Szkoła Magii i Czarodziejstwa
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Gabinet prof. Metherlance

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lilibeth
Admin
avatar

Liczba postów : 78
Join date : 29/07/2014

PisanieTemat: Gabinet prof. Metherlance   Nie Lis 30, 2014 4:08 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://francy2020.forumpl.net
Lilibeth
Admin
avatar

Liczba postów : 78
Join date : 29/07/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet prof. Metherlance   Nie Lis 30, 2014 4:44 pm

Spokojny dzień. Minął miesiąc odkąd Lilibeth została oficjalnie dyrektorką szkoły. Dostała swoją wieżę. Widok z wieży zapierał dech w piersiach, a gdy panna Metherlance tam stała mogła odpocząć. Wielkie okno w gabinecie jest naprawdę przydatne. Można odświeżyć swoje myśli, a siedzenie na oknie w taki piękny, słoneczny dzień dodaje energii i motywuje do pracy.
Westchnęła cicho. Zeszła i zamknęła okno. Usiadła przy biurku. Myślami była przy ciepłym kominku, herbacie i Rothcie.
- I po co ja się na to zgłaszałam?! Dalej mam cholernie dużo tych wszystkich papierów! - prawie że wykrzyknęła to i położyła głowę na blacie. Już od kilku godzin nie wychodziła z gabinetu, tylko męczyła się z papierami. Taki żywot dyrektora.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://francy2020.forumpl.net
Rothuen

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 08/11/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet prof. Metherlance   Nie Lis 30, 2014 10:09 pm

Oczywiste było to, że nie mógł pozwolić na to, aby jego żona chodziła bezkarnie po tej szkole. Nie chciał pilnować jej wierności, a raczej nie chciał, aby powtórzyła się sytuacja z przed kilkunastu lat. Próbował za wszelką cenę ominąć to, jakoś temu zaradzić. Fakt, nie powiedział jej do tej pory, co tak naprawdę się wydarzyło i jeszcze dużo czasu minie za nim to zrobi, ale zdecydował, ze tak będzie dla niej lepiej. Przechadzał się po szkole, by dojść do głównego gabinetu żony. Domyślał się, że w większości sprawach musiał jej pomagać i doskonale też wiedział, że bez niego raczej marnie to by wyszło.
-Dyrektorka, hm?
Jęknął pod nosem. Wydawało mu się, że raczej byłą to jej osobista zachcianka, niż jakieś odczucia w tym kierunku. Czasami nie dogadywali się za dobrze, owszem, ale zawsze ją wspierał i pomagał jak tylko mógł. Zjawił się przed drzwiami gabinetu i zamiast zapukać, po prostu wszedł do środka. Widząc niemal przyklejoną Lilibeth do blatu stołu i papierów, domyślił się o co chodzi.
-Może ci pomóc?
Robota papierkowa głównie sprawiała mu przyjemność. Robił to szybko i potrafił odnaleźć najmniejszy błąd. Lubił ją, więc czemu miał tego nie robić? W szczególności, kiedy bliska mu osoba miała najwyraźniej z tym problem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lilibeth
Admin
avatar

Liczba postów : 78
Join date : 29/07/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet prof. Metherlance   Nie Lis 30, 2014 10:23 pm

Uniosła głowę jak tylko usłyszała, że ktoś wchodzi. Zobaczyła Rothuena i od razu na jej twarzy zawitał uśmiech. Mężczyzna zawsze wiedział, kiedy powinien przyjść do niej. Papierkową robotą zajmuje się dużo lepiej od niej, sama Lili zagubiła by się w potoku druków i druczków.
- Nauczyłbyś się w końcu pukać... Co byś zrobił jakbym była goła na przykład? - przed robotą chciała się jeszcze podroczyć z wilczkiem. Uwielbiała patrzeć jak się denerwuje.  Chociażby chwila bez bawienia się z papierami byłaby miła. Podniosła się z biurka i wypiła łyka herbaty.
- Skoro chcesz mi pomóc to dziękuje już - pokazała swoje białe kiełki. Nowe prawa w magicznym świecie sprawiły dużo więcej papierkowej roboty, niż za zwyczaj. Od tamtego momentu zawsze był przy niej i rozwiązywał najmniejszy kłopot. Czasami jeszcze sama Lilibeth zastanawia się, dlaczego została dyrektorką szkoły. Odpowiedź jest prosta - czuła się zobowiązana po spędzeniu kilku godzin z Ariadną, żeby zająć się tą instytucją. Nie wiedziała wtedy o nadmiarze papierkowej roboty.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://francy2020.forumpl.net
Rothuen

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 08/11/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet prof. Metherlance   Nie Lis 30, 2014 10:51 pm

Nie trudno było się domyśleć, jaki plan zajęć będzie miała Dyrektorka, ale rzecz jasna droga Lilibeth, zwyczajnie o tym zapomniał. Tak przynajmniej sobie to tłumaczył. Usiadł za biurkiem, od razu zaczął najpierw porządkować dokumenty. W zasadzie jakby na to spojrzeć możliwe, że Roth bardziej by się nadawał na to stanowisko, ale jemu niekoniecznie chciało zarządzać się tym wszystkim.
-Dotknąłbym tu i ówdzie.
Z Rothem nie da się droczyć bo i tak powie prawdę. Powiedzmy. Wiadomo, był facetem lubił okrągłości tu i ówdzie, a jego orientacja nie do końca była jednak stwierdzona. Za nim ją poznał być może oglądał się za równą sobie płcią, kto tam wie. Jedno jest pewne, nie zmieni stylu bycia. To, że kiedyś będąc dzieckiem inaczej myślał, nie oznaczało to, że jeszcze mu to zostało do dnia dzisiejszego.
-Dobrze wiesz, że nigdy nie pukam i pukać nie mam zamiaru, no chyba, ze mowa tu o pukaniu Ciebie.
Odwrócił się w jej stronę i wraz z uśmiechem puścił jej prawe oko. Powrócił do układania papierów. Finanse odłożył na jedną stertę, edukację na drugą, papierki na temat uczniów na trzecią, zaś na czwartą wszystko to, co nie było koniecznie istotne. Na jego twarzy malował się zupełny spokój. Już od bardzo dawna nie był, aż tak bardzo spokojny. Podpisał kilka papierków i odłożył je na osobną stertę.
-Wyjdą za duże wydatki odnośnie ogrzewania całego budynku, proponuję ci odnowić stare budynki znajdujące się pod szkołą. Kotłownie wciąż działają, a szkoda by zmarnować ich, skoro są jeszcze sprawne, a przy tym zaoszczędzimy fundusze. Patrząc na resztę wydatków, trochę nam to pomoże.
Rothuen przeżył dość sporo, więc pojecie o świecie miał, nie tylko tym obecnym, ale jak i tym starszym. Pomogło mu to w dużej mierzy wyciągnąć wnioski, o tym co może być w przyszłości.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lilibeth
Admin
avatar

Liczba postów : 78
Join date : 29/07/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet prof. Metherlance   Nie Lis 30, 2014 11:33 pm

Wszedł bez słowa. Lilibeth odprowadziła go wzrokiem na papierowe stanowisko. W zasadzie lubiła ten moment gdy zaczynał wszystko jej układać. Lilcia była osobą, które takie rzeczy gubiły, ale poza tym dawała radę w zarządzaniu całym budynkiem. No może, oprócz kilku incydentów... W gruncie rzeczy brunetka się dopiero uczy się możemy puścić jej do płazem.
- Naprawdę musisz być zawsze taki szczery?
Burknęła pod nosem i spojrzała w zupełnie inną stronę, byleby Roth nie zauważył jej delikatnych rumieńców. W porównaniu do niego dalej nie mogła mówić o tym tak otwarcie.
- No ale nauczyłbyś się pukać! - wywróciła oczami na wzmiankę o sobie. W dziwnym znaczeniu to było, nawet słodkie.
- Pukanie mnie, a pukanie w drzwi to dwie zupełnie inne rzeczy. To jak nauczyciel, a uczeń. Zrobiłbyś to, chociażby dla mnie - tyle problemów z mężczyznami, że szkoda gadać. Nawet takie droczenie nie tyle co denerwowało ją, co wprawiało w stan zawstydzenia, onieśmielenia. Tyle razy już ją widział nago, a ona cały czas udaje niewinną niewiastę.
- Umm, okej dobry pomysł. Coś jeszcze zostało, vice dyrektorze? - dobra tych papierów jeszcze nie miała w rękach. Zaufa Rothuenowi w tej kwestii. Bała się powiedzieć, że tego nie przeczytała. Cii, może nie zauważy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://francy2020.forumpl.net
Rothuen

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 08/11/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet prof. Metherlance   Nie Lis 30, 2014 11:46 pm

Wiedział, że nawet fundusze z wyższych sfer mogą nie wystarczyć na pokrycie wszystkich kosztów, jakie muszą wprowadzić w tą szkołę. Budynek wcale nie był stary, ale niektóre elementy wymagały odbudowy. Podpisane dokumenty włożył do szuflady, trzy z nich, których jeszcze nie ruszył, zostawił.
-Szczerość to podstawa, nie widzę konieczności w kłamaniu, w szczególności, kiedy w stosunku do Ciebie zawsze mówię prawdę.
Powiedzmy, że powiedział tylko część prawdy. W końcu jakby nie patrzeć to dość sporo rzeczy przed nią zatajał. Ale to tylko myślał głównie o jej dobru, a nie osobistych celach.
-Nauczę się pukać, jeśli będzie to goła i cycata sekretarka, póki co nie muszę. Po za tym jesteś moją żoną, nie mogę pukać do kogoś, kogo kocham.
Fakt, mało kiedy można było usłyszeć od niego te słowa. Czasami wypowiadał je zupełnie nieświadomie, ale mimo wszystko nigdy się ich nie wyparł. No może jak był dzieciakiem, lecz w późniejszym czasie – nigdy.
Miał wrażenie, że Lilibeth nawet nie zajrzała do tych dokumentów, inaczej przecież podpisałaby chociaż jeden z nich . Tutaj nie było, ani jednego jej podpisu, więc wywnioskować mógł, że się leniła, albo zupełnie wolała poczekać, aż zrobi to ktoś inny.
-Przyszło pismo, że chcą cię wyrzucić ze szkoły. Napisali, że jesteś nieodpowiednią kandydatką….
Oczywiście kłamał, ale chciał trochę się z nią podrażnić.
-Nie wierzę! Czemu od razu tego nie powiedziałaś?!
Udawał, nawet mina jego twarzy sugerowała przestraszenie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lilibeth
Admin
avatar

Liczba postów : 78
Join date : 29/07/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet prof. Metherlance   Pon Gru 01, 2014 4:51 pm

- Taa, mówisz prawdę zawsze, ale czasem niektóre rzeczy przede mną zatajasz... Na przykład wtedy - popatrzyła na niego miną zbitego szczeniaczka, gdy miała okazję zawsze próbowała wyciągnąć z niego, co się właściwie wtedy stało. Zawsze ten temat był zakazany. Temat tabu. Lilibeth jako romantyczka i indywidualistka miała ładunek emocjonalny do tamtego zdarzenia. Czasem wydawało się jej, że coś się zmieniło w jej życiu tamtego dnia. Jakby czyjaś obecność znikła.
- Jak to nie możesz? - nadęła poliki - A jakbym miała przed tobą coś do ukrycia? Na przykład kochanka to co wtedy?
Oczywiście Lili mówiła śmiertelnie poważnie. Kto wie, może z kimś na boku się spotyka? Nie, no nie. Nie pasuje to do jej wizerunku kochającej żony. Nigdy by tego Rothowi nie zrobiła za każdy razem jak go widzi ma ochotę się uśmiechać jeszcze bardziej.
- Co?! Jakie pismo, co pokazuj mi to! Pokaż! - stanęła tak szybko, że aż krzesło zleciało z hukiem na podłogę - Ups. No.. Bałam Ci się o tym powiedzieć, bo wiedziałam, że tak zareagujesz. Jesteś zły?
Zdenerwowała się nie na żarty. Do tego musiała jeszcze udawać, że o tym wie. Jej mąż był stanowczo zbyt dokładny. Żaden papierek nie mógł się ukryć w jego magicznych paluszkach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://francy2020.forumpl.net
Rothuen

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 08/11/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet prof. Metherlance   Nie Gru 07, 2014 10:40 pm

Oczywiście, że nie miał zamiaru mówić jej tego, nawet jeśli zagroziła by mu rozwodem. Prawda boli o wiele więcej, niż samo kłamstwo. Bynajmniej dla niego, ona zapewne ma w tym temacie inne zdanie. Na swój sposób próbował ją chronić, nic nie było w tym złego, prawda?
-Wtedy to było wtedy. Stare dzieje. Zapomnij.
Był nieugięty, a przede wszystkim jeszcze bardziej uparty. Doskonale wiedział, że Lilibeth gra role nieugiętej i mądrej kobiety, a w rzeczywistości, dała się złapać tak łatwo na jego kłamstwo i podpuchę. Na wszelki wypadek uniósł papierowe kartki i szybko skierował w kierunku, w którym dziewczyna nie miała dostępu.
-Zły?
Zaśmiał się i to dosyć głośno.
-Nie czytałaś tego, prawda? Dobrze wiesz, że mogę zrobić wszystko, ale wypadało by byś zapoznała się chociaż z częścią tego, co jest ważne.
Położył papierki z powrotem i podpisał, a następnie wszystkie złożył i położył na prawej stronie biurka.
-Był to papiery dotyczące wymienienia kilku okien i drzwi.
Miał w pewnym stopniu radochę z tego, że udało mu się po raz kolejny wyjść nie tylko na swoje, ale i nieco pouczyć kobietę. Kochał ją, oczywiście, ale chciał nauczyć ją pewnych rzeczy, na wypadek, gdyby jemu w przyszłości coś się stało i zabrakło by go. Bo kto później się nią zajmie? Wątpił nieco, że sama byłaby w stanie dopilnować wszystkiego.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lilibeth
Admin
avatar

Liczba postów : 78
Join date : 29/07/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet prof. Metherlance   Czw Gru 18, 2014 8:32 pm

Czasami zastanawiała się, czy Rothuen na pewno wiedział cokolwiek o jej przeszłości, a nie znalazł się tam przez przypadek.  Już jakiś czas temu postanowiła dać sobie z tym spokój. Nie miała zamiaru się wykłócać o takie drobnostki związane z całym jej życiem.
- Dobrze wiesz, że nie zapomnę o wydarzeniach tamtego dnia za szybko i nie odpuszczę ci tego... - westchnęła - może kiedyś się w końcu złamiesz.
Małżeństwo ludzi nieugiętych, upartych nie powinno być dobrą mieszanką. Sama Lili czasem chciała pokazać, kto tu tak naprawdę rządzi. Nigdy jej to nie wychodziło. Zawsze był jakiś haczyk, a tym razem naprawdę go połknęła. Patrzyła na Rothuena miną zbitego szczeniaczka. Chciałaby, żeby nie krzyczał na nią.  Czuła się bezradna w tej sytuacji.
- No nie przeczytałam - odwróciła wzrok, nie chciała widzieć zawiedzionej miny jej męża - zaczęłam, ale po kilku minutach usnęłam, ale przysięgam to było tylko kilka chwil i znów wzięłabym się do roboty!
Chciała zapewnić go, że nie jest taką marną dyrektorką jaką myśli. Zresztą, kogo ona oszukuje. Osoba, z którą spędza najwięcej czasu doskonale wie jaką jest.
- No czyli nic ważnego - nadęła poliki i obróciła się do niego plecami. Wiedziała, że postąpiła jak nieodpowiedzialny bachor, ale taka jest. Tą Lili Rothuen się zaopiekował i tą powinien też kochać, troszczyć się o nią jak największych skarb.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://francy2020.forumpl.net
Rothuen

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 08/11/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet prof. Metherlance   Wto Sty 06, 2015 12:04 pm

Niektórzy powiadają, że ten białowłosy mężczyzna po prostu pojawia się w odpowiednim momencie. Powiadają, że jest medium, że zawsze wiedział, kiedy się pojawić. Oczywiście prawdy w tym było tyle, ile on miał czarnych włosów na głowie. Nie przesadzajmy, on po prostu miał niebywałe szczęście i nosa do wtykania, tam gdzie nie trzeba było. I tyle. Przewrócił oczami. No cóż. Nawet jeśli nie zapomni, o tym, co kiedyś miało miejsce, to nie oznaczało, że Roth wyśpiewa jej wszystko. Wręcz przeciwnie. On nie miał zamiaru tego mówić. W ten sposób chciał ją ochronić, przed bólem jaki się z tym wiązał. Ona jednak tego nie rozumiała. Był uparty i nieugięty w swoich osądach, być może dlatego ciężko było dość z nim do jakiegokolwiek porozumienia. Zaśmiał się na widok tłumaczeń żony. Bawił go jednak bardziej fakt, że tak usilnie próbowała się przed nim tłumaczyć. Co prawda nie musiała, ale zawsze to robiła. Nie miał pojęcia, jak ją przygotować do ewentualnego rozstania. To nie tak, że chciał się z nią rozwieść, on po prostu żyć wiecznie przecież nie będzie.
-Lilibeth… Wszystko co jest zaadresowane na szkołę, włącznie i do Ciebie, jest bardzo ważne. Nie możesz ot tak tego lekceważyć. Co by było, gdyby pewnego dnia mnie zabrakło? Poradzisz sobie sama beze mnie?
Nie mówił tego złośliwie, raczej się martwił o to. Może zbyt ją rozpieścił? Za dużo jej pozwalał? A teraz ma skutki. Lecz Rothuen taki był. Wybawieniem dla dam. Zrobi wszystko, byleby jego wybrance żyło się godnie i na poziomie.
Wstał z miejsca i podszedł do niej bardzo blisko. Uniósł jej podbródek do gry, acz delikatnie. Chciał wierzyć, że pewnego dnia, ta mała dziewczynka, w końcu stanie się dorosłą i odpowiedzialną kobietą.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lilibeth
Admin
avatar

Liczba postów : 78
Join date : 29/07/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet prof. Metherlance   Wto Sty 06, 2015 9:35 pm

Dziewczyna często sprawia wrażenie głupiej, ba dla niektórych jest głupią, małą dziewczynką. Czasami myślała nawet, że mąż ożenił się, tylko po to by mieć z czego się pośmiać. Wydawała się nieodpowiedzialna, ale lubiła stwarzać takie pozory. Wydawało się jej, że tylko dlatego Rothuen dalej jest przy niej. Sama by od siebie uciekła, gdyby tylko mogła. Czasem wydawało się to jej takie smutne - większość ludzi bardziej denerwowała, niektórzy szanowali ją, inni wręcz przeciwnie.
- Chcesz ode mnie uciec, czy co?
Nadęła swoje poliki. Nigdy nie lubiła tego komentarza, czy sobie poradzi, czy też nie. Nie wyobrażała sobie bez niego życia. Pewnie kilka razy byłoby nawet ono naruszone, gdyby nie jego silne, opiekuńcze ręce. Kochała go i dlatego zawsze się bała, że go straci. Takie słowa dodawały jej tylko lęku.
- Nie musisz mi mówić, że jestem beznadziejna. Wiem, że mi pomagasz - przegryzła swoją dolną wargę na chwilę i odwróciła wzrok - ale zdążę nauczyć się być samodzielna. Uwielbiam cię Roth, ale nie lubie jak mówisz o tym, że ode mnie odchodzisz... Jak chcesz to zrobić to masz wolną rękę.
Na jej policzkach pojawiły się łzy. Kobieta pociągnęła nosem. Szybko odwróciła wzrok, a kiedy Roth podniósł jej policzek lekko zarumieniła się. Nie lubiła, kiedy on patrzył jak płacze. Wydawało jej to zgubne. Czasem płacz mógł być dobrą kartą przetargową, ale jak kobieta pomyśli, że kiedyś Rothuena z nią nie będzie, słabo się jej robi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://francy2020.forumpl.net
Rothuen

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 08/11/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet prof. Metherlance   Wto Sty 06, 2015 9:49 pm

Czy on kiedyś skończy ze straszeniem jej? Raczej nie. To nie tak, że chce od niej odejść, po prostu zaczyna się martwić. Nie jest już młodym duchem, kości się starzeją, a sam kiedyś przecież musi umrzeć. Chociaż jakby nie patrzeć, wizja nieśmiertelnego całkiem mu pasowała. Lecz dobrze wiedział, że każdy żywot ma w końcu swój koniec. Nigdy nie miał innej kobiety oprócz swojej żony i ona dobrze o tym wiedziała, i był pewny, że tak miało być.
Uciec? Głupia. Gdybym chciał to zrobić, to nigdy bym cię tamtego dnia nie uratował. Pomyślał. Mógł jej to powiedzieć, ale nie chciał. Miał z tym nie tyle co problem, a raczej nie chciał ułatwiać jej dowiedzenia się całej prawdy. Przecież Roth nie był tam przypadkowo, prawda?
Kiedy zobaczył jej łzy, musiał ją jakoś uspokoić. Dobrze wiedział, że pewnych rzeczy nie powinno się wymawiać na głoś, lecz taka była jego natura. Potrafił ranić nawet tych, których kochał. Pocałował ją, głęboko i czule, a swoją lewą nogę wsunął między jej nogami, a w tali objął i przyciągnął ją do siebie. Gdyby chciał uciec, już by wyszedł. Wsunął prawą dłoń pod jej bluzkę. Nie miał zamiaru niczego przerywać, po za tym walka z nim była bezcelowa, przynajmniej w przypadku takiej kobiety, jak Lilibeth. Całował ją dalej i to bardzo namiętnie. Nie myślał o niczym, bo jego myśli były skupione na jednym. Jakby nie patrzeć, Rothuen to nadal mężczyzna, wilczy, ale nadal.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lilibeth
Admin
avatar

Liczba postów : 78
Join date : 29/07/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet prof. Metherlance   Wto Sty 06, 2015 11:02 pm

Każdy dotyk mężczyzny powodował lekki paraliż. Przyjemne ciepło, które powodowało, że Lilibeth chciała dać ponieść się chwili. Zamknęła na ułamek sekundy oczy. Tyle razy kłócili się ze sobą i tyle razy wracała do niego z podkulonym ogonem, że nie można by zliczyć na wszystkich palcach uczniów szkoły magii. Uwielbiała go denerwować i być denerwowana, ale dziwny lęk z przeszłości kazał mieć wątpliwości względem męża.
Otworzyła oczy. Mrugnęła kilka razy. Był blisko. Zamknęła oczy. Poczuła jego wargi na swoich. Czasem wydawało się jej, że to tylko odwrócenie tematu. Doskonale wiedziała o tym, że to jednak odpowiedz:" kocham cię idiotko, więc nawet tak nie mów", lub coś w tym stylu. Szybko odwzajemniła pocałunek. Wydawało jej, że na jej policzki zalewa fala gorąca i staje się cała czerwona. Jej ręce szybko powędrowały na tors męża. Uwielbiała jego bliskość i ciepło. Czuła się wtedy bezpieczna. Nic, ani nikt nie może teraz zakłócić tej pięknej chwili. Przerwanie takiego momentu nie wchodziło w rachubę. Kochała te momenty, kiedy fizycznie okazywał jej uczucie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://francy2020.forumpl.net
Rothuen

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 08/11/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet prof. Metherlance   Sro Sty 07, 2015 10:15 pm

+ 18

Nie przerywał. Był oddany temu pocałunkowi, jakby całował ją pierwszy raz. Ponoć pierwszy zawsze jest najlepszy. Jego ręka wędrowała coraz to wyżej, aż do rozpięcia od jej biustonosza, szybko i sprawnie go rozpiął, jakby miał w tym wprawę od urodzenia. Mimo wszystko jego noga nadal tkwiła między jej udami. Można powiedzieć, że wsunął już ją na tyle dobrze, iż czuł na swojej nodze jej majtki oraz to co znajdowało się głębiej. Delikatnie szorował swoją nogą, która i tak była zakryta materiałem spodni, o jej czułe miejsce. Drugą ręką, którą miał w chwili obecnej wolną, zaczął  powoli zsuwać z jej tyłka wraz z majtkami. Czule dotykał jej nagiego pośladka, nie zważając przy tym na to, czy ktoś w chwili obecnej może tu wejść.
Oderwał się od jej ust i zaczął całować po całej szyi, czule przy tym podgryzając od czasu do czasu. Dłoń, którą miał pod jej bluzką, powoli zsuwała ramiączka od biustonosza z jej ramion, powoli, acz i zachłannie. Nie miał zamiaru przerywać, więc zbędne jej historyjki i ucieczki od tego były całkowicie zbędne. I ona dobrze o tym wiedziała, w szczególności kiedy to trzymał ją z każdej strony.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lilibeth
Admin
avatar

Liczba postów : 78
Join date : 29/07/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet prof. Metherlance   Czw Sty 08, 2015 8:56 pm

Wydawałoby się, że ich każdy pocałunek jest na nowo pierwszym. Taka sama namiętność, tak samo bijące serce dyrektor Metherlance. Dalej była tą samą niewinną istotą, co kilka lat temu. Kochała dotyk ust Rothuena na swoich wargach.
Lilibeth przeszedł znajomy dreszcz. Jej brzuch został zalany falą zimnego powietrza. Po chwili najlepszy moment dnia - odpięcie zapięcia stanika. Jej klatka piersiowa poczuła ulgę, a Lil wzięła głęboki oddech. Starała się jak tylko mogła, żeby się wyprostować. Nie chciała pokazać, że od samego pocałunku się podnieciła. Wzdrygnęła, tylko przy spotkaniu Rotha z jej pośladkiem. Chciałaby coś powiedzieć, ale coś ją powstrzymywało. [Zapewne były to także usta Rothuena, ale cii.]
Oderwał się od jej ust. Oddechy Lil stawały się coraz głębsze. Zamknęła oczy, a szyję przybliżyła w stronę chłopaka. Takie odpowiedzi nie były dla niej jasne. Lubiła to robić ze swoim małżonkiem. Nawet nie przejmowałaby się gdyby ktoś przez przypadek mógłby tu wejść.
- Ale na pewno tutaj mamy to zrobić? - spytała jeszcze ostatkiem rozumu - podobno miałam zająć się papierami...
Miała nadzieję, że nie przerwie by miała zająć się dokumentami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://francy2020.forumpl.net
Rothuen

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 08/11/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet prof. Metherlance   Pią Sty 09, 2015 9:39 pm

Doskonale wiedział jak obchodzić się z kobietami, mimo tego, iż w jego życiu była jedna. To zapewne ten dar, który mężczyzna posiada do podrywania wszystkiego co się rusza. Przecież będąc facetem, Roth poderwał mniej kobiet, niż ma pary oczu. To raczej one lgnęły do niego jak muchy. On zwyczajnie nigdy z tym nic nie robił. Z czasem je odpychał, lecz po prostu nie zwracał na nie swojej uwagi.
Delikatnie jego palce poruszały się po jej plecach, ramionach, aż w końcu po nagich piersiach. Opuszkami palców bawił się jej twardym sutkiem. Podczas obsypywania ją pocałunkami, Rothuen zabrał dłoń z jej pośladków i zatopił dwa palce w jej pochwie, szybko i głęboko. Uwielbiał ją dotykać, i wcale się z tym nie krył, ani nie krępował. Wyciągał je i wsadzał ponownie. Wykonywał tą czynność kilkakrotnie, wraz z pocałunkami i męczeniem jej sutka. Kobiety nie trzeba było rozbierać, by ją przelecieć. Wystarczyło dobrze ją przygotować, nawet w ubraniach. Po za tym, Roth nie miał zamiaru jej przelecieć, miał zamiar się z nią kochać. Sam już zdążył się podniecić, co skutkowało wypukleniem na jego kroczu.
Roth był taki, że mógł to robić wszędzie. W domu, szkole, łazience, parku i w kościele, chociaż tam nie bywa. On zwyczajnie lubi ja prowokować wszędzie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lilibeth
Admin
avatar

Liczba postów : 78
Join date : 29/07/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet prof. Metherlance   Wto Sty 13, 2015 8:39 pm

Denerwował ją sposób bycia jej męża. Lubiła jak ja prowokował, ale często jej to przeszkadzało. Sama nie wiedziała, czy to uczucie podniecenia bardziej ją denerwowało, czy powodowało spokój.
Rothuen dawał Lilibeth poczucie bezpieczeństwa. Lil zawsze będzie czuła się przy nim, jak mała dziewczynka, którą się opiekuje. Dyrektorka, podczas nauki w szkole była cichą myszką. Większość chłopaków i dziewczyn nie zwracała na nią uwagi. Zawsze przy każdej rozmowie zaczynała się rumienić, a zaraz potem uciekała.
Paraliż. Dotyk Rothuena wprawiał za każdym razem brunetkę w dziwny nastrój. Rumieniła się. Zamknęła oczy i dała się ponieść chwili. Rumieńce zawstydzenia zamieniły się w rumieńce podniecenia. Wstydziła się to robić za każdym razem. Uważała, że jej ciało jest brzydkie. Zresztą, jak każda kobieta.
Zdenerwował ją fakt, że Roth olał jej wypowiedz. Długo nie mogła się gniewać, bo zaraz zaczął bawić się jej sutkami. Zagryzła swoją wargę. Jej ręce powoli schodziły coraz niżej w kierunku krocza. Wędrówkę przerwał jednak krótki jęk kobiety, po kilku sekundach kolejny ale stłumiony. Jej ręce powoli przewędrowały na spodnie. Rozpięła guzik i rozporek. Trudno było jej coś więcej zrobić, przez chwilę jeszcze patrzyła na Rothuena. Miała nadzieję, że jej mąż pomoże. [ dop. aut. zniszcze ludzie czytających moje wypociny, wszystkich prócz Roptha =-=]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://francy2020.forumpl.net
Rothuen

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 08/11/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet prof. Metherlance   Sob Sty 17, 2015 9:26 pm

Sposobu swojego bycia nie zmieni i raczej wątpi, by nawet zrobić ten wyjątek dla niej. Roth to Roth, był jaki był i tak już zostanie. Możliwe, iż na starość będzie coraz gorszy. Lecz to tylko chore domysły, które nie zawsze mogą się sprawdzać. Póki co nie dmuchajmy na zimne. Nigdy nie znudzi mu się zawstydzanie własnej żony. Gdyby tak cofnąć się nieco wstecz, to czy Rothuen podjął dobrą decyzję? Przecież od urodzenia był samotnym wilkiem, który nigdy nie chciał tego zmienić. W swoim osamotnieniu było mu całkiem dobrze i wygodnie. Co sprawiło, że chciał to zmienić? A może ktoś? Nie, to chyba nie to. On po prostu chyba w końcu chciał poczuć co to oznacza być z kimś i żyć dla kogoś. Oczywiście kupę z tym problemów i w sumie tylko problemów, ale w ten sposób mógł poczuć się w końcu jak w domu. To się liczyło. On zaś nie wiedział co to wstyd. Nie wstydził się, nie miał czego, ba nawet uważał, że wstydu nie ma! Zresztą każdy to powie, kto go zna. Czuł jak jej ręka wędrowała tam, gdzie w sumie powinna już wylądować dawno temu, ale jak to w życiu bywa, był zmuszony jej pomagać we wszystkim, dokładnie tak. Nawet w tak małym poczynieniu. Jego usta z karku, powędrowały do jej piersi, gdzie od razu je lekko podgryzał i ssał, bawiąc się zarazem. Palce wciąż jej wkładał i wyciągał, czując przy tym jej podniecenie i swoje mokre palce. Tym razem nie miał zamiaru w niczym jej pomagać, chociaż kto go tam wie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Gabinet prof. Metherlance   

Powrót do góry Go down
 
Gabinet prof. Metherlance
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Gabinet Banshee

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
St. Francesa :: St. Francesa :: Wieże :: Wieża dyrektorska-
Skocz do: