Szkoła Magii i Czarodziejstwa
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 I know you're still here

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lilibeth
Admin
avatar

Liczba postów : 96
Join date : 29/07/2014

PisanieTemat: I know you're still here   Wto Lis 25, 2014 7:28 pm


Aspekt I - personalizacja
Godność: Lilibeth Metherlence, wcześniej Lightsworth
Wiek: Wygląda na 24 lata, tak naprawdę ma 53.
Pochodzenie: Irlandia
Wzrost: 169 cm
Waga: 52 kg

Aspekt II - profilowanie
Rasa: Wampir
Grupa: Dyrektorka Szkoły
Obowiązek: Wróżbiarstwo

Aspekt III - magia
Umiejętności:

  • Młoda hazardzistka. Ma niebywałe szczęście we wszystkim od kart po kości.
  • Zna się na zarządzaniu.
  • Pani od Wróżbiarstwa. Zna się na swoim przedmiocie, bo w końcu musi, nie? Poza tym zna podstawy innych przedmiotów w szkole.
  • Umie rysować
  • A także wbić/rzucić komuś sztylet prosto w serce z niezwykłą siłą i namiętnością.
  • Świetna kłamczucha, lubi aktorzyć.
  • Bijatyki uliczne czegoś ją nauczyły za młodu.

Zaklęcia:

    D:
  • Czekoladowa Bomba
  • Szybkość
  • Światło
  • Wodo, pojaw się!
  • Zamku, otwórz się!
    C:
  • Mgła
  • Herbatka
  • Podmuch
  • Migoczące Światło
    B:
  • Leczenie
  • Kopuła powietrzna
  • Kula ognia
    A:
  • Dwa w jednym



Aspekt IV- indywidualizacja  
Choroby/fobie:

  • Batrachofobia- traumatyczne przeżycia sprawiły, że dziewczyna woli unikać słodziutkich żabek.

Wygląd: W małym o niebieskich ścianach pokoju leży piękna, brązowowłosa dama. Przez okna wdzierają się delikatne promienie słońca, które oświetlają drewniane łóżko. Na nim leży niebieska poducha, biało-błękitna pierzyna i biała pościel. Nagle rozległo się strasznie głośne westchnięcie. W pomieszczeniu zaczęło się dziać. W końcu białogłowa dziewczyna podniosła się z łóżka. Dla niektórych mogłaby budzić grozę. Dobrze zbudowana, chociaż jej ciało wydaje się delikatne niczym porcelana. Najmniejsza siła mogłaby zniszczyć porządek na jej ciele. Blada cera, prawie jak u wampira. Niektórym mogłoby wydawać się, że dziewczyna nigdy nie wychodziła na słońce. Delikatna, nieskazitelna, nienaruszona. Takie słowa nam się kreują, gdy widzimy Lilibeth. Kobieta ma piękne, długie nogi. Zero cellulitu. Lili bardzo często biega. Jest wysportowana, dzięki czemu ma piękny brzuszek. W końcu dziewczyna ubiera swoją czarną, koronkową bieliznę i tego samego koloru sukienkę. Uśmiecha się tajemniczo  w stronę lustra i podchodzi bliżej do niego. Nakłada na swoją twarz leciutki makijaż. Jej błyszczące, czerwone oczy wypatrują, chociażby najmniejszego błędu, który mogłaby popełnić. Ślepia okryte są pięknym, kruczoczarnym wachlarzem rzęs. Twarzyczkę zdobią drobne, malinowe usta oraz niewielkiej wielkości nosek. Całym podkreśleniem wyglądu dziewczyny są piękne, długie, brązowe włosy. Lilibeth naprawdę o nie dba. Wydawać by się mogło jakby całe dnie spędzała na pielęgnowaniu ich.

Charakter: Jaka jest Lilibeth? Jej charakter można rozłożyć na dwa ten, kiedy dopiero co ją poznajemy i ten kiedy jest nam bliska. Na początku znajomości jest dosyć małomówną i skrytą osobą. Praktycznie do nikogo się nie odzywa, tylko patrzy swoimi wielkimi oczkami, co się dzieję i czasami coś powie, ale to się bardzo rzadko zdarza. Nawet jako dyrektorka wstydzi się wystąpień publicznych przed uczniami i wiele rzeczy jej umyka. Jak idzie sama przez tłum zaczyna śpiewać sobie po cichu różne piosenki. Swoje uczucia mogłaby wykrzyczeć całemu światu. Jak się zakocha to raz, a dobrze i na zabój. Jest bardzo honorowa i sprawiedliwa osobą, czuje odrazę do osób wykorzystujących podstęp i nieczyste zagrania. Łatwo wybacza krzywdy, lecz jej pamięć o nich nigdy nie blednie. Lubi się uśmiechać, prawdziwa optymistka. Wszędzie widzi pozytywne rzeczy.
Hmm... Taka jest dziewczyna, kiedy dopiero, co odkrywa więzy z innymi ludźmi. A jak kiedy przebywa w gronie przyjaciół? W dużej mierze zachowuję się, jak dziecko. Miła i pomocna, przede wszystkim naiwna. Lilibeth jest bardzo pewną osobą i swoich racji. Podczas walki stara się wszystkie uczucia wyjawić światu. Są rzeczy, których dziewczyna nigdy nie skrzywdzi są to zwierzęta, która kocha całym swoim sercem, mimo że żadnego z nich nie ma (Roth się nie liczy). Jej największym marzeniem jest posiadanie czworonożnego przyjaciela. Jest uparta nikt nie zmieni jej zdania, nawet jakby było to największe przestępstwo ona i tak udowodni, że ma rację i dopnie swego. Dziewczyna jest strasznie niezdarna. Nienawidzi walczyć, a jak już zaczyna to, tylko i wyłącznie w obronie słabszych lub innych stworzeń.
Lil nie jest cierpliwą osobą. Nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu. Dla szkoły stara się być zawszę otwartą osobą. Brunetka jest realistką nie wierzy w rzeczy niemożliwe i bardzo często tępi wszelkie pomysły, które uważa za bezsensowne. Panienka Metherlance nie jest leniwą osób.

Historia: Cicha, spokojna, letnia noc. Na niebie pojawiły się tysiace małych ozdóbek - gwiazd. Mimo wszystko dosyć chłodna. Niektórzy tak jak błyskotki na nieboskłonie wydają się być blisko siebie, a jednak są daleko. Osoby, które spędziły ze sobą całe życie, często są dla siebie obce. Kto ujawnia swoją maskę przed innymi ludźmi? Kto pokaże swoje prawdziwe ja? Jakbyśmy zdarli z ludzi maskę, naprawdę zdziwilibyśmy się z ich pragnien, życia, myśli.
- Jestem kim jestem - cichy, ciepły głos wydobył się z ust pewnej osoby. Zamknęła na chwile swoje czerwone ślepia. Pogrążyła się we własnych myślach. "Jestem kim jestem." Pytasz kim jest Lilibeth? Niełatwo opisuje się osoby. Raz twarda tafla lodu, raz delikatna jak kwiat. Ale, teraz nie o tym. Posłuchajcie historii pewnej dziewczyny.
Biegnie mała dziewczynka z misiem. Ubrana w różową, bufiastą sukienkę. Ciemność. Ciche stuknięcie szkła, po chwili krzyk, który rozniósł się przez cały, szpitalny korytarz. Kilka kropel szkarłatnej krwi właśnie spotkały się z białymi kafelkami na podłodze. Nienawiść w oczach dwóch osób. Mało kto mógłby pomyśleć, że matka mogłaby skrzywdzić swoje dziecko. Dorosła kobieta odeszła, a co z małą? Puk, puk, puk, serce biło coraz słabiej. Całe, krótkie życie myknęło jej przed oczami. Szczęśliwe chwile dzieciństwa przeleciały jak piasek przez ręce.  Życie małej Lil dobiegało końca. Zamknęła oczy, nie walczyła, poddała się bez walki. W końcu co taka dziewczyna jak ona mogłaby zrobić? Nie widziała szansy. Czasem trzeba losowi dać ponieść przeznaczenie.


Biały domek jednorodzinny we Włoszech. Krople deszczu powoli spływały po szybkie. Z uśmiechającej twarzy na szybie  pojawiła się płacząca buźka. Kałuże wybijały rytm jakiejś mało znanej piosenki. Kap, kap, kap. Cichy pomkruk. Ciche, pospolite ruszenie w łóżku. Z prawego boku przewróciła się na ten drugi.  Leniwnie podniosła się do siadu.  Wzrokiem wędrowałą po pokoju po ciepłej, wełnianej kołdrze, po drewnianych szafkach, pięknym, czerwonym dywanie, białych, zwilgotniałych ścianach, drewnianej podłodze. Po chwili stanęła. Nie poczuła różnicy temperatury między kołdrą, a pokojem.
Gdzie ja jestem? - ciepły głos kobiety wypełnił całą salę - Kim jestem?
Zagubiona dziewczyna w pustym pokoju.
- Witamy w piekle moja droga Lilibeth - coś zaskrzeczała za jej plecami. Brązowowłosa podskoczyła z przerażenia. Za sobą nie widziała, jednak nic. Czuła gęstniejszą atmosferę. Czasem wydawało się jej, że coś muska jej pleców. Spoglądała nerwowo w prawo i lewo. Sama nie wiedziała czego szuka.
- Oj, moga droga nie musisz się mnie obawiać. Jestem cieniem, kiedykolwiek się go bałaś?
- Nigdy.
-Wiesz dlaczego się tutaj znalazłaś młoda damo?
-Mam być szczera? - spytała Lil - Nie mam zielonego pojęcia. Jedyne co pamiętam - zatrzymała się i głośno westchnęła - to krew na moich palcach.
- Och, czyli najlepsze pamiętasz! Młoda damo znalazłaś się w szkole magii, właściwie blisko niej.  Od niedawna jesteś wampirem, uratowałem twoje nędzne życie. Idź do szkoły oni się tam tobą zaopiekują. - głos zniknął. Dziewczyna została sama w pokoju. Jak deszcz przestał padać dopiero wyszła.

Wielka szkoła st. Francesa. Drobna dziewczyna wkroczyła na drogę nauki. Kroczyła po budynku szkoły. Rozglądała się po prawej i lewej stronie. W rękach trzymała z trzy książki. Dziewczyna była w kolorach nowego domu - Queers. Spędziła tu już miesiąc. Ludzie naprawde miło przyjeli ją, szybko spotkała wielu przyjaciół w szkole. Jedna osoba zainteresowała ją z jej domu. Wydawał się taki obojętny na wzrok każdego. Dzisiaj, Lilibeth spędziła noc przy książkach. Miała dużo materiału do nadrobienia. W pewnym momencie ktoś wszedł do pokoju, uniosła wzrok. Popatrzyła chwile na niego. Zarumieniła się i szybko schowała w szaliku. W nadziei, że o tego nie zauważył. Od tego czasu dziewczyna zaczęła się do niego odzywać, tylko po to by ją zauważył. Coś w jej sercu utknęło tego dnia - strzała miłości.
Z dnia na dzień ta szara osoba gromadziła wokół siebie coraz więcej przyjaciół. Swojego czasu, nawet została przewodniczącą szkoły. Tym czasem coraz bardziej nawiedzała Rothuena. Chciałaby zwrócił, choć trochę na nią swoją uwagę.

Już pięć lat Lilibeth uczęszcza do akademii magii. Kolejny piękny, wiosenny dzień nadszedł. Kobieta przeciągnęła się i spojrzała po pokoju. Dziś jej współlokatorki nie było. Kołdrę odłożyła na bok i chciała dotknąć podłogi. Krzyknęła. Zamiast zimnego drewna jej stopy dotknęły krwi. Czerwoną cieczą napisany napis - “Wróć skąd przyszłaś”. Ubrała się szybko w mundurek i pobiegła do miejsca, gdzie się obudziła. Dawno nie była już tak przestraszona. Wspomnienia waliły do jej głowy falami. Znów te same cztery ściany. Czuła się tak samo jak wcześniej kilka lat temu, gdy obudziła się tutaj.
- Kim jesteś? - odezwał się ten głos, co za dawnych lat.
- Ja? Jestem, kim jestem - zatrzymała się, przez dłuższą chwilę nie wiedziała, co powiedzieć - Niepojęty przypadek jak każdy przypadek… Cieniu.
- Haha - zaśmiał się gromko - Widzę, że się zmieniłaś młoda damo. Cóż, cieszę się, ale to koniec. Żyłaś dłużej niż powinnaś.
Zamknęła oczy na zaledwie sekundkę. Więcej już dziewczyna nie pamiętała, co się dzieje. Modliła się, tylko by mogła znów zobaczyć świat. Całe życie stanęło jej przed oczami, a zwłaszcza on. Uśmiechała się. Chciała go zobaczyć jeszcze raz, chciała żyć. Nie będzie jej dane znowu zobaczenia szkoły. Ciemność. Nic nie było, prócz jej samej w ciemności, w zakamarkach jej umysłu. Dopiero potem światełko w tunelu. Znowu ten sam pokój, ale była już noc. Jeden szczegół był, tylko inny w kącie pokoju siedziała postać. Czlowiek, którego dziewczyna obserwowała. Spał. Cały czas był tutaj przy niej? Co on właściwie tutaj zrobił? Lil powoli ześlizgnęła się w łóżka. Narobiła małego rumoru. Usiadła na kolanach i wpatrywała się w niego.
- Widzę, że nic Ci nie jest skoro sama możesz wstać - nagle otworzył oczy. Lili od razu odwróciła wzrok, a na jej twarzy pojawił się delikatny rumieniec.
- Nie.. Wszystko w porządku, chyba. Ty co tutaj tak właściwie robisz, wiesz co się stało?
- Może i wiem, a może i nie. Nieistotne. Grunt, że nic wielkiego się nie stało - Kłamał oczywiście, ale nie dał tego po sobie poznać. Stało się i to dużo, ale nie mógł powiedzieć jej prawdy. Prawda na swój sposób była okrutna, a on w jakiś sposób chciał jej zaoszczędzić złych wspomnień o jej przeszłości, która miała być zatajona.
-Powiedz co się stało! Ja… Ja chce wiedzieć! Czemu chcesz przede mną ukryć prawdę? Zawsze byłeś taki chłodny, nigdy nawet nie spojrzałeś na mnie! - Nienawidziła tego uczucia. Wolała wiedzieć, nawet jeżeli byłoby to dla niej strasznie przykre. Co się stało jak straciła przytomność? Dlaczego Rothuen tutaj był? Sama niewiedza denerwowała ją.
-Nie ma potrzeby byś o tym pamiętała.To przeszłość, zapomnij o tym.
Nagłe wyznanie dziewczyny trochę go zdziwiło. Owszem wiedział, że ciągle się na niego gapi, ale nie brał tego dosłownie do siebie, w końcu każdy kiedyś odchodzi.
Wstał z miejsca gwałtownie i popchnął ją na łóżko, wsuwając przy tym swoje prawe kolano między jej nogi.
-Nie masz prawa mówić tego, o czym nie masz pojęcia.
Prawie to wykrzyknął, był zły, a nie do końca panował jeszcze nad emocjami i wilczym instynktem.
- Nie ma potrzeby bym pamiętała o czymś co mnie tworzy?! Chcę wiedzieć, co się stało mam do tego prawo - moze i chłopak był dosyć ostry, ale Lilibeth też nie potrafii popuścić takich rzeczy. Przeszłosc to część jej. Chciała wiedzieć, co się działo. Gdy tylko opadła na łóżko zaczerwniła się.
- Ja nie mam o niczym pojęcia? Nigdy się do nikogo nie odzywałeś. Przecież jak można tak do cholery olać kobietę co? Kiedy tylko mogłam byłam przy tobie, a teraz nawet nie powiesz mi co się stało - krzyczała mu prosto w twarz. Nie lubiła być pod nikim. To kolano jej przeszkadzało, ale nie dało po sobie tego poznać.
-Owszem. Zemdlałaś to wszystko.
Prychnął pod nosem. Wiadomo, że kłamał, ale nie miał zamiaru się z nią kłócić, w szczególności kiedy jego nerwy poszły w górę, czuł, że powoli jego ludzka postać przestanie być ludzką. W głowie miał mieszane myśli, jak i uczucia. Faktycznie nie odzywał się nigdy, ale dlatego, ze był samotnikiem. Musiał uspokoić myśli i duszę. Dobrowolnie spadł na nią całym ciałem, wtulając swoją twarz w jej biust.
- To mi wytłumacz skoro nie mam zielonego pojęcia - nadęła poliki. Zirytowała się. Emocje w niej narastały. Poczuła na sobie chłopaka.
- C-co ty robisz? - zarumieniła się ten cały dotyk był dla niej strasznie dziwny. W jakiejś dziwnej części pasowało to jej.
- Nie ma czego tłumaczyć.
Mówił cicho, nie miał zamiaru zejść. Chciał po prostu zapomnieć, oddać się jednej z chwil, kiedy to potrafił nad sobą panować. Było to trudne, dopiero co jeszcze się tego uczył, dlatego nic dziwnego, że jej oczom ukazały się białe wilcze uszy oraz biały wilczy, krótki ogon.
W jednej chwili wszystko zrozumiała. Uśmiechnęła się, tylko pod nosem. Uniosła jedną dłoń i pogłaskała Rothuena delikatnie po główie. Nie chciała psuć chwili słowami.

Po całym zdarzeniu życie Lili nabrały koloru. Mijały kolejne lata. Panienka Lightsworth pozytywnie zakończyła akademię, a kilka lat później wróciła tutaj razem z Rothuenem, aby nauczać młode pokolenie. Nie była jednak profesor Lightsworth, a Metherlance. Wcześniej jako uczennica nie miała  okazji by porozmawiać z dyrektorką Ariadną na osobności. Chciała się dowiedzieć czegoś o sobie. Z racji, że Aria ledwo już się trzymała nie miała co zwlekać z rozmową.  Szpitalna część francesy nie była dość dobrze wystrojona. Prawie jak w szpitalu. Lilibeth nie  przebywała, tutaj chętnie. Weszła niepewnym krokiem do sali, gdzie leżała Ariadna.
- Dzień dobry pani dyrektor - przywitała się na twarzy widniał piękny uśmiech, pokazała swoje białe kiełki i usiadła przy  łózku białowłosej.
- Dla kogo dobry, dla tego dobry. Co Cię tutaj sprowadza młoda damo?
- Widzi pani dyrektor chciałam z panią porozmawiać o …
- Twojej przeszłości tak? - Lilibeth pokiwała tylko głową - z tego co pamiętam kiedyś mieszkałaś w slumsach jak ja. Dawno, dawno temu miałam siostrę. Szczerze, mówiąc myślałam, że umarła. Widzisz słońce, ja też kiedyś mieszkałam w slumsach. Miałam dużą rodzinę. Mieszkało nam się naprawdę dobrze, jak na rodzinę z tamtych terenów. Cieszylismy się, że mamy siebie. Pewnego dnia moja siostra opuściła, jednak gniazdo rodzinne i znikła. Nie moge ci powiedzieć, co się działo dalej, bo sama nie wiem.
Rozmowa ciągnęła się jeszcze przez kilka godzin. Lilibeth wydawało się, że odnalazła swoją ciotkę. Następna dnia dyrektorka Ariadna umarła. Nikt  po niej nie chciał zostać dyrektorem. W pewnym momencie Lilibeth zgłosiła się na ochotnika i od miesiąca to ona pełni funkcję dyrektorki szkoły st. Francesa.

Aspekt V - dodatki
Ekwipunek: Sztylet, zapałki, długopis, telefon.
Ciekawostki:

  • Jej ideał musi mieć niebieskie oczy, acz Rothuen jest ideałem ideałów.
  • Prowadzi pamiętnik.
  • Wielbi nosić zakolanówki.
  • Twierdzi, że chrześcijaństwo to chłam.
  • Śpiewała kiedyś w chórze kościelnym, a przez dziwnego księdza zaczęła nienawidzić kościół. Szczegóły nieznane.
  • Twierdzi, że jest gruba.


Ostatnio zmieniony przez Lilibeth dnia Sob Lis 29, 2014 11:13 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://francy2020.forumpl.net
A.D.M.

avatar

Liczba postów : 409
Join date : 02/11/2014
Age : 21
Skąd : Ísland, Grímsey.

PisanieTemat: Re: I know you're still here   Sob Lis 29, 2014 8:15 pm



Ejdiem'owy akcept!






_________________
You're just an animal that I caught
You know I'm yours, so rip my clothes off
Just come inside my cage, you bad dog
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
I know you're still here
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
St. Francesa :: Sprawy Organizacyjne :: Kartoteka-
Skocz do: