Stój idioto, ona tylko na to cze-
Zanim mężczyzna skończył zdanie, dziewczyna przeskoczyła nad grupką magów i wylądowała przed dezerterem. Obróciła się w miejscu na pięcie, jej włosy zawirowały. Dłoń chwyciła mocno za twarz tamtego, a jej oczy zalśniły szkarłatem. Wydawać się mogło, że płoną nieziemskim ogniem. Było w nich coś hipnotyzującego.
- Jak się cieszę, że się przełamałeś~ Będziesz dzisiaj moim pierwszym, dobrze?~<3
Mężczyzna próbował coś jeszcze wykrzyczeć, ale w tej chwili dłoń kobiety rozgorzała ogniem, w momencie paląc mu twarz i częściowo stapiając czaszkę. Na twarzy dziewczyny widać było ekstazę. W powietrzu rozległ się swąd palonego mięsa.
- Ohhh...~<3
- Brać ją! Wszyscy razem! - wykrzyczał kapitan oddziału.
- Hahahahahahahahahahahahahahhaha!~ - dziewczyna zaczęła szaleńczo się śmiać. - Chodźcie do mnie, taaaak~ <3
Puściła częściowo spalonego trupa i wyciągnęła prawą rękę w bok.
- Kamigami no kasai!
Z jej dłoni wystrzelił długi płomień, który uformował się w płomienistoczerwonego koloru katanę.
- A teraz...PŁOŃCIE! NIECH CAŁY ŚWIAT SPŁONIE!

__________________________________________________________

- Jesteś tego pewien?
Twarz dziewczyny była pełna troski i współczucia. Chłopak ujął lekko jej twarz w dłonie i pocałował ją.
- Tak. Muszę to zrobić. Nie tyle dla siebie, co dla przyszłych pokoleń. Nie moge pozwolić żeby na świecie pojawił się kolejny potwór podobny do tamtego wcielenia. Te koszmary... Boże, zabiłem tylu niewinnych lud-
Teraz to ona go pocałowała. Z jej oczu płynęły łzy, jednak mimo tego próbowała nadal się uśmiechać.
- To nie byłeś ty kochany. Tylko potwór w ciele człowieka, który zamieszkał w tamtym wcieleniu. Niczemu nie jesteś winny. A teraz...pozwól mi zrobić to z tobą.
- Nie ma takiej opcji! Nie pozwolę żebyś-
- Była wiecznie przy tobie? Będę cię pilnowała nawet po śmierci, niczego więcej mi nie trzeba. Proszę...
Nie wytrzymał. Rozpłakał się. Tyle dla niego znaczyła...
- Wiesz że cię kocham?
- Wiem. Zaczynajmy.
- Kamigami no Chikyū! - Bogowie Ziemi!
W jego dłoni pojawił się miecz, którego ostrze przywodziło na myśl jakąś skałę, może obsydian. Dziewczyna wtuliła się w niego, całując go. A potem miecz przebił ich razem. W powietrzu rozniósł się zapach łąki pełnej kwiatów, a ich otoczyła łagodna zielona poświata.
- Last Sacrifice... Spętanie Grzechów... - cicho wyszeptał.
Chłopak poświęcił własne życie, by nałożyć to zaklęcie. Od teraz magia kolejnych wcieleń zostanie ograniczona, hamując przy tym niszczycielskie zapędy. A poświęcenie jego ukochanej pozwoli na stłumienie, nawet jeśli w niewielkim stopniu wrodzonej agresji...
18
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
What a pityful destiny...
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
St. Francesa :: Sprawy Organizacyjne :: Biuletyn :: Historia-
Skocz do: